Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
czwartek, 05 sierpnia 2010

Wszystko na to wskazuje, że wśród liderów czeczeńskich separatystów trwa walka o władzę. W poniedziałek lider czeczeńskich bojowników Dokku Abu Usman Umarow zrezygnował ze stanowiska przywódcy "Emiratu Kaukaskiego", by wczoraj "powrócić". Umarow jest liderem islamskiego zbrojnego podziemia walczącego o utworzenie państwa opartego na prawie islamskim - szariacie.

W poniedziałek Umarow wyznaczył na swojego następcę Asłambeka Wadałowa, uczestnika  pierwszej i drugiej - dla separatystów niezakończonej - wojny czeczeńsko-rosyjskiej. O swojej decyzji Umarow poinformował w zamieszczonym w internecie orędziu do "emirów" z Dagestanu, Inguszetii i Kabardyno-Bałkarii, apelując o poparcie Wadałowa. Zapewnił, że nadal będzie służył sprawie dżihadu. Jako powód ustąpienia wskazał stan zdrowia. Domniemywa się, że Umarow był podtruwany przez rosyjskie służby specjalne. Rosjanie ogłosili jego śmierć w czerwcu ubiegłego roku (czytaj TUTAJ).

Wczoraj 46-letni Umarow dokonał radykalnego zwrotu. Oznajmił w nagraniu zamieszczonym na serwisie YouTube i stronie www.kavkazcenter.com, że poprzednie nagranie był sfabrykowane (patrz poniżej). Umarow zaprzeczył, że rezygnuje ze stanowiska lidera czeczeńskich separatystów. W nagraniu mówi, że dzięki Allahowi czuje się dobrze. I podkreśla jednocześnie, że dopóki zdrowie mu pozwoli, będzie służył Najwyższemu i zabijał wrogów Allaha.

Dokku Umarow, który był liderem czeczeńskich separatystów od 2006 roku, odpowiada za marcowe zamachy w moskiewskim metrze, w których zginęło 39 osób. Miała to być zemsta za likwidację przez FSB "kaukaskich emirów" Anzora Astamirowa i Saida Buriackiego. Ten ostatni zdążył przed śmiercią wyszkolić 30 szahidek, czeczeńskich samobójczyń-zamachowczyń.

Powrót Umarowa to zła wiadomość dla czeczeńskiego prezydenta-watażki Ramzana Kadyrowa. Kadyrow miał powiedzieć, że złapanie Umarowa będzie znacznie trudniejsze od schywtania Wadałowa, bowiem Abu Usman jest lepiej zakonspirowany. Kadyrow podejrzewa, że Umarow ukrywa się na terytorium Czeczenii i wzywa służby do schwytania go bądź likwidacji.

"On ma problemy ze zdrowiem. Gnije za życia, w rezultacie czego wypadły mu wszystkie zęby. I jeśli on będzie w dalszym ciągu ulegał rozkładowi, to jest ryzyko, że stanie się źródłem niebezpiecznych chorób, dlatego trzeba go unieszkodliwić" - powiedział Kadyrow.

O co może chodzić z tymi dwoma nagraniami Umarowa? Portal Gazeta.Ru wyjaśnia, że pierwsze nagranie zostało zrealizowane znacznie wcześniej i było nagrane pod naciskiem Wadałowa w celu przejęcia w emiracie kaukaskim dowództwa. Tyle że ta próba chyba się nie udała, bowiem emirowie - na co wszystko wskazuje - nie chcieli poprzeć lidera Wadałowa.

środa, 30 czerwca 2010

Moskiewski Sąd MiejskiByły gesty polityczne na Kremlu i obietnica, że sprawa katyńska zostanie odtajniona i wyjaśniona do końca. Za tym nie poszły konkretne czyny. Wciąż nie wiadomo na przykład, dlaczego utajniono śledztwo katyńskie i wyrok, jaki zapadł w tej sprawie. Pracownicy "Memoriału" po raz kolejny wracają z sądu z pustymi rękami.

W poniedziałek wieczorem dotarła z Moskwy informacja: bez wyniku zakończyło się kolejne, czwarte już posiedzenie przygotowawcze Moskiewskiego Sądu Miejskiego w sprawie decyzji o utajnieniu śledztwa katyńskiego. Przedstawiciele rosyjskiej Międzyresortowej Komisji do spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej nie zjawili się w sądzie, ani nie przysłali żadnych dokumentów. Komisja ta miała dostarczyć do sądu miejskiego dokumenty, wyjaśniające dlaczego uzasadnienie wyroku śledztwa katyńskiego zostało utajnione. Sprawę numer 159 prowadziła w latach 1991-2004 Główna Prokuratura Wojskowa, po czym śledztwo umorzyła, zaś postanowienia utajniono na polecenie międzyresortowej komisji. Pozarządowa organizacja badająca zbrodnie stalinowskie "Memoriał" nie zgadza się z tą decyzją, dlatego żąda wyjaśnień w Moskiewskim Sądzie Miejskim.

13 lipca odbędzie się kolejne posiedzenie Moskiewskiego Sądu Miejskiego, ale eksperci nie mają wątpliwości: nic się nie wydarzy, bowiem wśród większości elit rosyjskich nie ma politycznej woli na "rozsupłanie węzła katyńskiego", czyli m.in. odtajnienie archiwów, wznowienie śledztwa i wyjaśnienie jego przebiegu, a także rehabilitację ofiar zbrodni.

Zrezygnowany wydaje się Aleksander Gurjanow, szef sekcji polskiej "Memoriału", który przedwczoraj kolejny raz nadaremno przeszedł się do Moskiewskiego Sądu Miejskiego. - Być może nieobecność członków komisji to sposób na odwlekanie w nieskończoność procesu odtajniania śledztwa katyńskiego. Ale czy to jest sprawa braku woli politycznej w Rosji? Z tym zawsze były kłopoty, ale na ten temat nie chcę się wypowiadać, ponieważ mnie interesują procedury prawne. A te są oczywiste: postępu w rozpatrywaniu naszego wniosku nie ma i nie wiadomo czy będzie - mówi Gurjanow.

To nie koniec katyńskiej układanki. 31 maja główny prokurator wojskowy Rosji Siergiej Fridiński powiedział, że nie widzi podstaw do wznowienia śledztwa dotyczącego rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu w 1940 roku, bowiem sprawa uległa przedawnieniu. Fridiński stwierdził, że winni tragedii są znani (tak zwana wysoka trójka NKWD: Wsiewołod Mierkułow, Leonid Basztakow i Bogdan Kobułow), więc  nowe śledztwo nie jest potrzebne. Udowadniał także, że zbrodnia katyńska nie była przestępstwem popełnionym w imieniu państwa i dlatego rozstrzelani polscy jeńcy wojenni nie mogą być uznani za ofiary represji politycznych.

Te słowa Fridińskiego mogły być nieformalną odpowiedzią na list otwarty „Memoriału” do Dmitrija Miedwiediewa z 26 maja. Stowarzyszenie zwróciło się wówczas po raz drugi do prezydenta, by ten zlecił prokuratorowi generalnemu Jurijowi Czajce zbadanie rzetelności śledztwa katyńskiego.

- Otrzymaliśmy krótkie zapewnienie z administracji prezydenta, że nasz list został przekazany do prokuratury generalnej. Z doświadczenia jednak wiem, że na odpowiedź trzeba czekać nawet 2 miesiące – nie poddaje się Gurjanow.

- Rosja gra na czas. Chodzi o to, by wymusić na Polsce rezygnację z oczekiwań rehabilitacji formalno-prawnej ofiar Katynia w zamian za rehabilitację moralną, która nie pociąga za sobą żadnych kwestii roszczeniowych. Jak Polska na to przystanie, będą postępy w sprawach, o które walczy Memoriał - mówi członek polsko-rosyjskiej Grupy ds. Trudnych, proszący o zachowanie anonimowości. Jak podkreśla, dialog z Rosją to bardzo delikatna sprawa, a ze strony MSZ płyną sygnały, że polskiemu rządowi taka forma rehabilitacji jest na rękę.

Nie jest tajemnicą, że rząd Donalda Tuska, przy wsparciu szefa Grupy ds. Trudnych prof. Adama Rotfelda, chce raz na zawsze rozsupłać węzeł katyński - tak, by Katyń nie stał już na przeszkodzie w stosunkach polsko-rosyjskich. O tym 8 maja w Moskwie rozmawiali prezydent Dmitrij Miedwiediew i p.o. prezydenta Bronisław Komorowski. Miedwiediew przekazał wówczas 67 tomów dokumentów ze śledztwa katyńskiego prowadzonego przez GPW. To był miły gest, wykonany niespełna miesiąc po smoleńskiej tragedii, gdy emocjonalne więzi między elitami obu państw były bardzo silne. I pozytywnego odbioru tego gestu nie zmieniał nawet fakt, że dokumenty były znane polskim historykom, choć nigdy nie można ich było wywieźć z Moskwy.

- Praca nad odtajnianiem kolejnych materiałów będzie kontynuowana na moje osobiste polecenie – zapowiedział wówczas Miedwiediew. Jednak Kreml nie poszedł za ciosem, przekonują eksperci. W poniedziałek w sądzie miejskim nic się w temacie katyńskim nie ruszyło. Oznacza to, że nie było prikazu z Kremla do niższych podmiotów, czyli że wola polityczna mająca na celu wyjaśnienie prawdy katyńskiej to fikcja, a zapewnienia Miedwiediewa to wyłącznie próba zmiany wizerunkowej.

- Słowa Miedwiediewa można traktować jako jego chęć odtajnienia śledztwa katyńskiego, ale być może ta napotyka ona na opory w takich instytucjach, jak Główna Prokuratura Wojskowa czy prokuratura generalna. Tu chodzi też o prestiż tych instytucji. Skoro raz przyjęli pewne stanowisko, to nawet jeśli ono jest błędne, nie chcą go zmienić – wyjaśnia Aleksander Gurjanow.

Pracownicy „Memoriału”, mimo że przedwczoraj po raz kolejny zostali odprawieni z kwitkiem, nie tracą nadziei. Wierzą, że ich postulaty będą stopniowo realizowane, tylko w taki sposób, by zasługi w rozwiązaniu sprawy katyńskiej mogły przypisać sobie władze, a nie organizacja pozarządowa.

TOMASZ KUŁAKOWSKI, tekst ukazał się w „Dzienniku Polskim”

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Bez wyniku zakończyło się kolejne, czwarte już posiedzenie przygotowawcze Moskiewskiego Sądu Miejskiego w sprawie śledztwa katyńskiego. Przedstawiciele rosyjskiej Międzyresortowej Komisji do spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej nie zjawili się w sądzie, ani nie przysłali żadnych dokumentów - wynika z pisma "Memoriału".

Komisja ta, której przewodniczy szef administracji prezydenta Siergiej Naryszkin, miała dostarczyć do sądu miejskiego dokumenty wyjaśniające, dlaczego śledztwo katyńskie zostało utajnione. Sprawę numer 159 prowadziła w latach 1991-2004 Główna Prokuratura Wojskowa, po czym śledztwo umorzyła, zaś postanowienia utajniono na polecenie międzyresortowej komisji.

Posiedzenia przygotowawcze zwoływane są na wniosek organizacji badającej zbrodnie stalinowskie "Memoriał", która uznaje za niezgodną z prawem decyzję komisji ochrony tajemnicy państwowej w sprawie utajnienia postanowień śledztwa.

Jak czytam w piśmie "Memoriału", brak obecności przedsawicieli komisji to pośrednie podważenie autorytetu Moskiewskiego Sądu Miejskiego przez prezydenta Rosji. Jak przypomina "Memoriał", prezydent Dmitrij Miedwiediew wielokrotnie podkreślał, że szacunek dla sądów to jedno z najważniejszych elementów budowy państwa opartego na rządach prawa.

Wniosek "Memoriału" jest ponownie rozpatrywany za sprawą Sądu Najwyższego Rosji, który 21 kwietnia skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Moskiewski Sąd Miejski.

A dlaczego to jest ważne? Ponieważ po tragedii smoleńskiej węzeł katyński miał być już raz na zawsze rozwiązany - tak, by Katyń nie stał już więcej ością w rosyjsko-polskim gardle. - Praca nad odtajnieniem kolejnych materiałów będzie kontynuowana na moje osobiste polecenie – te słowa wypowiedział Dmitrij Miedwiediew 8 maja w Moskwie, biesiadując na Kremlu z p.o. prezydenta Bronisławem Komorowskim. Przekazał wówczas marszałkowi Komorowskiemu 67 tomów dokumentów ze śledztwa katyńskiego prowadzonego przez GPW. To był piękny gest, wykonany niespełna miesiąc po smoleńskiej tragedii, gdy emocjonalne więzi między elitami władz z obu państw były bardzo silne. I nie zmieniał tego fakt, że dokumenty były znane polskim historykom, choć nigdy nie można ich było wywieźć z Moskwy.

Kreml nie poszedł jednak za ciosem. Dzisiaj nic się w temacie katyńskim nie ruszyo. Oznacza to, że nie poszedł „prikaz” z Kremla, czyli że nie ma woli politycznej mającej na celu wyjaśnienie prawdy katyńskiej to fikcja, a zapewnienia Miedwiediewa to był pic na wodę.

Dziś (28.06) w Moskiewskim Sądzie Miejskim miała odbyć się rozprawa merytoryczna ws. wniosku stowarzyszenia "Memoriał" o uznanie za niezgodną z prawem decyzji Międzyresortowej Komisji do Spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej o utajnieniu postanowienia Głównej Prokuratury Wojskowej, która umorzyła śledztwo katyńskie w 2004 roku. Skomplikowane? Zaraz wyjaśnię... W każdym razie nie wiadomo, czy rozprawa odbyła się. Milczą o tym media i mój kontakt w "Memoriale".

Dzisiejszą datę wyznaczył sąd miejski na posiedzeniu 2 czerwca. Wówczas Międzyresortowa Komisja do Spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej nie dostarczyła do sądu potrzebnych dokumentów, więc nie miał on możliwości wyznaczenia rozprawy ws. Wniosku „Memoriału”. Przedstawiciel Komisji Międzyresortowej przyniósł za to pismo informujące, że sprawa przekazania dokumentów do sądu będzie rozpatrywana przez Komisję 23 czerwca. Tu również nie udało się ustalić, jaki jest efekt rozpatrzenia tej sprawy. Dowiemy się tego pewnie dzisiaj.

Wiadomo jednak, że biurokracja rosyjska zajmująca się śledztwem katyńskim i jego następstwami to twardy orzech do zgryzienia. Jest kilka podmiotów, które między sobą odbijają katyńską piłeczkę.

Aktor numer 1. to Główna Prokuratura Wojskowa. To ona prowadziła śledztwo katyńskie w latach 1991-2004, które umorzyła 21 września 2004 r., utajniając dokumenty na podstawie zalecenia Międzyresortowej Komisji do Spraw Ochrony Tajemnic Państwowych, którą kierował wówczas szef administracji prezydenta Dmitrij Miedwiediew.

Aktor numer 2. to Międzyresortowa Komisja do Spraw Ochrony Tajemnic Państwowych, która naciskała na GPW w sprawie utajnienia wyników śledztwa katyńskiego prowadzonego przez Główną Prokuraturę Wojskową.

Aktor numer 3. to Moskiewski Sąd Miejski, który na wniosek „Memoriału” trzykrotnie już rozpatrywał, czy decyzja komisji ochrony tajemnic była zgodna z prawem.

Aktor numer 4. To Sąd Najwyższy Rosji, który - zapewne na polityczne polecenie Kremla - 21 kwietnia decyzję o utajnieniu śledztwa skierował do ponownego rozpatrzenia przez Moskiewski Sąd Miejski.

To nie koniec katyńskiej układanki. 31 maja główny prokurator wojskowy Rosji Siergiej Fridiński wypalił, że nie widzi podstaw do wznowienia śledztwa dotyczącego rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu w 1940 roku, bowiem sprawa uległa przedawnieniu. Z prawnego punktu widzenia miał rację, bowiem mord katyński jest zakwalifikowany jako przestępstwo pospolite będące "przekroczeniem uprawnień" przez wysokich funkcjonariuszy NKWD.

Siergiej Fridiński stwierdził, że winni tragedii są znani (tak zwana wysoka trójka NKWD: Mierkułow, Basztakow i Kobułow) i  nowe śledztwo nie jest potrzebne. Udowadniał także, że zbrodnia katyńska nie była przestępstwem popełnionym w imieniu państwa i dlatego rozstrzelani polscy jeńcy wojenni nie mogą być uznani za ofiary represji politycznych. Przecież, według tej argumentacji, zostali zastrzeleni przez konkretne osoby, a w śledztwie wymienione są też nazwiska osób, podejmujących wówczas decyzje.

Te wypowiedzi Fridińskiego mogły być nieformalną odpowiedzią na list otwarty „Memoriału” do Dmitrija Miedwiediewa z 26 maja. Stowarzyszenie zwróciło się wówczas (już drugi raz) do prezydenta, by ten zlecił prokuratorowi generalnemu Jurijowi Czajce zbadanie, czy śledztwo katyńskie nr 159 Główna Prokuratura Wojskowa przeprowadziła prawidłowo.

Po tragedii smoleńskiej węzeł katyński miał być już raz na zawsze rozwiązany, by Katyń nie stał już więcej ością w rosyjsko-polskim gardle. - Praca nad odtajnieniem kolejnych materiałów będzie kontynuowana na moje osobiste polecenie – te słowa wypowiedział Dmitrij Miedwiediew 8 maja w Moskwie, biesiadując na Kremlu z p.o. prezydenta Bronisławem Komorowskim. Przekazał wówczas marszałkowi Komorowskiemu 67 tomów dokumentów ze śledztwa katyńskiego prowadzonego przez GPW. To był piękny gest, wykonany niespełna miesiąc po smoleńskiej tragedii, gdy emocjonalne więzi między elitami władz z obu państw były bardzo silne. I nie zmieniał tego fakt, że dokumenty były znane polskim historykom, choć nigdy nie można ich było wywieźć z Moskwy.

Kreml nie poszedł jednak za ciosem. Pozostaje poczekać na ten dzisiejszy katyński węzełek, czy dzisiaj coś się w temacie katyńskim ruszy. Jeżeli tak, to poszedł „prikaz” z Kremla. Jeżeli nie, wola polityczna Rosji mające na celu wyjaśnienie prawdy katyńskiej to fikcja.

Tomasz Kułakowski

środa, 02 czerwca 2010

Znowu nici w sprawie śledztwa katyńskiego.

Bez wyniku zakończyło się kolejne, trzecie już posiedzenie przygotowawcze Moskiewskiego Sądu Miejskiego w sprawie śledztwa katyńskiego. Rosyjska Międzyresortowa Komisja do Spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej nie dostarczyła do sądu potrzebnych dokumentów.

Zatem sąd nie miał możliwości wyznaczenia rozprawy merytorycznej w sprawie wniosku stowarzyszenia "Memoriał" o uznanie za niezgodną z prawem decyzji Komisji Międzyresortowej do Spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej o utajnieniu postanowienia Głównej Prokuratury Wojskowej, która umorzyła śledztwo katyńskie.

Przedstawiciel Komisji Międzyresortowej przyniósł pismo informujące, że sprawa przekazania dokumentów do sądu będzie rozpatrywana przez Komisję 23 czerwca. W związku z tym Sąd wyznaczył kolejne posiedzenie na 28 czerwca.

Szef sekcji polskiej "Memoriału" powiedział Polskiemu Radiu, że powstaje pytanie, czy rzeczywiście potrzebne jest posiedzenie Komisji Międzyresortowej. Aleksander Gurjanow wyjaśnił, że w zasadzie każdy urząd ma obowiązek bezwzględnego przekazania do sądu dokumentów, o które sąd występuje.

Gurjanow zwrócił uwagę, że Komisja Międzyresortowa nie może odmówic sądowi przekazania dokumentów i w związku z tym nie wiadomo, po co ma się odbyć posiedzenie tejże komisji.

Chodzi o śledztwo katyńskie, które w latach 1992-2004 prowadziła Główna Prokuratura Wojskowa.

O krótkiej pamięci Miedwiediewa w sprawie Katynia czytaj TUTAJ.

Źródło: IAR

wtorek, 01 czerwca 2010

Akcja OMONuRosyjski rzecznik praw człowieka przygotowuje raport o rozpędzeniu wczorajszych demonstracji opozycji. Władimir Łukin, w wywiadzie dla rozgłośni "Echo Moskwy", określił mianem "bezprawia" działania rosyjskiej milicji.

Chodzi o wczorajsze akcje rosyjskiej opozycji, która zorganizowaa demonstracje w obronie prawa do zgromadzeń. Po brutalnej akcji milicji na placu Triumfalnym w Moskwie zatrzymano ponad 170 osób, a w Sankt Petersburgu około 60. Większość z zatrzymanych po nocy w areszcie została wypuszczona na wolność. Część z nich zamierza skierować do sądu pozwy przeciwko działaniom milicji.

Skargę zamierza złożyć znany portal internetowy Gazieta.Ru, którego korespondent Aleksander Artiomow został pobity na Triumfalnym w Moskwie i ma złamaną rękę. Gazieta.ru pisze, że tak ostrej akcji OMONowcy nie przeprowadzali już dawno. Specjalne oddziały milicji brutalnie pobiły kilkanaście osób. Wszyscy zatrzymani dostali paragraf "stawianie oporu pracownikom milicji", zgodnie z którym milicja może ich zaaresztować na 15 dni. Wcześniej karano uczestników manifestacji paragrafem "udział w nielegalnej demonstracji", za co grozi mandat 1000 rubli (100 zł).

W Moskwie zebrało się wczoraj na wiecu około tysiąca aktywistów opozycji, a w Sankt Petersburgu kilkuset.

Akcję służb siłowych potępił Biały Dom. Opozycja ma nadzieję, że w Rostowie nad Donem, gdzie trwa szczyt Unia Europejska-Rosja, decydenci unijni również potępią atak OMONu. 

piątek, 28 maja 2010

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew obiecał całkowite wyjaśnienie zbrodni katyńskiej. Przypomina mu o tym rosyjska organizacja Memoriał, która wysłała do niego list otwarty. Póki co, bez odpowiedzi.

Memoriał, organizacja zajmująca się badaniem zbrodni stalinowskich oraz obroną praw człowieka, nie ustaje w wysiłkach, by raz na zawsze zakończyć sprawę Katynia. Memoriał stoi na stanowisku, że Katyń to wewnętrzny problem Rosji, który kładzie się cieniem na dzisiejszym państwie, a niejako przy okazji uniemożliwia normalizację stosunków polsko-rosyjskich.

Przedwczoraj w niezależnym tytule "Nowaja Gazieta" ukazał się list otwarty Memoriału do władz rosyjskich. Stowarzyszenie zwraca się już po raz drugi do prezydenta Rosji, by ten m.in. zlecił prokuratorowi generalnemu Jurijowi Czajce zbadanie, w jaki sposób przeprowadzono śledztwo katyńskie nr 159. Prowadziła je w latach 1991-2004 rosyjska Główna Prokuratura Wojskowa i umorzyła 21 września 2004 roku. Dokumenty utajniono. Rezultat śledztwa Memoriał uznał za kuriozalny i od kilku lat bezskutecznie walczy o spełnienie swoich postulatów.

Po pierwsze, domaga się odtajnienia wszystkich dokumentów śledztwa. Znanych jest tylko 67 ze 183 tomów akt. Są to dokumenty, które prezydent Rosji 8 maja w Moskwie przekazał p.o. prezydenta Polski Bronisławowi Komorowskiemu. Dmitrij Miedwiediew zapewnił wówczas, że odtajnianie materiałów katyńskich będzie kontynuowane na jego osobiste polecenie. Dlatego też Memoriał postanowił ponaglić głowę rosyjskiego państwa.

Memoriał postuluje również wznowienie śledztwa katyńskiego. Powrót Katynia na wokandę ma mieć na celu ustalenie z imienia i nazwiska wszystkich ofiar zbrodni, co w każdej sprawie sądowej powinno być oczywiste. Nowe śledztwo powinno także ustalić, czy istnieje tak zwana lista białoruska, czyli nazwiska około 2 tys. polskich oficerów zamordowanych na terytorium zachodniej Białorusi. To jedna z niewielu białych plam katyńskich, o wyjaśnienie której stara się Memoriał. Nie wiadomo, czy taki spis istnieje, być może historycy musieliby przejrzeć dziesiątki tysięcy dokumentów w archiwach rozsianych po całej Rosji, ale Memoriał apeluje, by prokuratura udowodniła, że listy nie ma. - A skoro jej nie ma, niech przedstawi wszystkie kroki, jakie podjęła w celu ustalenia tej listy - mówił mi niedawno Aleksander Gurjanow z Memoriału.

Organizacja badająca zbrodnie katyńskie chce także wznowienia śledztwa, bowiem nie może pogodzić się z oceną prawną zbrodni. W śledztwie prokuratura wojskowa zakwalifikowała mord na polskich oficerach jako zbrodnię pospolitą - przekroczenie uprawnień z ciężkimi konsekwencjami, którego dopuściło się kilku wysokich funkcjonariuszy NKWD. Zgodnie z prawem, zbrodnia katyńska jako przestępstwo pospolite uległa przedawnieniu 10 lat po tragedii, czyli w 1950 roku. Memoriał apeluje o przekwalifikowanie mordu na "zbrodnię wojenną" i "zbrodnię przeciw ludzkości", co uniemożliwiłoby jej przedawnienie.

Sprawa nie jest prosta. Główna Prokuratura Wojskowa w kwietniowym piśmie do Memoriału, do którego dotarł "Dziennik Polski", uzasadniała, że nie może wznowić śledztwa, ponieważ doszło do przedawnienia. W podobnym tonie odrzuca prośby Memoriału o imienną rehabilitację wszystkich ofiar. Prokuratura tłumaczyła, że nie może tego uczynić, bowiem z taką prośbą mogą wystąpić albo same ofiary, albo ich najbliższe rodziny.

Administracja prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa nie zareagowała jeszcze na list Memoriału. I nie wiadomo, czy w ogóle zwróci na pismo uwagę. Ale były minister spraw zagranicznych Adam Rotfeld ma taką nadzieję. - Samo już wysłanie listu otwartego do Miedwiediewa świadczy o tym, że jest to polityk, do którego ludzie zwracają się z nadzieją na spełnienie ich próśb - mówi prof. Rotfeld, członek polsko-rosyjskiej grupy do spraw trudnych.

Bardziej sceptyczny jest zastępca redaktora naczelnego "Nowej Gaziety" Andriej Lipski. Ocenia on gesty Miedwiediewa w sprawie katyńskiej jako kontynuację pokazywania "ładniejszej twarzy Rosji". - To jest odkręcanie polityki Władimira Putina, która doprowadziła do tego, że ludzie patrzą na nas jak na zwierzęta, nie przestrzegające niczyich praw. Miedwiediew normalizuje wizerunek Rosji, dlatego potępia generalissimusa. I chyba sam w to wierzy, zaś w jego ścisłym otoczeniu przeważają ludzie, którzy nie lubią stalinizmu i chcą się z nim rozliczyć. Ale nie uczynisz tego, dopóki nie rozliczysz się z sąsiadami - wyjaśnia Lipski. Podkreśla jednak, że elita władzy jest podzielona i nie wszystkim zależy na odtajnieniu śledztwa katyńskiego.

Moskiewscy dziennikarze podejrzewają, że wśród obecnych elit władzy jest sporo potomków tych, którzy mieli na rękach krew polskich oficerów, dlatego prawda nie może ujrzeć światła dziennego. - Stalinizm to tylko detal. Najważniejszym wyzwaniem dla dzisiejszej Rosji jest przebudowanie gospodarki i systemu politycznego. A ja nie jestem pewien, czy my idziemy w tym kierunku - konkluduje Lipski.

Tomasz Kułakowski

tekst ukazał się 28 maja 2010 w "Dzienniku Polskim"

wtorek, 18 maja 2010

Przetrzymywany w rosyjskim areszcie były prezes rosyjskiego koncernu naftowego Jukos Michaił Chodorkowski rozpoczął głódówkę. Protestuje w ten sposób przeciwko decyzji rosyjskiego Sądu Najwyższego. Ten bowiem nakazał przedłużenie do 17 sierpnia aresztu dla Chodorkowskiego i jego partnera biznesowego Płatona Lebiediewa.

Obrońca Chodorkowskiego oświadczył, że Sąd Najwyższy, wydając wyrok, nie wziął pod uwagę poprawek do kodeksu karnego. Z godnie z nimi, oskarżeni o takie przestępstwa, jak Chodorkowski i Lebiediew, nie powinni być przetrzymywani w areszcie.

Adwokat byłego szefa Jukosu zapowiedział, że jego klient będzie kontynuował protest głodowy, dopóki nie uzyska pewności, iż o sprawie został poinformowany prezydent Dmitrij Miedwiediew. Mecenas dodał, że Chodorkowski jest przekonany, że wyrok sądu był zignorowaniem woli prezydenta Miedwiediewa.

Od stycznia 2009 roku były szef Jukosu jest więziony w moskiewskim areszcie. Wcześniej, od 2005 roku, odbywał karę pozbawienia wolności w łagrze w Krasnokamieńsku. Michaił Chodorkowski był skazany za oszustwa i malwersacje podatkowe. Teraz postawiono mu zarzuty kradzieży 350 milionów ton ropy i 9,6 miliardów dolarów z blisko 16 miliardów dolarów zysku koncernu Jukos w latach 1999 - 2003. Według Michaiła Chodorkowskiego oraz rosyjskich obrońców praw człowieka, zarzuty mają podłoże polityczne i zostały postawione pod wpływem władz na Kremlu.

sobota, 08 maja 2010

- Nie ma przebaczenia dla zbrodni Stalina, których dopuścił się na własnym narodzie - tymi słowami prezydent Dmitrij Miedwiediew po raz kolejny udowodnił, że odżegnuje się od totalitaryzmu radzieckiego.

Ale obchodzonego dziś i jutro święta 65. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem Miedwiediew nie popsuje. Takiego świętowania Dnia Zwycięstwa, jakie zapowiada się jutro, jeszcze w Rosji nie było. Takiego pokazu siły, nowych wytworów przemysłu wojskowego, tylu tysięcy żołnierzy z krajów byłego ZSRR i nie tylko, tylu muzyków wojskowych. Przygotowania do parady, która przejdzie przez plac Czerwony w Moskwie, trwały od dwóch lat. Moskwa wydała ponad 115 mln rubli (ponad 11 mln zł) na poprawę miejskiej infrastruktury.

Jutro przez plac Czerwony przemaszeruje ponad 10 tysięcy żołnierzy rosyjskich, ze wszystkich formacji, nawet z wojsk kosmicznych FR. Za nimi w defiladzie pójdą żołnierze z byłych krajów ZSRR, z wyjątkiem nielubianych na Kremlu Gruzinów oraz Mołdawian i Uzbeków, którzy nie przyjęli zaproszenia. Będzie za to reprezentacja armii polskiej, która od kilku dni ćwiczy przed paradą w Moskwie. Będą też koalicjanci antyhitlerowcy - Amerykanie, Francuzi oraz Brytyjczycy. Zagra 1200 muzyków orkiestrowych. Śmigłowce Mi-8 nad placem Czerwonym przefruną z ogromną flagą Rosji. Samoloty Mig i Su utworzą na niebie liczbę 65 - rocznicy wielkiego ojczyźnianego zwycięstwa.

Rosjanie zaprezentują najnowsze wytwory swojego przemysłu wojskowego. Będzie model rakietowego pocisku balistycznego dalekiego zasięgu Topol-M, przystosowany do przenoszenia głowic jądrowych. Będą pojazdy zwiadowcze typu "Dozor". A także najnowsza, dopracowana wersja współczesnego przeciwlotniczego zestawu artyleryjsko-rakietowego "Pancir-S1".

Parada jest po to, by całemu światu pokazać, że to radziecka wówczas Rosja pokonała III Rzeszę i wyzwoliła Europę spod hitlerowskiego buta, że to Rosjanie są narodem wyjątkowym. W ten sposób myśli przeważająca część elit na Kremlu i rosyjskie społeczeństwo - od Kaliningradu do Władywostoku, w jedenastu strefach czasowych.

Jednak nie wszyscy. Od Stalina i radzieckiego totalitaryzmu konsekwentnie odcina się Dmitrij Miedwiediew. We wczorajszym wywiadzie dla rosyjskiej gazety "Izwiestia" uczynił to po raz kolejny. Opowiedział się za zdjęciem wszystkich klauzuli tajności z dokumentów z okresu II wojny światowej, a także całego okresu stalinizmu. - Upłynęło już wystarczająco dużo czasu - 65 lat. Naród powinien znać całą prawdę o wojnie - powiedział.

Jako jeden z niewielu przywódców rosyjskich nazwał reżim radziecki totalitarnym, który wyniszczał przede wszystkim Rosjan. Miedwiediew podkreślił również, że dla zbrodni wojennych nie ma terminu przedawnienia. - Jeśli dzisiaj przymkniemy oczy na te zbrodnie, to w przyszłości mogą się powtórzyć - powiedział. Wymienił między innnymi zbrodnię katyńską, która będzie tematem rozmowy prezydenta Rosji z p.o. prezydenta Polski Bronisławem Komorowskim podczas dzisiejszego spotkania w Moskwie.

Podczas zaczynającego się dzisiaj święta wyraźnie będzie widać zmianę akcentów - to nie generalissimus był zwycięzcą, lecz młodzi radzieccy żołnierze, którzy setkami tysięcy ginęli na froncie. Proces rewizji stalinizmu trwa od kilku miesięcy.

Jeszcze na początku roku Stalin miał być głównym elementem "kampanii promocyjnej" święta 9 maja. Władze Moskwy chciały umieścić specjalne tablice informujące o roli Józefa Stalina w zwycięstwie podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, jak Rosjanie nazywają II wojnę światową. Na placu Czerwonym miał zawisnąć gigantyczny portret wodza. Plakatami z wizerunkiem dyktatora miano oblepić całą Moskwę. Władze zrezygnowały jednak z tego pomysłu. Eksperci na Zachodzie oceniają, że uczyniono to pod wpływem zachodnich przywódców, którzy nie chcieli znaleźć się przy wizerunku Stalina. Jednak w Moskwie podkreśla się, że to element przewartościowania rosyjskiej polityki historycznej.

Zmiana akcentów polega na tym, że z polityki historycznej Miedwiediew usuwa elementy kontrowersyjne, a takim był Stalin, dyktator mający na sumieniu setki tysięcy ludzkich istnień. Prezydent po tragedii smoleńskiej dwukrotnie imiennie wskazał Stalina jako sprawcę mordu katyńskiego. Uczynił to m.in. w Krakowie, po pogrzebie pary prezydenckiej. Podkreślał, że winę za śmierć polskich oficerów w Katyniu ponosi Józef Stalin i jego poplecznicy, co w ostatnich latach nie padało z ust rosyjskich władz, czyli Władimira Putina.

Rosjanie jednoznacznie traktują Dzień Zwycięstwa - jako jeden z największych sukcesów w historii, nie tylko XX wieku. Według najnowszych badań opinii publicznej Centrum Lewady, 75 proc. Rosjan będzie świętowało zwycięstwo dziś, jutro, a także w poniedziałek, który jest dniem wolnym od pracy. Jubileuszową paradę obejrzy prawie 80 proc. Rosjan, o 7 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Według Centrum Lewady prawie połowa respondentów pozytywnie odnosi się do udziału obcych wojsk w defiladzie zwycięstwa nad faszyzmem.

Kult pokonania Hitlera jest czymś wyjątkowym i pojawia się w świadomości Rosjanina już od najmłodszych lat. Urodzeni na przełomie lat 80. i 90. młodzi ludzie, z którymi rozmawiałem podczas moich podróży nad Wołgę, mówią, że już jako trzylatkowie paradowali z balonikami 9 maja w swoich miastach i miasteczkach. Później w szkole na lekcje przychodzili weterani, zwykle dziadkowie uczniów, którzy opowiadali, jak to własną krwią przepędzili z terenów "matki-Rusi" hitlerowskich okupantów. Dla dzisiejszych staruszków, ludności radzieckiej żyjącej w wielkiej nędzy w czasie II wojny światowej, walka toczyła się o być albo nie być ojczyzny, o życie każdego z miliona radzieckich obywateli. Te emocje przekazują z pokolenia na pokolenie.

Mimo konsekwentnej antystalinowskiej retoryki Miedwiediewa, wciąż znaczna część Rosjan pozytywnie ocenia Stalina nie tylko jako zwycięzcę nad faszystowskimi Niemcami, ale samą postać wodza. Wynika to z fałszowania historii, której sprzeciwia się właśnie prezydent. Konsekwencje istnienia białych plam historycznych są poważne. Większość Rosjan nie wie na przykład, że radzieckie zwycięstwo w Europie Środkowej w 1945 roku było dwuznaczne, bowiem za masą młodzieńców w radzieckich mundurach szła ideologiczna armia, by zbudować np. w Polsce komunizm. Gdy na ten temat rozmawiam z młodymi Rosjanami, oni nie mogą uwierzyć, że zwycięstwo Armii Czerwonej mogło mieć w sobie cokolwiek negatywnego. Niektórzy wysuwają nawet oskarżenia, że jesteśmy niewdzięczni, że zapomnieliśmy, kto wyzwolił Polskę. Na tym nie koniec. Rosjanie nie wiedzą także, że Stalin przyjmując pakt Ribbentrop-Mołotow był współwinny wybuchu wojny. Są przekonani, że zakończenie II wojny światowej to wyłącznie ich zasługa. Natomiast do momentu katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem Rosjanie nie wiedzieli, że było coś takiego jak zbrodnia katyńska. Zaś ci, co słyszeli o mordzie na polskich oficerach, byli przekonani, że to hitlerowcy zamordowali polskich oficerów w 1940 roku, a nie NKWD.

Według socjologów wiara w Stalina i ZSRR wynika z poczucia przynależności do potężnego mocarstwa, które pokonało Hitlera i rządziło światem przez połowę XX wieku. Sam Dzień Zwycięstwa był główną ideologiczną podstawą mocarstwowości i punktem zwrotnym w dalszym istnieniu imperium radzieckiego. Dlatego tak trudno zmienić mentalność Rosjan, nad czym - wydaje się - pracuje Dmitrij Miedwiediew.

Nie wiadomo, dokąd zaprowadzi Rosję nowy prezydent z antytotalitarnymi i antystalinowskimi pomysłami na nową tożsamość. Niektórzy liczą, że wielu Rosjan podejmie próbę rewizji swojej wiedzy o historii, oglądając wielką paradę na placu Czerwonym z okazji 65. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem.

Tomasz Kułakowski, tekst ukazał się w dzisiejszym wydaniu "Dziennika Polskiego" w Krakowie.

czwartek, 06 maja 2010

Byłem na polsko-rosyjskiej wideokonferencji w PAP w Warszawie. Równocześnie w Moskwie brali w niej udział historycy i eksperci rosyjscy.

Dyrektor rosyjskiego Państwowego Archiwum Historii Społeczno-Politycznej Oleg Naumow twierdzi, że Rosja nie ma więcej dokumentów dotyczących rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu w 1940 roku.

Oleg Naumow, zapytany przez rosyjską dziennikarkę, jakie jeszcze dokumenty katyńskie mogą zostać odtajnione i przekazane Polsce, stwierdził: "nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie". Mówił, że nie ma żadnych nieznanych dokumentów dotyczących rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu, istnieją natomiast setki tysięcy dokumentów dotyczących wszystkich zbrodni reżimu stalinowskiego.

Polscy uczestnicy konferencji podkreślali, że od dawna nie ma żadnych nowych dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej, które wzbogaciłyby wiedzę historyków. Mówił o tym między innymi doradca Naczelnego Dyrektora Archiwów Państwowych Władysław Stępniak. Jak powiedział, od 2004 roku, kiedy zamknięto i utajniono śledztwo katyńskie, nie ma postępów w tej sprawie.

Tematem polsko-rosyjskiej konferencji były dokumenty, które po odtajnieniu mają zostać przekazane stronie polskiej. Zapowiedział to pod koniec kwietnia prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Nie wiadomo jednak, o jakie dokumenty może chodzić. Media spekulują, że może to być na przykład "lista białoruska", czyli nieznane dotąd nazwiska około 4 tysięcy polskich oficerów, zamordowanych na terenie zachodniej Białorusi.

Do przekazania dokumentów może dojść 8 lub 9 maja, podczas dwudniowej wizyty Bronisława Komorowskiego w Moskwie. W stolicy Rosji Komorowski ma spotkać się z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem.

Konferencję zorganizowały wspólnie Polska Agencja Prasowa i rosyjska agencja RIA Nowosti. Była to druga tego typu inicjatywa.