Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
czwartek, 16 grudnia 2010

Przez 4,5 godziny słuchałem dziś telemostu premiera Putina z rosyjskim narodem. Było o wszystkim i o niczym, ale moją uwagę zwrócił wątek dotyczący Michaiła Chodorkowskiego. Podczas wielogodzinnego programu, w którym odpowiada na pytania telewidzów, rosyjski premier odniósł się do sprawy Chodorkowskiego, odsiadującego wyrok więzienia.

"Złodziej powinien siedzieć w więzieniu" - tak odpowiedział na pytanie jednej z dzwoniących do studia kobiet Władimir Putin.

Putin przekonywał, że Chodorkowskiemu udowodniono wiele przestępstw gospodarczych, w tym niepłacenie podatków, czym naraził budżet państwa na straty w wysokości miliardów rubli (milionów złotych). Porównał Michaiła Chodorkowskiego do amerykańskiego finansisty Bernarda Madoffa, który oszukał swoich klientów na kwotę 65 miliardów dolarów. Jak podkreślił, skoro Madoffa skazano na 150 lat więzienia, to wyrok dla Chodorkowskiego musi być surowy.

Władimir Putin podkreślił również, że szef służby bezpieczeńswa Jukosu siedzi w więzieniu za morderstwo. Jak przekonywał, ludzie Chodorkowskiego zlikwidowali mera jednego z naftowych miast i zamordowali kilka innych osób. Premier zwrócił uwagę, że sąd sprawiedliwie zajmie się tymi wszystkimi przestępstwami.

Michaił Chodorkowski odsiaduje już wyrok ośmiu lat więzienia za rzekome przestępstwa gospodarcze. Jego kłopoty zaczęły się, gdy zaczął otwarcie zaczął krytykować ówczesnego prezydenta Rosji Władimira Putina, zarzucając mu tolerowanie korupcji.

W 2003 roku Chodorkowski został aresztowany za oszustwa gospodarcze. Dwa lata później został skazany i trafił do więzienia na Syberii. Rok temu wytoczono mu kolejny proces. W październiku prokuratura zażądała dla Chodorkowskiego 14 lat więzienia. Prokuratorzy oskarżyli go o pranie brudnych pieniędzy i kradzież znacznej ilości ropy naftowej.

27 grudnia będzie ogłoszony wyrok w drugim procesie byłego szefa koncernu naftowego Jukos.

Prawnik Michaiła Chodorkowskiego zarzucił premierowi Putinowi, że próbuje wywrzeć nacisk na decyzję sądu w sprawie byłego właściciela Jukosu.

niedziela, 05 grudnia 2010

Komorowski i Miedwiediew, Moskwa, 9 maja 2010Po ośmiu latach do Polski z oficjalną wizytą przyjeżdża prezydent Rosji. Będzie to trzecia wizyta rosyjskiego przywódcy (po Borysie Jelcynie w 1993 r. i Władimirze Putinie w 2002 r.). Dmitrij Miedwiediew spędzi nad Wisłą dwa dni. Co się szykuje? Pakiet dokumentów do podpisania, rozmowy o śledztwie katyńskim, współpracy prawnej, gospodarczej, społecznej...

Dziennikarze i eksperci od wielu miesięcy spekulowali, czy prezydent Dmitrij Miedwiediew przywiezie do Polski na "św. Mikołaja" kolejne tomy akt ze śledztwa katyńskiego, które w latach 1990-2004 prowadziła rosyjska Główna Prokuratura Wojskowa. Rosyjscy śledczy przekazali jednak dokumenty polskim dyplomatom w Moskwie przed wizytą Miedwiediewa, bez rozgłosu. Było to zaskoczeniem dla naszego MSZ, bowiem wszyscy się spodziewali, że akta przekaże sam prezydent. Miała to być niespodzianka, ale kolejnych nie należy się chyba spodziewać.

Ale o temacie Katynia na pewno prezydent Bronisław Komorowski będzie chciał porozmawiać, ponieważ w tej sprawie organa rosyjskie mają wciąż wiele do zrobienia. Przekazanie w sumie już 137 spośród 183 tomów akt dokumentów należy odbierać jako pozytywny sygnał, lecz nie ma w tym pakiecie materiałów "tajnych" i "ściśle tajnych". A zdaniem historyków, to one mogą być kluczowe w kontekście doprowadzenia do wznowienia śledztwa i zmiany jego konkluzji. Chodzi o przekwalifikowanie mordu katyńskiego ze "zbrodni pospolitej", która uległa przedawnieniu 10 lat po tragedii, na "zbrodnię wojenną" i "zbrodnię przeciwko ludzkości", które są bezterminowe.

Ważne jest także zdobycie wiedzy, dlaczego śledztwo katyńskie umorzono, i jaka instytucja utajniła jego postanowienia. Wiadomo jedynie, że uczyniono to na polecenie Międzyresortowej Komisji ds. Ochrony Tajemnicy Państwowej.

- Odtajnianie dalszych materiałów jest bezdennie konieczne.  W Rosji ten proces napotyka na bardzo duże trudności, czego przykładem jest ociąganie się organów odpowiedzialnych za utajnienie. Mało tego, żaden z nich nie chce się przyznać, kto podjął tę decyzję. Ten proces będzie jednak postępował, mimo że wolniej, niż byśmy sobie tego życzyli – mówi prof. Adam Daniel Rotfeld, współprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych.

Sprawa Katynia to nie jedyny temat, który będzie omówiony przez prezydentów Polski i Rosji. Miedwiediew i Komorowski przedyskutują kwestie katastrofy smoleńskiej i podejmą decyzję, jak wspólnie uczcić pamięć ofiar i oddać im hołd w rocznicę tragedii. Na razie nie wiadomo, jakie plany ma Moskwa na uczczenie 10 kwietnia przyszłego roku.

Politycy podpiszą także pakiet dokumentów. Jednym z nich ma być deklaracja o współpracy w modernizacji Rosji, przede wszystkim gospodarki. Być może Dmitrij Miedwiediew wyjaśni, jak Polska miałaby pomóc Rosji w modernizacji tego sektora. Nieoficjalnie mówi się, że Warszawa chętnie podzieli się wiedzą z zakresu funkcjonowania małych i średnich przedsiębiorstw oraz walki z korupcją. Polska może też pomóc przy reformach: samorządowej, administracyjnej czy sądowniczej.

Z drugiej strony, polskie władze chciałyby mieć pewność dostaw rosyjskiego gazu i ropy do Polski, a także otrzymać zielone światło do inwestowania nad Wołgą, bez dyskryminacji na trudnym, korupcjogennym rosyjskim rynku.

Kolejne umowy dotyczą współpracy w zakresie transportu morskiego, a także ochrony Bałtyku przed zanieczyszczeniami. Politycy podpiszą także memorandum o współpracy pomiędzy prokuraturami. Chodzi o dokument, który ułatwi współpracę, szczególnie w kontekście śledztwa dotyczącego katastrofy pod Smoleńskiem. Rozmowy na ten temat toczą się już od wczoraj, czyli od przylotu prokuratora generalnego Rosji Jurija Czajki.

Współpraca prawna będzie także tematem rozmów plenarnych, które odbędą się po spotkaniu Miedwiediewa i Komorowskiego w cztery oczy. W rządowym i eksperckim gronie porozmawiają między innymi ministrowie sprawiedliwości – Krzysztof Kwiatkowski i Aleksander Konowałow. Omówią dwie umowy, które są niezbędne dla lepszej współpracy wymiarów sprawiedliwości – po tym, jak katastrofa smoleńska obnażyła zaniedbania w tej sferze.

Pierwsza umowa dotyczy spraw cywilnych i zakłada decentralizację współpracy prawnej. Wejście dokumentu w życie umożliwi bezpośrednią współpracę polskich i rosyjskich sądów, bez pośrednictwa organów centralnych. Druga umowa, w sprawach karnych, umożliwi powoływanie wspólnych polsko-rosyjskich zespołów śledczych. Celem jest zbliżenie obu systemów prawnych poprzez uproszczenie przepisów i dostosowanie ich do Europejskiej Konwencji o pomocy prawnej w sprawach karnych.

Z wizytą Miedwiediewa zbiega się także prezentacja publikacji "Białe Plamy, Czarne Plamy. Sprawy trudne w stosunkach polsko-rosyjskich w latach 1918-2008". Nie jest to przypadek, bowiem być może wezmą w niej udział prezydenci. Wielostronicowa książka jest efektem prac Polsko-Rosyjskiej Grupy do spraw Trudnych, której współprzewodniczą profesor Adam Rotfeld i profesor Anatolij Torkunow. Pod redakcją obu naukowców ukazuje się dziś publikacja.

Jest to unikatowe dzieło, w którym zinwentaryzowano wszystkie sprawy trudne w stosunkach polsko-rosyjskich z ostatnich 90 lat. Są zatem "białe plamy", czyli tematy przemilczane, oraz "czarne plamy" - fałszerstwa historyczne, takie jak zbrodnia katyńska w okresie bytności ZSRR.

Publikacja jest podzielona na kilkanaście chronologicznych odcinków. Poszczególne fakty i okresy historyczne interpretuje polski i rosyjski autor, w osobnych artykułach. Omawiane w nich sprawy trudne to, oprócz zbrodni katyńskiej, wojna polsko-bolszewicka 1920 roku i sytuacja radzieckich jeńców wojennych, Jałta i ład polityczny w Europie po II wojnie światowej, wprowadzenie stanu wojennego w Polsce w 1981 r., a także sprawy gospodarcze, czyli kto kogo utrzymywał w okresie komunizmu.

Publikacja "Białe plamy, czarne plamy" jest jednocześnie rekomendacją dla dalszych prac Grupy do spraw Trudnych, której prace pozytywnie ocenią prezydenci, tak jak czynili to wcześniej szefowie rządów i dyplomacji. Natomiast Grupą w formie instytucjonalnej mają być Polsko-Rosyjskie Centra Dialogu i Porozumienia, które w Warszawie i Moskwie mają ruszyć na początku przyszłego roku.

- Spodziewam się, że przy okazji wizyty prezydenta Miedwiediewa odbędzie się symboliczna inauguracja obu centrów. Prace legislacyjne po naszej stronie zmierzają do zakończenia, w ubiegły wtorek rząd przyjął projekt ustawy. Po stronie rosyjskiej prace również są zaawansowane. Jest zatem okazja, by polską opinie publiczną o tym poinformować – mówi pełnomocnik ministra kultury ds. utworzenia Centrum dr Sławomir Dębski.

Centra mają zająć się tym, by białe i czarne plamy historyczne był dogłębnie przebadane, zarówno przez rosyjskich, jak i polskich specjalistów. Finansowane z budżetu państwa placówki mają do tego zachęcać głównie młodych naukowców, którzy będą mogli liczyć na stypendia, o ile zajmą się tematyką stosunków polsko-rosyjskich. Jednak nie tylko historia będzie poddawana badaniom. Twórcy Centrów przekonują, że deficyt mamy także w dzisiejszych relacjach polsko-rosyjskich, zarówno w sferze kultury, jak również wymianie naukowej, młodzieżowej etc.

Po południu prezydenci wezmą udział w posiedzeniu polsko-rosyjskiego Forum Dialogu Obywatelskiego, które poprowadzi reżyser Krzysztof Zanussi. To kolejna, społeczna platforma spotkań, równie istotna dla dalszej "demilitaryzacji" stosunków polsko-rosyjskiej.

piątek, 03 grudnia 2010

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdza, że Rosjanie przekazali Polsce wczoraj kilkadziesiąt tomów akt ze śledztwa katyńskiego. Prowadziła je rosyjska Główna Prokuratura Wojskowa w latach 1991-2004, po czym śledztwo umorzyła, a postanowienia i dokumenty utajniono.

Rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Marcin Bosacki powiedział IAR, że resort dyplomacji pozytywnie odbiera przekazanie Polsce dokumentów. Jak dodał, są to materiały z różnych lat i różnych etapów śledztwa. Zdaniem Marcina Bosackiego, przekazanie akt jest ważnym i pozytywnym gestem.

Jest to trzecia transza dokumentów przekazanych przez stronę rosyjską. Pierwsze 67 akt tomów otrzymał w maju pełniący wówczas obowiązki prezydenta Bronisław Komorowski. Kolejne 20 tomów trafiło do polskiego Instytutu Pamięci Narodowej we wrześniu.

Dałacz organizacji badającej między innymi zbrodnię katyńską „Memoriał” Aleksandr Gurjanow uważa, że to kolejny krok władz Rosji, świadczący o rzeczywistej chęci poprawy stosunków z Polską.

Rozmawiałem na ten temat z historykiem i znawcą Rosji profesorem Wojciechem Materskim. Jak powiedział, przekazanie materiałów to pozytywny sygnał, ale to wyłącznie gest dobrej woli. Jego zdaniem, kluczowa pozostaje zmiana konkluzji prawnej zbrodni, która została przez rosyjską prokuraturę wojskową zakwalifikowana jako "przestępstwo pospolite", które uległo przedawnieniu 10 lat po tragedii w lesie katyńskim. W opinii historyka, należałoby wszcząć nowe śledztwo - tak, by uznano zabójstwo polskich oficerów za zbrodnię wojenną, która nie ulega przedawnieniu. Jego zdaniem, szansą na wznowienie śledztwa jest znalezienie nowych materiałów. - "W archiwach rosyjskich stosunkowo łatwo znaleźć te dokumenty, tylko trzeba chcieć je znaleźć" - powiedział historyk.

Przekazanie materiałów ze śledztwa poprzedza zapowiedziana na poniedziałek wizytę prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w Warszawie. Wczoraj na konferencji prasowej w rosyjskim MSZ-cie sugerowano, że wizyta Miedwiediewa będzie obfitowała w niespodzianki i gesty przyjaźni wobec narodu polskiego.
Wciąż nie wiadomo jednak, dlaczego i na czyje polecenie postanowienia śledztwa zostały utajnione.


PRZECZYTAJ KONIECZNIE WYWIAD Z ALEKSANDREM GURJANOWEM Z MEMORIAŁU !!!

Źródło= własne+IAR

poniedziałek, 22 listopada 2010

Kadyrow i ZakajewProrosyjski prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow oskarża Polskę, Austrię i Wielką Brytanię, że po ich terytoriach "mogą swobodnie podróżować terroryści". Według niego, obecnie terrorystą numer jeden na świecie jest Ahmed Zakajew, ukrywający się w Londynie.

Wypowiedzi prezydenta Czeczenii cytują rosyjskie portale informacyjne, powołując się na jego wywiad dla "Neue Zuercher Zeitung". Ramzan Kadyrow oskarża w nim lidera czeczeńskich emigrantów Ahmeda Zakajewa o finansowanie zamachów na czeczeńskie wsie i parlament republiki. "Zakajew jest obecnie szefem terrorystów" - twierdzi prezydent Czeczenii. Kadyrow dziwi się, że "Europa walczy z terroryzmem i jednocześnie chroni czeczeńskich terrorystów".

"Oni swobodnie przemieszczają się po Polsce, Austrii i Wielkiej Brytanii" - dodaje prorosyjski przywódca Czeczenii.

Ramazan Kadyrow uważa, że polski wymiar sprawiedliwości powinien odpowiedzieć pozytywnie na wniosek rosyjskiej prokuratury i przeprowadzić ekstradycję Ahmeda Zakajewa do Rosji. Zakajew, który ma w Wielkiej Brytanii status uchodźcy, jest oskarżany przez Moskwę o współudział w zamachach terrorystycznych i porwaniach.

Źródło: IAR

niedziela, 21 listopada 2010

Aleksander LitwinienkoWedług radia Echo Moskwy, w śledztwie dotyczącym zabójstwa byłego agenta rosyjskich służb specjalnych Aleksandra Litwinienki pojawiły się nowe dokumenty. Stacja twierdzi, że pojawiły się materiały świadczące o tym, że na kilka tygodni przed otruciem byłego oficera FSB rosyjskie służby otrzymały do swojej dyspozycji radioaktywny polon-210.

Pułkownik Aleksander Litwinienko został zamordowany 4 lata temu w Londynie. Brytyjska prokuratura uważa, że zabójstwa dokonano na zlecenie rosyjskich służb specjalnych. Według brytyjskich prokuratorów, radioaktywny polon-210 miał osobiście dodać do jedzenia Litwinienki były rosyjski agent, dziś deputowany Andriej Ługowoj. Materiał radioaktywny miał trafić do instytutu naukowo-badawczego FSB w sierpniu 2006 roku. Listy przewozowe i potwierdzenia przyjęcia niebezpiecznego ładunku trafiły do żony zamordowanego agenta za pośrednictwem anonimowego współpracownika rosyjskich służb specjalnych.

Zdaniem rosyjskich ekspertów, dokumenty te nie wskazują jednoznacznie, że właśnie tym konkretnym polonem-210 otruto Litwinienkę. Doradca prezesa rosyjskiej Federalnej Agencji do spraw Energii Atomowej Rosatom Siergiej Nowikow zapewnia, że polon nie był w Rosji produkowany od lat 80. XX wieku. Nowikow uważa, że nie ma żadnych dowodów na to, by do zabicia Litwinienki użyto radioaktywnej substancji rosyjskiej produkcji. Amerykański dziennikarz Steve Levine wiąże zabójstwo byłego agenta przebywającego na uchodźstwie w Londynie z jego ostrą krytyką pod adresem ówczesnego prezydenta Rosji Władimira Putina.

Zapraszam na bloga o Ukrainie !!!

Źródło: IAR

sobota, 30 października 2010

Sikorski i ŁawrowReset - to słowo-klucz w rosyjskim myśleniu o relacjach z Polską. Tego sformułowania wielokrotnie używali dyplomaci w Moskwie, wraz z szefem MSZ. O resecie świadczy częstotliwość wizyt. Tylko w tym roku doszło do kilku spotkań na najwyższych szczeblach - p.o. prezydenta Bronisława Komorowskiego z Dmitrijem Miedwiediewem, Donalda Tuska z Władimirem Putinem i Radosława Sikorskiego z Siergiejem Ławrowem. Szef rosyjskiej dyplomacji w ciągu ostatnich dwóch miesięcy był w Polsce dwukrotnie.

Siergiej Ławrow współprzewodniczył w Warszawie posiedzeniu Komitetu Strategii Współpracy Polsko-Rosyjskiej. To poszerzona formuła spotkań szefów resortów dyplomacji, wraz z przedstawicielami ministerstw infrastruktury, gospodarki, kultury i innych. W Łazienkach Królewskich Sikorski i Ławrow rozmawiali o kwestiach współpracy gospodarczej, przygranicznej i kulturalnej.

I nie pozostaje ona wyłącznie na papierze. Radosław Sikorski ogłosił, że jeszcze w tym roku zostanie otwarte nowoczesne, duże samochodowe przejście graniczne z obwodem Kaliningradzkim Grzechotki - Mamonowo 2 (woj. warmińsko- -mazurskie), największe na polsko-rosyjskiej granicy. Nasza część placówki jest gotowa od prawie trzech lat, ale prace ślimaczyły się po drugiej stronie granicy.

Współpraca przygraniczna to ważny element dialogu polsko-rosyjskiego. Wspólnym celem obu ministrów jest jak najszybsze wdrożenie umowy o małym ruchu granicznym. Tą formą bezwizowego przemieszczania się już są objęci Białorusini i Ukraińcy zameldowani do 50 kilometrów od polskiej granicy, a także mieszkańcy Podlasia, Lubelszczyzny i Podkarpacia - z terenów najbardziej wysuniętych na Wschód. Problem umowy z obwodem Kaliningradzkim polega na planach objęcia małym ruchem całego obwodu, a po stronie polskiej części województwa podlaskiego oraz prawie całej Warmii i Mazur, wraz z Olsztynem. Byłoby to novum w unijnych przepisach, ale decyzja należy do Brukseli.

Nieoficjalnie wiadomo, że MSZ i Pałac Prezydencki liczą na to, że Komisja Europejska zgodzi się na wprowadzenie zmian i 6 grudnia prezydenci obu krajów podpiszą dokument w Warszawie.

Władze też mają nadzieję, że w grudniu uda się sfinalizować powołanie wspólnych instytucji historycznych, tzw. Centrów Dialogu i Pojednania. Decyzję o ich powstaniu podjęli 7 kwietnia w Smoleńsku premierzy Władimir Putin i Donald Tusk. Centra mają być instytucjonalizacją dorobku Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych, która zajmuje się "inwentaryzacją problemów" między oboma krajami.

Tych problemów sporo, by wymienić rozbieżności w interpretacji takich wydarzeń, jak wojna polsko-bolszewicka 1919-1920 r., kluczowy dla rozpoczęcia II wojny światowej Pakt Ribbentrop-Mołotow czy zbrodnie NKWD na polskich oficerach w 1940 r. Jak tłumaczył mi jeden z przedstawicieli MSZ, Centra Dialogu i Porozumienia mają zdjąć "historyczne odium" z relacji polsko-rosyjskich, by nigdy więcej przeszłość nie stawała na agendzie rozmów o teraźniejszości i przyszłości.

Instytucje w Moskwie i Warszawie powinny ruszyć 1 stycznia 2011 r., zaś umowę mają podpisać w grudniu prezydenci.

Komitet Strategii Współpracy przygotował co najmniej trzy umowy dwustronne, które mają podpisać w grudniu Dmitrij Miedwiediew i Bronisław Komorowski. Jakie to dokumenty, nie wiadomo, ale można domniemywać, że oprócz porozumienia o uruchomieniu Centrów Dialogu i umowy o małym ruchu granicznym, może to być umowa dotycząca współpracy prawnej. Potrzebę "rewitalizacji" tej sfery współdziałania zapowiadał minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.

Przygotowania do przyjazdu Miedwiediewa trwają. Ma to być kolejny krok w stronę normalizacji stosunków. Jednak jeden z dyplomatów przyznał mi w nieoficjalnej rozmowie, że polski rząd zdaje sobie sprawę, że jest to polityka "długiego marszu", do tego kosztowna z powodu nieustannej krytyki przez środowiska związane z PiS. Radosław Sikorski podkreślił ostatnio, że wysoka częstotliwość spotkań polsko-rosyjskich świadczy o dojrzałości i gotowości do trudnego dialogu, mimo "turbulencji" - jak się wyraził.

Eksperci w obu krajach zauważają, że Polska jest dla Kremla coraz ważniejszym graczem w Europie. Sam Ławrow przyznał w Warszawie, że oczekuje większej współpracy gospodarczej.

Zbliżająca się prezydencja w drugiej połowie 2011 r. to szansa dla Polski do zaprezentowania się jako kreator aktywnej polityki wschodniej, a dla Rosji okazja do pogłębiania dialogu z Unią, dzięki efektywnej i pragmatycznej współpracy z Warszawą.

TOMASZ KUŁAKOWSKI, DZIENNIK POLSKI

wtorek, 26 października 2010

Ławrow i Sikorski - znowu razemRelacje polsko-rosyjskie na różnych szczeblach stają się normą, a nawet rutyną. Jutro (środa) późnym popołudniem z dwudniową wizytą do Polski przylatuje rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. Ostatnio był u nas we wrześniu, podczas dorocznej narady polskich ambasadorów.

Tym razem Ławrow spotka się z szefem naszej dyplomacji Radosławem Sikorskim podczas szóstego posiedzenia Komitetu Strategii Współpracy Polsko-Rosyjskiej. Jest to forma spotkań ministrów spraw zagranicznych w rozszerzonej formule, z udziałem kierownictw kluczowych resortów z obu krajów, a także instytucji zainteresowanych rozwojem dwustronnych kontaktów. Później Siergiej Ławrow spotka się także z prezydentem Bronisławem Komorowskim.

Szefowie dyplomacji będą rozmawiać w  trzech blokach tematycznych, mających długofalowe znaczenie dla stosunków polsko-rosyjskich. Pierwszy to współpraca ekonomiczna oraz energetyczna. Tu mają zostać poruszone kwestie między innymi umowy gazowej, która od wielu miesięcy nie może wejść w życie.
Drugi blok to szeroko pojęte sprawy społeczne, kulturalne i historyczne. Według MSZ, szczególne znaczenie będzie miało faktyczne rozpoczęcie wymiany młodzieży między oboma krajami.

Trzeci blok rozmów to kwestie współpracy przygranicznej, przede wszystkim z obwodem kaliningradzkim, co jest ważne dla lokalnych społeczności. Według MSZ, umowa o małym ruchu granicznym jest prawie gotowa do podpisu.

Szefowie dyplomacji omówią także wstępny plan wizyty w Polsce prezydenta Rosji, który przyjedzie do Warszawy 6 grudnia. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski mówił niedawno dziennikarzom, że przegląd stosunków podczas spotkania komitetu ma na celu uzgodnienie, które umowy dwustronne będą gotowe do podpisania podczas przyjazdu Dmitrija Miedwiediewa.

Przedstawiciele MSZ-u nie chcą zdradzać, o jakie dokumenty chodzi. Wiadomo jednak, że prawie gotowe do podpisania są: umowa gazowa oraz umowa o małym ruchu granicznym z obwodem kaliningradzkim.

Po posiedzeniu komitetu ministrowie wręczą dyplomy "za wybitne zasługi w dziele wzajemnego zrozumienia i zbliżenia społeczeństw Polski i Rosji". Otrzymają je laureaci z zeszłego roku: aktorka Barbara Brylska oraz pisarz Wiktor Jerofiejew, a także obaj współprzewodniczący Grupy do spraw Trudnych profesor Adam Rotfeld oraz profesor Anatolij Torkunow, nagrodzeni w tym roku.

Komitet Strategii został powołany w 2002 roku, po wizycie ówczesnego prezydenta Rosji Władimira Putina. Ostatnie posiedzenie komitetu odbyło się w maju ubiegłego roku w Moskwie.

środa, 29 września 2010

Jurij ŁużkowMoskiewski „car” Jurij Łużkow nie jest już merem rosyjskiej stolicy. Dymisjonując go, prezydent Dmitrij Miedwiediew pokazał, że zamierza rządzić twardą ręką.

Stało się to, czego od tygodni oczekiwano w Moskwie. Prezydent Rosji usunął Jurija Łużkowa z urzędu mera Moskwy. Wczoraj nad ranem Dmitrij Miedwiediew podpisał dekret w tej sprawie, uzasadniając dymisję „utratą zaufania prezydenta”.

Urząd burmistrza Moskwy Łużkow piastował od 1992 roku, trzykrotnie wygrywając wybory na mera największego i najdroższego miasta Europy z wynikiem nie mniejszym niż 70 procent głosów, zanim w 2004 r. nie uzurpował przywileju mianowania merów ówczesny prezydent Władimir Putin. Centralne wyznaczanie gubernatorów i burmistrzów najważniejszych miast miało być podporządkowane walce z terroryzmem. Zostało zaś ocenione jako wzmocnienie ustroju autorytarnego. W 2007 r. Łużkow został wybrany na mera już przez Putina.

Politolodzy oceniają, że wczorajszą dymisją Miedwiediew pokazał, że zamierza rządzić samodzielnie i twardą ręką. Prezydent nie planuje nawet spotkania wyjaśniającego z Jurijem Łużkowem. Wcześniej proponował mu dobrowolną rezygnację z urzędu, co Łużkow miał przemyśleć podczas tygodniowego, przymusowego urlopu. Przemyślał, czy nie, na jego miejsce wskoczył zastępca Władimir Riesin, ale nie na długo, bowiem Dmitrij Miedwiediew musi mieć czas na osobiste wyznaczenie następcy Łużkowa. Zdaniem ekspertów, będzie to polityk najbardziej lojalny wobec Miedwiediewa.

Zrzut Dziennik PolskiDymisję poparło kierownictwo partii władzy Jedna Rosja, wyrażając ból, że mer utracił zaufanie wskutek „własnych błędów”. Mimo że Łużkow jest jednym z założycieli Jednej Rosji i zajmuje w niej wysokie stanowisko, złożył rezygnację z członkostwa w partii.

Od nienawiści…

Jurij Łużkow jest w Moskwie równie lubiany, co nienawidzony. Oponenci wielokrotnie oskarżali go o korupcję i lobbowanie na rzecz firmy swojej żony Jeleny Baturiny, właścicielki działającej na rynku nieruchomości potężnej kompanii Inteko. Baturina od kilku lat zdobywała intratne zlecenia na terenie stolicy Rosji i nie bez powodu uważana jest za „oligarchę w spódnicy”, najbogatszą i najbardziej wpływową kobietę w Rosji, której majątek „Forbes” szacuje na 3 mld dolarów.

Do pomnażania kapitału kontakty z Łużkowem wykorzystywali inni oligarchowie, m.in. nieznany szerokim kręgom Szałwa Czygirinski, inwestor zabudowy terenu przylegającego do Placu Czerwonego, gdzie stał swego czasu największy na świecie i znany w całym ZSRR hotel Rossija, a także inwestor największego drapacza chmur w Europie. Budowę „Baszni Rossija” o wysokości 612 metrów przerwano z powodu kryzysu, ale bez zgody władz miasta inwestycja nie byłaby możliwa. - Budynek ten będzie symbolem Rosji, która patrzy w przyszłość - zapowiadał Łużkow podczas uroczystości położenia kamienia węgielnego.

Prasa opisywała setki korupcyjnych historii z udziałem mera Moskwy. Swego czasu głośno było o dilerze niemieckiej marki samochodów, który za pozwolenie na budowę salonu przy obwodnicy miejskiej przekazał „kręgom zbliżonym do mera miasta” łapówkę w wysokości 600 tys. dolarów.

…do sympatii

Ale Łużkow był równie lubiany, szczególnie przez mieszkańców Moskwy korzystających ze świadczeń społecznych, które w Moskwie są dużo wyższe niż w pozostałych regionach Rosji. Emeryci i renciści wielbią go za dopłaty do rent i emerytur, zaś meldunek w Moskwie jest marzeniem każdego emeryta w Rosji. Kilka lat temu Łużkow zdobył serca moskiewskich matek, którym przekazał darmowe racje mleka w proszku dla niemowląt. Przez niższą klasę stolicy był nazywany „carem w miniaturowym wydaniu” oraz „rosyjskim Robinem Hoodem”, który odbiera pieniądze bandytom i przynajmniej część oddaje zwykłym ludziom.

Sporej części mieszkańców podobało się także podejście mera do imigrantów. Poprzez wprowadzenie obowiązku meldunku, bronił Moskwy nie tylko przed nielegalnymi przybyszami z Afryki, Azji i Kaukazu, ale również z biednych regionów Rosji, którzy od wieków ciągnęli do Moskwy za chlebem.

„Moskwiczom” podobały się także jego ksenofobiczne i nacjonalistyczne hasła skierowane do obcokrajowców. Mieszkańców  Kaukazu nazywał „czarnuchami”, Azjatom likwidował targowiska w Moskwie, pod przykrywką obostrzeń sanitarnych czy przeciwpożarowych. Jednym z najgłośniejszych przykładów jest ubiegłoroczne zamknięcie Bazaru Czerkizowskiego. Pracę straciło wówczas prawie 100 tysięcy osób, głównie Chińczyków, co wywołało protesty i napięcie na linii Pekin-Moskwa. Likwidacja bazaru stała się okazją do przejęcia atrakcyjnej działki o powierzchni 230 hektarów i znajdujących się tam towarów o szacunkowej wartości 2 miliardów dolarów.

Jednak poparcie dla Łużkowa z roku na rok spadało. Według ośrodka badań opinii społecznej Centrum Lewady, w 1999 r. ufała mu ponad połowa mieszkańców stolicy, w ubiegłym roku już tylko 20 procent. Według niedawnego sondażu Centrum Lewady, prawie dwie trzecie mieszkańców stolicy za wiarygodne uważało doniesienia o korupcji Łużkowa i związanej z nim Baturiny.

Z Putinem czy przeciw?

Mimo to, Łużkow wydawał się politykiem „niezatapialnym”, a jego kariera polityczna równie bogata, co burzliwa. Pełniąc urząd mera Moskwy, Łużkow zdążył być członkiem Rady Federacji Rosyjskiej oraz komisji: budżetowej, polityki podatkowej, regulacji walutowej i działalności bankowej.

Mianowany na burmistrza Moskwy przez Borysa Jelcyna w 1992 roku, kilka lat później stał się jego krytykiem. W 1999 roku stanął do wyborów prezydenckich, w których na swojego następcę Jelcyn namaścił Putina. Już wtedy media oligarchów wspierających Putina przeprowadziły na Łużkowa szereg ataków, zarzucając mu zlecanie zabójstw, wielomilionowe łapówkarstwo, afery seksualne. Gdy Putin wygrał wybory prezydenckie, Łużkow zmienił front i przeszedł na jego stronę, tworząc z zapleczem polityczno-biznesowym Putina partię Jedna Rosja.

Gdy przecieki z Kremla donosiły, że Putin szykował dymisję Łużkowa w 2005 roku, mer zagwarantował prezydentowi pełną pacyfikację demonstracji antykremlowskich w Moskwie, a także świetny wynik wyborczy dla Jednej Rosji przed wyborami do rosyjskiego parlamentu. Słowa dotrzymał

W ubiegłym roku zaczął jednak krytykować Putina, gdy wyczuł, że kryzys osłabił premiera, a on sam może wzmocnić swoją pozycję. Łużkow zgodził się między innymi na zorganizowanie na początku ub. Roku wiecu opozycyjnego ruchu „Solidarność”, podczas którego wzywano do dymisji rządu Putina. W Moskwie mówiło się wtedy, że Łużkow próbował rozgrywać niepewną sytuację powodowaną kryzysem i istnieniem dwóch ośrodków władzy – premiera Putina i prezydenta Miedwiediewa.

W ostatnich tygodniach Łużkow nie miał łatwego życia. Najpierw został ostro skrytykowany, gdy podczas fali pożarów, która latem dotknęła okolice Moskwy, nie przerwał wakacji i bawił poza stolicą. Pod koniec sierpnia prezydent polecił rządowi wstrzymanie budowy kontrowersyjnej autostrady przez podmoskiewskie Chimki. Mer był krytykowany przez urzędników administracji prezydenta za tę kontrowersyjną i nadzwyczaj drogą inwestycję. Na początku września państwowe media przypuściły na mera zmasowany atak. W porze największej oglądalności stacje telewizyjne nadały programy, przedstawiające Łużkowa jako polityka skorumpowanego, nie dbającego o interesy mieszkańców Moskwy, tylko żony.

Eksperci wiążą dymisję Łużkowa z konkurencją elit w łonie tandemu Putin-Miedwiediew. W tle są wybory prezydenckie, w których ma wystartować Władimir Putin i Dmitrij Miedwiediew. Walka toczy się o to, który z nich ma być oficjalnym kandydatem Kremla. Zdaniem ekspertów, Łużkow, który ponownie zdecydowanie zdeklarował się po stronie Putina, właśnie za to zapłacił.

Politolodzy nie wykluczają, że to nie koniec „opery mydlanej” z Łużkowem w roli głównej, bowiem do moskiewskiego serialu mogą dołączyć prokuratorzy z korupcyjnymi zarzutami dla mera.

TOMASZ KUŁAKOWSKI

Tekst ukazał się w dzisiejszym "Dzienniku Polskim"

poniedziałek, 27 września 2010

Denis OsnaczNie wiadomo kto pobił w Kaliningradzie Denisa Osnacza - aktywistę miejscowej organizacji ruchu opozycyjnego Inna Rosja.

Osnacza w piątek wieczorem ciężko pobili trzej napastnicy, nie zabierając ani pieniędzy, ani dokumentów. Szef regionalnego oddziału partii komunistycznej Igor Rewin wiąże napaść na młodego aktywistę Innej Rosji z próbą niedopuszczenia przez władze do zaplanowanego na sobotę marszu młodzieży pod hasłem "Antykapitalizm - 2010".
- Przeciwnicy tej akcji, na którą jest zezwolenie władz, postanowili w podły sposób usunąć z naszych szeregów Osnacza jako jednego z najbardziej aktywnych uczestników i organizatorów (akcji) - podkreślił Rewin.

Denis OsnaczDenis Osnacz to jeden z najbardziej znanych młodych liderów opozycji w Kaliningradzie. Miejscowa milicja zatrzymywała go wielokrotnie pod różnymi pretekstami. Na początku roku 2010 działacz ten uzyskał na drodze sądowej rekompensatę w wysokości 6 tysięcy rubli (ok. 580 złotych) za bezpodstawne przetrzymanie go w areszcie przez dwie doby.

Ruch Inna Rosja skupia ugrupowania liberalne i lewicowe, które sprzeciwiają się polityce obecnych władz Rosji

Więcej o Denisie Osnaczu (w języku rosyjskim) TUTAJ.

09:16, gosporosja
Link Komentarze (1) »
środa, 22 września 2010

Ramzan KadyrowPrzywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow polecił służbom specjalnym odnaleźć i zatrzymać wszystkich dowódców separatystycznych oddziałów. Kadyrow chce, aby czeczeńskie MSW wysłało w teren wszystkich swoich agentów i funkcjonariuszy, na każdy metr kwadratowy. "Te susły trzeba wykurzyć z nor" - zapowiedział na spotkaniu z kierownictwem resortu spraw wewnętrznych republiki.

Kadyrow chce wykorzystać rozłam (niepotwierdzony) na Północnym Kaukazie wśród islamskich separatystów. Chodzi o przepychanki o przywództwo między liderem "Emiratu Kaukaskiego" Dokku Umarowem a Asłambekiem Wadałowem.

Kadyrow co rusz zapowiada zdecydowaną walkę z terroryzmem. Parę dni temu żądał wydania "terrorysty" Ahmeda Zakajewa, mimo że wcześniej proponował mu posadę dyrektora groznieńskiego Teatru Dramatycznego (w którym Zakajew grał przez wiele lat), a podobno nawet tekę ministra kultury. Wszystko po to, by doprowadzić do legitymizacji swojego na poły autorytarnego reżimu.

Wraz z Kadyrowem z podziemiem separatystycznym zamierza walczyć prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Ostrą reakcję gospodarza Kremla wywołał krwawy zamach, do którego doszło 9 września we Władykaukazie. Eksplozja samochodu pułapki zabiła 19 osób, a liczbę rannych szacuje się na ponad 200. To tylko jeden z dziesiątek tysięcy zamachów na Kaukazie Północnym w ostatnich miesiącach i latach.

A nie tylko terror na Kaukazie, ale ogólna sytuacja gospodarczo-społeczno-polityczna w Rosji, musi doprowadzić do rozpadu Federacji Rosyjskiej. Tak przynajmniej uważa Władimir Bukowski, rosyjski dysydent na emigracji.

- "Polityczne centrum będzie słabnąć. I siły peryferyjne będą się coraz bardziej uniezależniać. To dotyczy nie tylko Czeczenii bądź Tatarstanu, ale czysto rosyjskich prowincji. Obecna sytuacja jest nienormalna. Centralizacja polityczna i gospodarcza na tak ogromnym obszarze, jaki stanowi dzisiejsze państwo rosyjskie, nie może się udać. To jest źródło wielowiekowej niestabilności Rosji. Jakikolwiek kryzys doprowadzał do rozpadu kraju. Tak było i w roku 1917, i w 1991. Dlatego mogą zajść okoliczności, w których Czeczenia uzyska niepodległość bez wojny" - powiedział niedawno w wywiadzie.

Wielki reżim Putina i dużo mniejszy Kadyrowa trzymają się dobrze. Pytanie tylko, jak długo?

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20