Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
wtorek, 25 września 2007

Witam na blogu poświęconym - początkowo wyłącznie - Annie Politkowskiej. Chciałbym, by stał się małym kompendium wiedzy na temat dziennikarki zamordowanej 7 października 2006 roku w centrum Moskwy. Również o władzy, jej relacji z obywatelem i ludziach opozycyjnie w Rosji myślących.

Dlaczego Politkowska?

Bo czytałem jej książki i artykuły, była rozpoznawalną postacią dla osoby zagłębiającej się w Rosję.  Poza tym, byłem w Moskwie tuż po jej śmierci, w miejscu zbrodni złożyłem kwiaty. Pisałem wówczas korespondencję dla krakowskiego "Dziennika Polskiego".

Mam nadzieję, że blog będzie się rozwijał, bez względu na to, czy sprawcy zabójstwa Anny kiedykolwiek zostaną złapani.

Liczę na Wasze teksty i opinie,

Tomasz Kułakowski: kulakowski.tomasz@gmail.com
http://politkowska.blox.pl
http://kryzysowaukraina.blox.pl


20:29, gosporosja
Link Komentarze (4) »


Rosyjska prokuratura generalna postawiła byłemu szefowi regionalnej prorosyjskiej administracji w Czeczenii Szamilowi Burajewowi zarzut współudziału w zabójstwie dziennikarki Anny Politkowskiej - poinformował w piątek jego obrońca Piotr Kazakow.

Portret Anny Politkowskiej na skrzynce pocztowej przy ul. Leśnej 7 w MoskwieBurajew był kandydatem na prezydenta Czeczenii w 2003 roku. Politkowska miała nadepnąć mu na odcisk, kiedy szefował prorosyjskiej administracji czeczeńskiego regionu Aczchoj-Martan. Według najnowszych informacji, prokuratura postawiła Burajewowi zarzut współudziału w zabójstwie dziennikarki. Tę informację potwierdza „Nowaja Gazieta”, która prowadzi własne dziennikarskie śledztwo. Nazwisko Burajewa wypłynęło przy okazji aresztowania podpułkownika Federalnej Służby Bezpieczeństwa Pawła Riaguzowa, ważnej postaci w łańcuszku organizator-pomocnik-wykonawca morderstwa. Zdaniem redakcyjnych kolegów Politkowskiej popadł on w niełaskę szefostwa i dlatego został zatrzymany, zresztą w sprawie innego przestępstwa. FSB zawsze broni „swoich”, lecz „Nowaja Gazieta” podejrzewa, że Riaguzow został celowo podstawiony. Zdaniem moskiewskiego sądu aresztowano go bezprawnie i prawdopodobne wyjdzie wkrótce na wolność.
Prokurator generalny Rosji Jurij Czajka powiedział w sierpniu, że morderstwo Politkowskiej zorganizowała grupa przestępcza, do której należeli m.in. czynni i byli funkcjonariusze służb bezpieczeństwa.
Wśród zatrzymanych w związku ze śmiercią Politkowskiej jest były podpułkownik Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) Pawieł Riaguzow. Moskiewski sąd wojskowy dwukrotnie orzekał, że jego aresztowanie jest bezprawne. Po raz trzeci został aresztowany w minionym tygodniu.
Nazwisko Burajewa wypłynęło właśnie przy okazji kolejnego aresztowania Riaguzowa, który miał przekazać Burajewowi adres Politkowskiej.
Szamil Burajew - były szef władz regionu Aczchoj-Martan - ubiegał się o prezydenturę w Czeczenii w roku 2003.

Źródło: PAP, Gazeta.pl
11:06, gosporosja
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 września 2007

Skrzynka pocztowaNa czyje polecenie zamordowano rosyjską dziennikarkę Annę Politkowską? Najświeższy trop prowadzi do oficerów milicji z Niżniewartowska. Śmierć dziennikarki nie wstrząsnęła opinii publicznej w Rosji.

Milicjanci być może zemścili się za sprawę sprzed pięciu lat. Komentatorka "Nowej Gaziety" opisywała wtedy uprowadzenie i zamordowanie Zelimchana Murdałowa, za które - jej zdaniem - odpowiadali milicjanci, którzy służyli wtedy w Czeczenii. W wyniku śledztwa jeden z podejrzanych, porucznik Siergiej Łapin, został rok temu skazany na 11 lat łagru, a jego przełożeni są nadal poszukiwani. Artykuły Politkowskiej mogły być podstawą oskarżenia.

Prokuratorzy zajmujący się zabójstwem dziennikarki przesłuchiwali przed kilkoma dniami krewnych Łapina, w tym jego siostrę, gdyż - jak wynika ze śledztwa - w zabójstwie Politkowskiej brały udział trzy osoby, w tym jedna kobieta. Mordercę zarejestrowała kamera przed budynkiem, w którym mieszkała Politkowska, dwoje pozostałych uczestników nagrała sklepowa kamera.

Jeszcze dwa dni temu wzdłuż kamienicy przy ul. Leśnej 8 w Moskwie, w centrum miasta, 150 metrów od wyjścia ze stacji metra "Biełorusskaja", stały wazony pełne róż i goździków, a obok wypalone znicze. Potem uporządkowano teren, pozostawiając przywiązany do poręczy tomik poezji, krzyż, czarne wstążki oraz dwa uschłe bukiety kwiatów.

- Tu zabito Politkowską? - pytam około 60-letnią kobietę. - Tak... To straszne. Komuś nadepnęła na odcisk, nie będę o tym rozmawiać - mówi.

Anna Politkowska, dziennikarka "Nowej Gaziety", nadepnęła na odcisk nie tylko podejrzewanym o zabójstwo milicjantom. Opisywała bowiem realia czeczeńskiej wojny, korupcję w armii, obozy dla uchodźców, pobicia, porwania, tortury i morderstwa. Przede wszystkim jednak zajmowała się tzw. drugą wojną czeczeńską, która zaczęła się jesienią 1999 r. Przez siedem lat jeździła do kaukaskiej republiki, przywożąc kolejne wstrząsające reportaże.

Przez lata pracy wielokrotnie mogła zginąć - każdego dnia podczas wypraw reporterskich do czeczeńskich miast i wsi. Przetrzymywano ją, przesłuchiwano, poniżano, lecz ona kontynuowała swoją misję - pisania prawdy o Czeczenii, uświadamiania Rosjan o złu wojny, w której - jej zdaniem - nie było i nie ma zwycięzców, a tylko przegrani, niewinni ludzie po obu stronach.

Śmierć Politkowskiej nie wstrząsnęła opinią publiczną Rosji. W porównaniu do liczby mieszkańców Moskwy tylko garstka ludzi odwiedziła miejsce zbrodni i przyszła na pogrzeb. Tydzień po śmierci Centrum Lewady - uważane za najbardziej wiarygodny ośrodek badania opinii publicznej - opublikowało dane, według których do momentu śmierci 53 proc. Rosjan w ogóle nie słyszało o Annie Politkowskiej.

- Nic nie ochroni cię od fizycznej przemocy w tym kraju, gdzie źle być szlachetnym człowiekiem. Już od dłuższego czasu moja rodzina planuje emigrację. Wcześniej nie chciałem się na to zgodzić, ale po tej zbrodni - nie przeciwko człowiekowi, kobiecie, matce, lecz przeciwko wolności, prawom człowieka - nie mam wątpliwości, że władza jest na tyle zdegradowana, że następną ofiarą może być każdy z nas - mówi Grigorij S., młody nauczyciel gry na skrzypcach.

Wczoraj przed budynkiem, w którym zginęła Politkowska, zaczepiłem młodego mężczyznę: - Co myśli pan o tym zabójstwie? Nie wiem... - odpowiedział. Mężczyzna sprzedający pirackie płyty DVD, zapytany, czy zszokowało go morderstwo dziennikarki, powiedział: - Pewnie tak.

Niedaleko ulicy Leśnej swoją siedzibę ma Rosyjski Państwowy Uniwersytet Humanistyczny, a w nim m.in. Instytut Mass Mediów, gdzie za rok nauki na dziennikarstwie płaci się 5,5 tys. dol.

- Wykładowcy byli zszokowani morderstwem Politkowskiej, ale studentom jest wszystko jedno. Nie należy pisać o polityce, lecz zajmować się innymi tematami: przyrodą, podróżami, modą. Podczas mojej wakacyjnej praktyki w podmoskiewskiej gazecie pisałam o różnych pierdołach: ktoś wyhodował duże pomidory czy ogórki itd. - mówi Tatiana S., studentka II roku dziennikarstwa.

Jej koleżanka z roku, Katia, jest innego zdania. Interesuje się polityką, lecz o niej się w instytucie nie rozmawia. - Putin, Kreml to tematy tabu. Chciałabym pracować w telewizji jako reporter polityczny, ale nasze stacje są sterowane przez władze. Więc będę musiała wyjechać z Rosji, marzy mi się CNN, BBC - mówi.

TOMASZ KUŁAKOWSKI

Artykuł ukazał się w Dzienniku Polskim 28 października 2007 roku.

Źródło: Dziennik Polski

11:07, gosporosja
Link Dodaj komentarz »

Portret Anny w miejscu zbrodniAnna Politkowska, wybitna rosyjska dziennikarka, została w sobotę, 7 października 2006 roku, zastrzelona. Jej zwłoki znaleziono w windzie jednego z domów mieszkalnych Moskwy. Dziennikarka - zwana "sumieniem rosyjskiego dziennikarstwa" - została zamordowana najprawdopodobniej na tle politycznym. Opisywała realia czeczeńskiej wojny, a na łamach prasy walczyła z korupcją. Miała 48 lat.

Milicja poszukuje mordercy, którego być może zarejestrowała kamera przed domem przy ulicy Leśnej w Moskwie. Był ubrany na czarno. Politkowska wracała do wynajmowanego w centrum Moskwy mieszkania z zakupów. Kule dosięgnęły ją w windzie, gdzie znaleziono pistolet i cztery łuski. Sprawca dla pewności oddał z bliska strzał w głowę.

Prokuratura wszczęła śledztwo, które - zdaniem znawców współczesnej Rosji - nigdy nie da odpowiedzi na pytanie, kto zabił i na czyje zlecenie. Oczywisty wydaje się podtekst polityczny. Politkowska zbierała materiał do kolejnej, uderzającej we władze książki, tym razem o zamachu w moskiewskim teatrze na Dubrowce w 2002 roku. Zginęło wtedy ponad stu przetrzymywanych przez czeczeńskich terrorystów zakładników, a winą za to światowa opinia publiczna obarczyła służby specjalne, które użyły gazu w trakcie odbijania zakładników.

Drugim powodem śmierci mogła być praca nad reportażem o torturach oraz porwaniach w Czeczenii, co autorka wiązała z działalnością Ramzana Kadyrowa, uznawanego za "człowieka Putina" w Czeczenii, obecnego premiera tej republiki. Tekst miał ukazać się dzisiaj, natomiast Politkowska już wcześniej ujawniła m.in., że Kadyrow inspirował morderstwa przeciwników politycznych oraz utrzymywał się z porywania ludzi dla okupu. Zdaniem dziennikarki uwielbiał też torturować zakładników na podwórku swojego domu.

Redaktorzy gazety przyznają, iż nie wiedzą, o czym dokładnie miał być ten tekst. Podają także drugi motyw zbrodni - ślad prowadzi do "kogoś", komu zależało, aby podejrzenie padło właśnie na Kadyrowa. Inne źródła rosyjskie mówią, że sprawcy należy szukać pośród tych, których "dosięgnęły" teksty Politkowskiej. Trudno oczekiwać, że sprawa w ogóle się wyjaśni.

Morderstwo wstrząsnęło opinią publiczną. Wczoraj administracja George'a Busha złożyła rodzinie Politkowskiej kondolencje oraz wezwała organy sądownicze do przeprowadzenia szybkiego i rzetelnego śledztwa. Związek Dziennikarzy Moskwy wyraził rozgoryczenie tragedią oraz przypomniał, że Politkowska trafiła na listę około 300 zamordowanych i zaginionych bez wieści rosyjskich pracowników mediów. Mieszkańcy Moskwy już od soboty przynosili pod dom zomordowanej kwiaty, ktoś przyniósł nawet jej portret.

Politkowskiej wielokrotnie grożono śmiercią: - Dobrze znam cenę pogróżek. Te, które wypowiada się głośno, są niestraszne. Kiedy w telewizji mówią, że zdradzam ojczyznę, kiedy oficerowie piszą w gazetach, że "zakwalifikowali mnie do likwidacji", nie zwracam na to uwagi. Ale gdy znajomi przestrzegają po cichu, że "wyczerpałam limit" cierpliwości władzy, zaczynam się bać - mówiła cztery lata temu polskiemu dziennikarzowi. Jej redakcyjni koledzy twierdzą, że misją Anny było poszukiwanie prawdy i sprawiedliwości. Chyba nikt w Rosji nie ma wątpliwości, że za tę prawdę zginęła.

Anna Stiepanowna Politkowska (ur. 1958) była niezależną rosyjską dziennikarką, związaną z opozycyjnym względem władz tytułem "Nowaja Gazieta". Ukończyła dziennikarstwo na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym w 1980 roku. Pracowała m.in. w "Izwiestiach" oraz "Obszczej Gaziecie". W 1999 roku wysłano ją do Czeczenii jako korespondenta. Szybko stała się niewygodna dla władz. W 2004 roku próbowano ją otruć, gdy leciała samolotem do Biesłanu. Międzynarodową sławę przyniosły jej teksty o realiach czeczeńskiej wojny, pisała o łamaniu przez rosyjskie władze praw człowieka. Zdobyła m.in. nagrodę OBWE oraz "Złote Pióro" Związku Dziennikarzy Rosji. W Polsce ukazały się jej książki "Rosja Putina" (2005) oraz "Druga wojna czeczeńska" (2006), w której wyraziła pogląd, że w wojnie rosyjsko-czeczeńskiej nie ma zwycięzców. Są tylko przegrani - prości ludzie po obu stronach.

TOMASZ KUŁAKOWSKI

Artykuł ukazał się w Dzienniku Polskim 9 października 2006 roku.

Źródło: Dziennik Polski
10:09, gosporosja
Link Dodaj komentarz »
1 ... 16 , 17 , 18 , 19 , 20