Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
środa, 19 października 2011
Henryk Domański, fot. Tomasz KułakowskiHenryk Domański dla "Tygodnika Powszechnego": Rosjan blokuje brak ducha demokracji, chęci uczestniczenia w niej bezpośrednio, potrzeby kontroli poczynań władzy i patrzenia na ręce tym, których się wybrało. Rozmawiał Tomasz Kułakowski
Tomasz Kułakowski: Jak zmieniło się rosyjskie społeczeństwo w ciągu 20 lat transformacji?

Henryk Domański: Podobnie jak w Polsce zwiększyły się nierówności społeczne. Na początku lat 90. w Rosji, w porównaniu z innymi społeczeństwami postkomunistycznymi, były największe nierówności dochodów, zarówno indywidualnych, jak i przypadających na rodzinę. Stało się tak głównie w wyniku wyłonienia się elit biznesu: hierarchia społeczna rozciągnęła się „w górę”. Przypomina to trochę sytuację sprzed rewolucji październikowej, gdzie w społeczeństwie stanowym na szczycie hierarchii społecznej był monarcha i jego dwór, a poniżej bierny lud. Obecnie dworem jest elita biznesu i klasa rządząca. Różnica polega na tym, że duża część „ludu” kontestuje ten układ, używając mechanizmów demokracji. Niemniej utrzymują się pozostałości mentalności, czyli akceptacja nierówności, kontrastów i usprawiedliwienia bogaczy. Jest to czerpane z przekonania, że „ci na szczycie zasługują na to, żeby mieć najwięcej”. To istotny czynnik konserwujący ten układ.

W latach 90. w Rosjanach silna była chęć zmian i zerwania z przeszłością, a od początku XXI w. dominuje potrzeba stabilizacji. Część tkwi w Związku Radzieckim, inni są zapatrzeni w Zachód, mimo że nie chcą integracji z Unią Europejską.

Jeżeli społeczeństwo popiera politykę nieotwierania się na wymianę z Zachodem, to legitymizuje układ, który „jest”, a więc nie myśli prospektywnie. Nie wspiera procesów urynkowienia i rozwoju klasy średniej, będącej czynnikiem modernizacji. Warunkiem kształtowania się klasy średniej jest nie tylko wzrost stopy życiowej, która jest znacznie niższa niż w Polsce, ale również tworzenie się nowych orientacji i postaw. Jedną z barier na drodze do otwartości jest mentalność kolektywistyczna, funkcjonowanie we wspólnocie i niechęć do polegania na sobie samym. To wynika z tradycji obszcziny, czyli życia w wiejskich wspólnotach lokalnych, czego nie było np. na Ukrainie. W takiej wspólnocie rola jednostki jest ograniczona, podczas gdy warunkiem rozwoju klasy średniej jest indywidualizm i orientacja na samego siebie.

Do społeczeństwa rynkowego jeszcze daleko.

Do społeczeństwa rynkowego wszystkim społeczeństwom postkomunistycznym jest daleko, gdy mówimy o przekształceniach struktury społecznej, a nie gospodarce. Rosjan blokuje brak ducha demokracji, chęci uczestniczenia w niej bezpośrednio, potrzeby kontroli wpływu na poczynania władzy i patrzenia na ręce tym, których się wybrało. Z analiz porównawczych, które prowadziłem na danych Europejskiego Sondażu Społecznego wyłania się interesujący paradoks. Społeczeństwo rosyjskie lokuje się stosunkowo wysoko na skali legitymizacji klasy rządzącej, a nisko pod względem zaawansowania procesów demokratyzacji – inaczej niż w Polsce. U nas legitymizacja jest niska, ale demokratyzacja stosunkowo wysoka. Trudno sobie wyobrazić przeciętnemu Rosjaninowi, że mógłby prowadzić samodzielne bądź zorganizowane działania bez „uzgodnienia” tego z władzą, która w takiej konfrontacji ma ostatnie słowo.

Gdybyśmy spróbowali porównać rosyjskie i polskie społeczeństwo, na jakim etapie transformacyjnej drogi są nasi wschodni sąsiedzi?

Głównym ośrodkiem kształtowania się opozycji antykomunistycznej w społeczeństwie polskim była inteligencja, od której wyszła myśl i forma oporu. Klasy niższe, w tym robotnicy, wnieśli czynnik siły i środków realizacji. Natomiast w społeczeństwie rosyjskim inteligencja jako klasa społeczna zawsze była słaba. Do głosu dochodzili tylko intelektualiści, a to tylko część inteligencji, która do tego w Związku Radzieckim lokowała się niżej w hierarchii społecznej niż w Polsce. Jeszcze na początku lat 90. zarobki inteligencji w Rosji kształtowały się poniżej dochodów wykwalifikowanych robotników, co dawało jej najgorszą pozycję na tle innych krajów postkomunistycznych.

Słabość inteligencji jest jednym z czynników opóźniających procesy transformacji. Społeczeństwo rosyjskie jest na etapie polskiego z drugiej połowy lat 80. Procesy przemian świadomościowych dopiero tam docierają, przy czym chodzi o ogół społeczeństwa, a nie tę stosunkowo niewielką część, która podróżuje na Zachód.

Rosjanie chcieliby coś zmienić, ale i tak o wszystkim decyduje państwo.

Ich stosunek do rzeczywistości koncentruje się na poprawie warunków materialno-bytowych, a nie na budowaniu społeczeństwa obywatelskiego i demokracji. Chcieliby przede wszystkim więcej zarabiać, mieć pewną pracę i spokojnie żyć, co się pod rządami Władimira Putina i Dmitrija Miedwiediewa udało. Nie mają jednak silnych motywacji do otwierania się na kraje zachodnie, aby im dorównać. Nie potrzebują tego tak bardzo, bo w dalszym ciągu są obywatelami państwa, które współdecyduje o porządku światowym. Nie muszą ścigać się z Zachodem, bowiem równie dobrze Zachód mógłby rywalizować z nimi.
Gdyby został Pan pełnomocnikiem prezydenta Rosji do spraw społecznego przygotowania modernizacji, od czego Pan by zaczął? O ile modernizacja jest możliwa w niedemokratycznym systemie politycznym.

Należałoby najpierw uruchomić procesy oddolne. A tego można dokonać poprzez czynniki ekonomiczne, uruchomienie przedsiębiorczości. Samo namawianie ludzi do rozwoju społeczeństwa obywatelskiego nic nie da, bowiem zmiany świadomościowe dokonują się w działaniu, a ono musi być nastawione na realizację interesów, w tym również przyziemnych. Nie ma w Rosji zapotrzebowania na działalność oddolną, w rodzaju podwożenia dzieci sąsiadów do szkoły. Z kolei brak potrzeby samoorganizacji nie daje Rosjanom okazji do przetestowania możliwości przełamania oporu administracji państwowej.

Jeżeli zaś chodzi o perspektywy rozwoju struktur rynkowych, to podstawowym warunkiem jest przełamanie monopolistycznej pozycji istniejących instytucji i elit. Motorem rozwoju społeczeństwa rynkowego jest rywalizacja i konkurencja. Rosja powinna złagodzić protekcjonizm w handlu z krajami zachodnimi, ale to znowu nie jest w interesie klasy rządzącej. Dochodzimy do sprawy kluczowej. Demokracja postępuje za urynkowieniem i otwartością w sferze ekonomicznej. Jest to również scenariusz dla Chin.

Jakiej modernizacji potrzebuje Rosja? Odgórnej nie widać, oddolna nie istnieje.

W Rosji zawsze dokonywała się ona odgórnie, czego przykładem były reformy cara Piotra I oraz Aleksandra II. I w dalszym ciągu wydaje się to być optymalny model przekształceń systemowych. Oddolne procesy, jak rodzenie się kapitalizmu w Anglii, nie miałyby w Rosji zastosowania i są mało realne.

Na przykładzie zżerającej Rosję korupcji, to urzędnik ma przestać brać łapówki, czy społeczeństwo dawać?

Jedno i drugie. Rosjanin nie przestanie dawać, dopóki nie będzie mógł inaczej załatwić sprawy. Sposobem na korupcję jest prywatyzacja gospodarki, która ograniczy rolę urzędników. Oczywiście konsekwentne egzekwowanie kar też jest ważnym czynnikiem, ale dopóki będzie istniało przyzwolenie dla korupcji, to organy ścigania jej nie wyplewią, nawet gdyby chciały.

Często spotykam się z poglądem, że w Rosji nie zbudowano podstaw kapitalizmu, co jest kolejnym czynnikiem hamującym modernizację.

Kapitalizm to własność prywatna oraz wolny rynek siły roboczej i trudno wymyślić coś nowego. Społeczeństwo kapitalistyczne zaczęło się w Rosji tworzyć przed rewolucją na początku XX wieku, lecz jego kształtowanie zostało przerwane przez I wojnę światową, a następnie przez 70-letni okres władzy komunistycznej. Potrzebny jest czas, żeby mechanizm ten znów zaczął działać.

W Rosji zawsze mieliśmy do czynienia z modernizacją konserwatywną. Teraz to wygląda tak, że na kilku poziomach próbuje się reformować kraj, od wymiaru sprawiedliwości, przez armię, po gospodarkę, walkę z korupcją. Czy taka modernizacja może się udać nad Wołgą?

Rosjanie mogliby korzystać ze wzorów azjatyckich: Korei Południowej, Japonii czy Tajwanu, gdzie państwo w pierwszej fazie rozwoju kapitalizmu odegrało rolę czynnika stymulującego pewne dziedziny gospodarki. To częściowo osłabia sprawczą siłę inicjatywy oddolnej, ale mówimy o początkowym impulsie dla modernizacji. Ze względu na rosyjskie tradycje reform odgórnych, model azjatycki mógłby się sprawdzić i zyskać akceptację społeczną Rosjan, których „trzeba prowadzić za rękę”. Potrzebne są instytucjonalne warunki reform, których uruchomienie może być czynnikiem rozwoju gospodarki i przekształcania jej w kierunku kapitalistycznym. W Korei i Japonii polegało to na tym, że państwo wraz z najbogatszymi i najbardziej rozwojowymi sektorami gospodarki próbowało uruchomić te procesy.

W Rosji trudno to sobie wyobrazić, ponieważ komunizm zlikwidował inicjatywę prywatną, przez co nie ma gotowości do działania po stronie obywateli i społeczeństwa. Brak tego czynnika blokuje, ale w Chinach też nie było takich sił w latach 70., gdy władze komunistyczne zaczęły realizować model chińskiego kapitalizmu bez demokracji. Tyle że tam głównym ośrodkiem reform rynkowych stała się wieś, przy czym w Chinach nigdy nie było takiego podłoża orientacji kolektywistycznych jak w Rosji.

Z tego punktu widzenia Rosja jest nietypowym przypadkiem i prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem byłby jakiś melanż doświadczeń chińskich i np. japońskich, gdzie tradycje wspólnotowe są również dość silne.

A jak Polska mogłaby zaangażować się w rosyjską modernizację, o czym w grudniu 2010 roku rozmawiali w Warszawie prezydenci Bronisław Komorowski i Dmitrij Miedwiediew. Mamy kilka transformacyjnych sukcesów, w tym reformę samorządową.

Polskie doświadczenia mogłyby wspomóc rosyjską transformację, ale dopiero po osłabieniu monopolu elit biznesu i korporacji rządzących. Na tym etapie rola Polski może polegać na budowaniu partnerstwa Rosja–Zachód, tworzeniu wspólnych przedsięwzięć. To idzie, niestety, w przeciwnym kierunku.

Ponieważ wszystko sprowadza się do energetyki. Gdyby udała się terapia szokowa czy też, jak mawiają złośliwi, „szok bez terapii” premiera Jegora Gajdara na początku lat 90., Rosja byłaby innym państwem? Wówczas zabrakło społecznej akceptacji, by wywrócić system gospodarczy do góry nogami.

To były założenia, do których próbowano dostosować rzeczywistość, nie odwrotnie. To tak jak w Polsce próbowano w latach 90. tworzyć klasę średnią poprzez zapisy do klubów klasy średniej. Plan Gajdara nie był dostosowany do bazy społecznej, więc nie mógł się udać.

Czy Rosja jest skazana na modernizację?

Nie, tak jak nie wiadomo, czy świat jest skazany na globalizację. Jednak, przyszłość cywilizacji idzie raczej w kierunku ujednolicania i Rosja jest elementem tego procesu.

Słowo „skazana” wydaje się zatem za mocne. Rosja jest państwem, które będzie broniło swojej niezależności i próby dominacji – przynajmniej w regionie. Tak było od samego początku, dlatego pełna globalizacja nie jest w interesie narodu rosyjskiego i władzy.

Zatem, jeśli nie modernizacja, to co?

Można wyobrazić sobie funkcjonowanie wielkich imperiów niezależnie bądź w izolacji. Dopóki nie ma czynników zewnętrznych zagrażających Rosji i utrzymuje się legitymizacja władzy ze strony społeczeństwa, czynniki wymuszające modernizację są słabe.

Prof. Henryk Domański jest socjologiem, dyrektorem Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Bada m.in. obiektywne i świadomościowe aspekty uwarstwienia społecznego oraz ruchliwość społeczną.

Tomasz Kułakowski jest dziennikarzem Polskiego Radia – Informacyjnej Agencji Radiowej.