Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
środa, 29 września 2010

Jurij ŁużkowMoskiewski „car” Jurij Łużkow nie jest już merem rosyjskiej stolicy. Dymisjonując go, prezydent Dmitrij Miedwiediew pokazał, że zamierza rządzić twardą ręką.

Stało się to, czego od tygodni oczekiwano w Moskwie. Prezydent Rosji usunął Jurija Łużkowa z urzędu mera Moskwy. Wczoraj nad ranem Dmitrij Miedwiediew podpisał dekret w tej sprawie, uzasadniając dymisję „utratą zaufania prezydenta”.

Urząd burmistrza Moskwy Łużkow piastował od 1992 roku, trzykrotnie wygrywając wybory na mera największego i najdroższego miasta Europy z wynikiem nie mniejszym niż 70 procent głosów, zanim w 2004 r. nie uzurpował przywileju mianowania merów ówczesny prezydent Władimir Putin. Centralne wyznaczanie gubernatorów i burmistrzów najważniejszych miast miało być podporządkowane walce z terroryzmem. Zostało zaś ocenione jako wzmocnienie ustroju autorytarnego. W 2007 r. Łużkow został wybrany na mera już przez Putina.

Politolodzy oceniają, że wczorajszą dymisją Miedwiediew pokazał, że zamierza rządzić samodzielnie i twardą ręką. Prezydent nie planuje nawet spotkania wyjaśniającego z Jurijem Łużkowem. Wcześniej proponował mu dobrowolną rezygnację z urzędu, co Łużkow miał przemyśleć podczas tygodniowego, przymusowego urlopu. Przemyślał, czy nie, na jego miejsce wskoczył zastępca Władimir Riesin, ale nie na długo, bowiem Dmitrij Miedwiediew musi mieć czas na osobiste wyznaczenie następcy Łużkowa. Zdaniem ekspertów, będzie to polityk najbardziej lojalny wobec Miedwiediewa.

Zrzut Dziennik PolskiDymisję poparło kierownictwo partii władzy Jedna Rosja, wyrażając ból, że mer utracił zaufanie wskutek „własnych błędów”. Mimo że Łużkow jest jednym z założycieli Jednej Rosji i zajmuje w niej wysokie stanowisko, złożył rezygnację z członkostwa w partii.

Od nienawiści…

Jurij Łużkow jest w Moskwie równie lubiany, co nienawidzony. Oponenci wielokrotnie oskarżali go o korupcję i lobbowanie na rzecz firmy swojej żony Jeleny Baturiny, właścicielki działającej na rynku nieruchomości potężnej kompanii Inteko. Baturina od kilku lat zdobywała intratne zlecenia na terenie stolicy Rosji i nie bez powodu uważana jest za „oligarchę w spódnicy”, najbogatszą i najbardziej wpływową kobietę w Rosji, której majątek „Forbes” szacuje na 3 mld dolarów.

Do pomnażania kapitału kontakty z Łużkowem wykorzystywali inni oligarchowie, m.in. nieznany szerokim kręgom Szałwa Czygirinski, inwestor zabudowy terenu przylegającego do Placu Czerwonego, gdzie stał swego czasu największy na świecie i znany w całym ZSRR hotel Rossija, a także inwestor największego drapacza chmur w Europie. Budowę „Baszni Rossija” o wysokości 612 metrów przerwano z powodu kryzysu, ale bez zgody władz miasta inwestycja nie byłaby możliwa. - Budynek ten będzie symbolem Rosji, która patrzy w przyszłość - zapowiadał Łużkow podczas uroczystości położenia kamienia węgielnego.

Prasa opisywała setki korupcyjnych historii z udziałem mera Moskwy. Swego czasu głośno było o dilerze niemieckiej marki samochodów, który za pozwolenie na budowę salonu przy obwodnicy miejskiej przekazał „kręgom zbliżonym do mera miasta” łapówkę w wysokości 600 tys. dolarów.

…do sympatii

Ale Łużkow był równie lubiany, szczególnie przez mieszkańców Moskwy korzystających ze świadczeń społecznych, które w Moskwie są dużo wyższe niż w pozostałych regionach Rosji. Emeryci i renciści wielbią go za dopłaty do rent i emerytur, zaś meldunek w Moskwie jest marzeniem każdego emeryta w Rosji. Kilka lat temu Łużkow zdobył serca moskiewskich matek, którym przekazał darmowe racje mleka w proszku dla niemowląt. Przez niższą klasę stolicy był nazywany „carem w miniaturowym wydaniu” oraz „rosyjskim Robinem Hoodem”, który odbiera pieniądze bandytom i przynajmniej część oddaje zwykłym ludziom.

Sporej części mieszkańców podobało się także podejście mera do imigrantów. Poprzez wprowadzenie obowiązku meldunku, bronił Moskwy nie tylko przed nielegalnymi przybyszami z Afryki, Azji i Kaukazu, ale również z biednych regionów Rosji, którzy od wieków ciągnęli do Moskwy za chlebem.

„Moskwiczom” podobały się także jego ksenofobiczne i nacjonalistyczne hasła skierowane do obcokrajowców. Mieszkańców  Kaukazu nazywał „czarnuchami”, Azjatom likwidował targowiska w Moskwie, pod przykrywką obostrzeń sanitarnych czy przeciwpożarowych. Jednym z najgłośniejszych przykładów jest ubiegłoroczne zamknięcie Bazaru Czerkizowskiego. Pracę straciło wówczas prawie 100 tysięcy osób, głównie Chińczyków, co wywołało protesty i napięcie na linii Pekin-Moskwa. Likwidacja bazaru stała się okazją do przejęcia atrakcyjnej działki o powierzchni 230 hektarów i znajdujących się tam towarów o szacunkowej wartości 2 miliardów dolarów.

Jednak poparcie dla Łużkowa z roku na rok spadało. Według ośrodka badań opinii społecznej Centrum Lewady, w 1999 r. ufała mu ponad połowa mieszkańców stolicy, w ubiegłym roku już tylko 20 procent. Według niedawnego sondażu Centrum Lewady, prawie dwie trzecie mieszkańców stolicy za wiarygodne uważało doniesienia o korupcji Łużkowa i związanej z nim Baturiny.

Z Putinem czy przeciw?

Mimo to, Łużkow wydawał się politykiem „niezatapialnym”, a jego kariera polityczna równie bogata, co burzliwa. Pełniąc urząd mera Moskwy, Łużkow zdążył być członkiem Rady Federacji Rosyjskiej oraz komisji: budżetowej, polityki podatkowej, regulacji walutowej i działalności bankowej.

Mianowany na burmistrza Moskwy przez Borysa Jelcyna w 1992 roku, kilka lat później stał się jego krytykiem. W 1999 roku stanął do wyborów prezydenckich, w których na swojego następcę Jelcyn namaścił Putina. Już wtedy media oligarchów wspierających Putina przeprowadziły na Łużkowa szereg ataków, zarzucając mu zlecanie zabójstw, wielomilionowe łapówkarstwo, afery seksualne. Gdy Putin wygrał wybory prezydenckie, Łużkow zmienił front i przeszedł na jego stronę, tworząc z zapleczem polityczno-biznesowym Putina partię Jedna Rosja.

Gdy przecieki z Kremla donosiły, że Putin szykował dymisję Łużkowa w 2005 roku, mer zagwarantował prezydentowi pełną pacyfikację demonstracji antykremlowskich w Moskwie, a także świetny wynik wyborczy dla Jednej Rosji przed wyborami do rosyjskiego parlamentu. Słowa dotrzymał

W ubiegłym roku zaczął jednak krytykować Putina, gdy wyczuł, że kryzys osłabił premiera, a on sam może wzmocnić swoją pozycję. Łużkow zgodził się między innymi na zorganizowanie na początku ub. Roku wiecu opozycyjnego ruchu „Solidarność”, podczas którego wzywano do dymisji rządu Putina. W Moskwie mówiło się wtedy, że Łużkow próbował rozgrywać niepewną sytuację powodowaną kryzysem i istnieniem dwóch ośrodków władzy – premiera Putina i prezydenta Miedwiediewa.

W ostatnich tygodniach Łużkow nie miał łatwego życia. Najpierw został ostro skrytykowany, gdy podczas fali pożarów, która latem dotknęła okolice Moskwy, nie przerwał wakacji i bawił poza stolicą. Pod koniec sierpnia prezydent polecił rządowi wstrzymanie budowy kontrowersyjnej autostrady przez podmoskiewskie Chimki. Mer był krytykowany przez urzędników administracji prezydenta za tę kontrowersyjną i nadzwyczaj drogą inwestycję. Na początku września państwowe media przypuściły na mera zmasowany atak. W porze największej oglądalności stacje telewizyjne nadały programy, przedstawiające Łużkowa jako polityka skorumpowanego, nie dbającego o interesy mieszkańców Moskwy, tylko żony.

Eksperci wiążą dymisję Łużkowa z konkurencją elit w łonie tandemu Putin-Miedwiediew. W tle są wybory prezydenckie, w których ma wystartować Władimir Putin i Dmitrij Miedwiediew. Walka toczy się o to, który z nich ma być oficjalnym kandydatem Kremla. Zdaniem ekspertów, Łużkow, który ponownie zdecydowanie zdeklarował się po stronie Putina, właśnie za to zapłacił.

Politolodzy nie wykluczają, że to nie koniec „opery mydlanej” z Łużkowem w roli głównej, bowiem do moskiewskiego serialu mogą dołączyć prokuratorzy z korupcyjnymi zarzutami dla mera.

TOMASZ KUŁAKOWSKI

Tekst ukazał się w dzisiejszym "Dzienniku Polskim"

poniedziałek, 27 września 2010

Denis OsnaczNie wiadomo kto pobił w Kaliningradzie Denisa Osnacza - aktywistę miejscowej organizacji ruchu opozycyjnego Inna Rosja.

Osnacza w piątek wieczorem ciężko pobili trzej napastnicy, nie zabierając ani pieniędzy, ani dokumentów. Szef regionalnego oddziału partii komunistycznej Igor Rewin wiąże napaść na młodego aktywistę Innej Rosji z próbą niedopuszczenia przez władze do zaplanowanego na sobotę marszu młodzieży pod hasłem "Antykapitalizm - 2010".
- Przeciwnicy tej akcji, na którą jest zezwolenie władz, postanowili w podły sposób usunąć z naszych szeregów Osnacza jako jednego z najbardziej aktywnych uczestników i organizatorów (akcji) - podkreślił Rewin.

Denis OsnaczDenis Osnacz to jeden z najbardziej znanych młodych liderów opozycji w Kaliningradzie. Miejscowa milicja zatrzymywała go wielokrotnie pod różnymi pretekstami. Na początku roku 2010 działacz ten uzyskał na drodze sądowej rekompensatę w wysokości 6 tysięcy rubli (ok. 580 złotych) za bezpodstawne przetrzymanie go w areszcie przez dwie doby.

Ruch Inna Rosja skupia ugrupowania liberalne i lewicowe, które sprzeciwiają się polityce obecnych władz Rosji

Więcej o Denisie Osnaczu (w języku rosyjskim) TUTAJ.

09:16, gosporosja
Link Komentarze (1) »
środa, 22 września 2010

Ramzan KadyrowPrzywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow polecił służbom specjalnym odnaleźć i zatrzymać wszystkich dowódców separatystycznych oddziałów. Kadyrow chce, aby czeczeńskie MSW wysłało w teren wszystkich swoich agentów i funkcjonariuszy, na każdy metr kwadratowy. "Te susły trzeba wykurzyć z nor" - zapowiedział na spotkaniu z kierownictwem resortu spraw wewnętrznych republiki.

Kadyrow chce wykorzystać rozłam (niepotwierdzony) na Północnym Kaukazie wśród islamskich separatystów. Chodzi o przepychanki o przywództwo między liderem "Emiratu Kaukaskiego" Dokku Umarowem a Asłambekiem Wadałowem.

Kadyrow co rusz zapowiada zdecydowaną walkę z terroryzmem. Parę dni temu żądał wydania "terrorysty" Ahmeda Zakajewa, mimo że wcześniej proponował mu posadę dyrektora groznieńskiego Teatru Dramatycznego (w którym Zakajew grał przez wiele lat), a podobno nawet tekę ministra kultury. Wszystko po to, by doprowadzić do legitymizacji swojego na poły autorytarnego reżimu.

Wraz z Kadyrowem z podziemiem separatystycznym zamierza walczyć prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Ostrą reakcję gospodarza Kremla wywołał krwawy zamach, do którego doszło 9 września we Władykaukazie. Eksplozja samochodu pułapki zabiła 19 osób, a liczbę rannych szacuje się na ponad 200. To tylko jeden z dziesiątek tysięcy zamachów na Kaukazie Północnym w ostatnich miesiącach i latach.

A nie tylko terror na Kaukazie, ale ogólna sytuacja gospodarczo-społeczno-polityczna w Rosji, musi doprowadzić do rozpadu Federacji Rosyjskiej. Tak przynajmniej uważa Władimir Bukowski, rosyjski dysydent na emigracji.

- "Polityczne centrum będzie słabnąć. I siły peryferyjne będą się coraz bardziej uniezależniać. To dotyczy nie tylko Czeczenii bądź Tatarstanu, ale czysto rosyjskich prowincji. Obecna sytuacja jest nienormalna. Centralizacja polityczna i gospodarcza na tak ogromnym obszarze, jaki stanowi dzisiejsze państwo rosyjskie, nie może się udać. To jest źródło wielowiekowej niestabilności Rosji. Jakikolwiek kryzys doprowadzał do rozpadu kraju. Tak było i w roku 1917, i w 1991. Dlatego mogą zajść okoliczności, w których Czeczenia uzyska niepodległość bez wojny" - powiedział niedawno w wywiadzie.

Wielki reżim Putina i dużo mniejszy Kadyrowa trzymają się dobrze. Pytanie tylko, jak długo?

Rosyjska Prokuratura Generalna ma jutro przekazać polskiej stronie 20 tomów akt śledztwa katyńskiego, które w latach 1991-2004 prowadziła rosyjska Główna Prokuratura Wojskowa. Prokuratura śledztwo umorzyła, a postanowienia zostały utajnione. Dokumenty ma jutro przekazać zastępca Prokuratora Generalnego Rosji Aleksander Zwiagincew.

Polska otrzymała dotychczas 67 ze 183 tomów akt dotyczących tego śledztwa. W maju prezydent Rosji Dimitrij Miedwiediew wręczył je pełniącemu wówczas obowiązki prezydenta Bronisławowi Komorowskiemu. Były to dokumenty znane stronie polskiej, które nie mogy być wcześniej wywiezione z Moskwy. Większość dokumentacji śledztwa została utajniona.

Miedwiediew zapowiedział, że stopniowo będą one odtajniane. I machina administracyjna rusza, ale 20 tomów to dopiero wierzchołek góry lodowej.

piątek, 17 września 2010

Borys Niemcow w towarzystwie "miłych panów"Sprawa aresztowania Ahmeda Zakajewa przyćmiła wydarzenia w samej Rosji. Otóż wczoraj liderzy ugrupowań opozycyjnych utworzyli koalicję sił demokratycznych pod nazwą "O Rosję bez samowoli i korupcji".

Przewiduje ona powołanie partii, która powalczy w wyborach parlamentarnych w 2011 r. i wystawi wspólnego kandydata w wyborach prezydenckich w 2012 roku. Strategicznym celem koalicji jest zmiana władzy i kursu politycznego Rosji.

Porozumienie koalicyjne podpisali lider ruchu "Solidarność" Borys Niemcow, przywódca ruchu Demokratyczny Wybór Władimir Miłow, szef Rosyjskiego Sojuszu Narodowo-Demokratycznego Michaił Kasjanow, a także lider Partii Republikańskiej Władimir Ryżkow. Żadne z tych ugrupowań nie ma w Rosji oficjalnej rejestracji.

Koalicjanci zapowiedzieli powołanie komitetu organizacyjnego, który przygotuje ogólnorosyjski zjazd nowego ugrupowania i rozpocznie działania na rzecz jego rejestracji. W razie odmowy koalicjanci zapowiadają protesty uliczne.

Niestety wątpię w powodzenie tej koalicji. Putin po dyktatorsku zniszczył opozycję demokratyczną w Rosji, w czym pomogła mu ona sama. No ale kropla drąży skałę, tylko że rosyjska skała jest bardzo twarda.

A do startu w wyborach prezydenckich przygotowuje się również Władimir Putin. Rosyjska Federalna Służba Ochrony zarejestrowała w Centrum Koordynacyjnym Domeny Narodowej "RF" kilka adresów internetowych wskazujących na plany startu obecnego premiera Władimira Putina w wyborach prezydenckich w 2012 r., w tym "Putin-2012.rf". Wśród zarejestrowanych adresów nie ma żadnego, który wiązałby obecnego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa z kampanią wyborczą 2012.

wtorek, 14 września 2010

TVP rozdmuchała sprawę z przyjazdem do Polski Ahmeda Zakajewa, szefa czeczeńskiego rządu na uchodźstwie. Zakajew ma być gościem Światowego Kongresu Narodu Czeczeńskiego, które odbędzie się w Polsce w dniach 16.09-18.09. Nie wiadomo jednak, czy Zakajew przyjedzie (mimo że zapewniał mnie o tym organizator Deni Teps), i czy to nie jest czasem prowokacja.

W każdym razie zaniepokojenie przyjazdem Zakajewa do Polski wyraził dziś nowy rosyjski ambasador Aleksander Aleksiejew. Rosja będzie domagała się ekstradycji, jeśli Zakajew zjawi się w Polsce.  "Gdy tylko dowiemy się, że człowiek, którego szuka rosyjska prokuratura za przestępstwa w jakiejkolwiek sprawie, a przede wszystkim w związku z terroryzmem, to wystąpimy do państwa, w którym on przebywa, z prośbą o wydanie" - powiedział rosyjski ambasador.

Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski mówił w "Kropce nad i", że MSZ analizuję tę sytuację, ale o wszystkim przesądzi prokuratura. Sikorski zapewnił, że Polska potępia terroryzm pod każdą postacią, nawet w imię słusznych idei. Jednocześnie Sikorski podkreślił, że Zakajew ma w Wielkiej Brytanii status uchodźcy i przemieszcza się na tak zwanym "dokumencie podróżnym". Dlatego, zdaniem szefa MSZ, należy się zwracać w tej sprawie do Wielkiej Brytanii, bowiem to ona udzieliła Zakajewowi azylu. "Władze rosyjskie powinny tę sprawę załatwić z Wielką Brytanią" - powiedział Sikorski.

Cała sprawa jest bardzo delikatna i upolityczniona. Rząd nie może pozwolić sobie na skandal dyplomatyczny z Rosją, ale jednocześnie demokracja nie zabrania organizacji zlotów, choć współorganizuje go nieuznawany przez Warszawę rząd Republiki Iczkerii. Sprawę za pośrednictwem TVP podchwycił PiS, który za wszelką cenę dąży do skompromitowania polityki PO wobec Rosji i ukazania Tuska z Sikorskim jako wasali Moskwy. W tle oczywiście jest katastrofa smoleńska, krzyż, itd.

Trzeba się sprawie "na spokojnie" przyjrzeć.

sobota, 11 września 2010

Dmitrij Miedwiediew i Ramzan KadyrowPrezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew nie po raz pierwszy zapowiada bezwzględną walkę z terroryzmem i zachęca do włączenia się w nią wszystkie instytucje Federacji Rosyjskiej.

Ostre stanowisko gospodarza Kremla spowodowane jest ostatnimi zamachami na Kaukazie. Miedwiediew przekonywał o tym uczestników II Światowego Forum Politycznego w Jarosławiu o konieczności wspólnej walki z terroryzmem. Apelował jednocześnie do USA i innych państw o utworzenie międzynarodowych struktur zwalczania terrorystów.

Dziś Miedwiediew ma rozmawiać o tym z kierownictwem Dumy Państwowej i przywódcami czterech największych partii, zasiadających w parlamencie.

W ostatnich miesiącach w kontrolowanych przez Rosję regionach Kaukazu wzrosła liczba zamachów terrorystycznych. Co kilka dni dochodzi tam do ataków na miejscowych milicjantów. Dwa dni temu bomba zdetonowana obok bazaru we Władykaukazie w Osetii Północnej zabiła 18 osób, w tym zamachowca - samobójcę, i raniła około 160 osób. Dziś w nocy nieznani sprawcy wysadzili lokalny gazociąg w Kabardo-Bałkarii, raniąc miejscowych funkcjonariuszy służb specjalnych.

Źródło: IAR

wtorek, 07 września 2010

Dwa dni temu terroryści-samobójcy zdetonowali wyładowany środkami wybuchowymi samochód przy wjeździe do obozu polowego na poligonie Dalnij w pobliżu dagestańskiego Bujnacka. Zginęło 3 rosyjskich żołnierzy, 35 zostało rannych. Minister obrony Rosji Anatolij Sierdjukow przyznał, że obóz nie był dostatecznie chroniony i zapowiedział wyciągnięcie konsekwencji wobec winnych.

Dzień wcześniej w stolicy Dagestanu Machaczkale dokonano zamachu na republikańskiego ministra ds. narodowości i religii Bekmurzę Bekmurzajewa. W eksplozji zginął kierowca, sam Bekmurzajew został ranny.

Jak podaje rosyjska prasa, w atakach terrorystycznych w Dagestanie, Czeczenii i Kabardyno-Bałkarii od początku września zginęło łącznie ponad 10 wojskowych i milicjantów.

29 sierpnia oddział kaukaskich bojowników zaatakował Centoroj – rodzinną wieś prezydenta Czeczenii Ramzana Kadyrowa. Była to największa od wielu miesięcy akcja rebeliantów. Atak pokazał, że bojownicy – wbrew zapewnieniom rosyjskiej FSB oraz samego Kadyrowa i mimo prawdopodobnego rozłamu w ich szeregach – wciąż dysponują znacznym potencjałem.

Napastnicy spalili kilka domów należących do najbliższych współpracowników Kadyrowa, podjęli krótkotrwałą walkę z jego ochroną oraz z czeczeńską milicją, po czym wycofali się. Według czeczeńskiego MSW, w ataku wzięło udział około 30 bojowników, spośród których 12 zabito (straty własne miały wynieść 6 zabitych i 18 rannych milicjantów oraz 7 rannych mieszkańców wsi). Internetowa strona rebeliantów podaje z kolei, że oddział liczył 60 bojowników i stracił 5 ludzi, zabijając przynajmniej 10 i raniąc kilkudziesięciu przeciwników.
Niezależnie od faktycznych strat obu stron, zaplanowanie i przeprowadzenie ataku na najlepiej strzeżoną czeczeńską miejscowość (w chwili napadu Kadyrow był we wsi), do tego leżącą na przedgórzu, z dala od górskich kryjówek, świadczy, że rebelianci wciąż zachowują zdolność bojową. Wybór celu ataku miał charakter symboliczny – Kadyrow kreuje się na lidera walki z rebelią – i uprawdopodobnia tezę, że za napad odpowiada Dokka Umarow, kierujący tzw. Emiratem Północnokaukaskim (sieć bojowników, walczących o utworzenie w regionie państwa islamskiego). W ostatnich tygodniach szereg komendantów wymówiło mu posłuszeństwo i spektakularna akcja była Umarowowi potrzebna, aby potwierdzić swą pozycję przywódcy bojowników.

Źródło: tekst za OSW

niedziela, 05 września 2010

46 proc. Rosjan nigdy nie słyszało o pakcie Ribbentrop-Mołotow - wynika z sondażu przeprowadzonego przez Centrum Jurija Lewady. Ponad 30 proc. ankietowanych popiera bądź raczej popiera porozumienie ZSRR z faszystkowskimi Niemcami, zdecydowanie potępia 17 proc., raczej potępia 5 proc. W sondażu sprzed pięciu lat poparcie dla paktu sięgało łącznie 40 proc.

Z sondażu wynika również, że 21 proc. badanych wie, że we wrześniu 1939 r. Armia Czerwona wkroczyła do Polski. 56 proc. Rosjan o tym nie słyszało, 23 proc. nie umiało odpowiedzieć.

Około jednej trzeciej badanych uważa, że pogorszenie stosunków Rosji z krajami bałtyckimi i Polską wynika z faktu, że rosyjskie władze odmawiają wydania moralnej i politycznej oceny sowieckiej okupacji tych krajów w latach 1939-1940.

Badanie przeprowadzono w dniach 20-23 sierpnia.

Ramzan Kadyrow przestał być prezydentem Czeczenii i został "głową republiki". Decyzję w tej sprawie podjął 2 września czeczeński parlament na wniosek samego zainteresowanego. Poparcie dla tej inicjatywy wyrazili prezydenci wszystkich północnokaukaskich republik.

Tymczasem media informowały, że do Dumy Państwowej wpłynęły projekty ustaw zabraniające liderom regionalnym używania tytułu "prezydent", a także nazwy "duma państwowa" na określenie regionalnych parlamentów. W Federacji Rosyjskiej jest 13 regionów mających urząd prezydenta.

Źródło: OSW

 
1 , 2