Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
poniedziałek, 01 września 2008

Mijają cztery lata od zamachu terrorystycznego na szkołę podstawową w Biesłanie w Północnej Osetii. Budynek opanowało wówczas 33 terrorystów pod dowództwem Szamila Basajewa. W przeprowadzonym dwa dni później szturmie rosyjskich specsłużb śmierć poniosło blisko 323 zakładników, wśród nich 156 dzieci. Setki osób zostały ranne.

Atak terrorystyczny na szkołę w Biesłanie mógł być inspirowany przez rosyjskie służby specjalne - uważa Krystyna Kurczab-Redlich, wieloletnia korespondentka polskich mediów w Moskwie. Dodaje, że Kremlowi mogło zależeć na tym, by prowadzone wówczas pokojowe negocjacje Zachodu z rządem czeczeńskim na uchodźstwie nie zostały doprowadzone do końca.

Tragedia w Biesłanie do dziś pozostaje tajemnicą. Krystyna Kurczab-Redlich uważa, że atak terrorystyczny był spektaklem dla zachodnich mediów, który miał na celu pokazać okrucieństwo czeczeńskich bojowników. Zdaniem dziennikarki, śmierć setek zakładników - w tym dzieci - stała się pretekstem do umocnienia władzy przez prezydenta Rosji Władimira Putina. Jak przypomina Kurczab-Redlich, jednym z posunięć Putina była decyzja o centralnym mianowaniu gubernatorów.

Cztery lata po tragedii większość mieszkańców Biesłanu wciąż nie może zrozumieć, dlaczego pierwszy dzień nauki ich dzieci pochłonął tyle ofiar.

Do Biesłanu próbowała się również dostać Anna Politkowska. Jednak nie dotarła. Próbowano ją otruć. Potem mówiła, że w samolocie z Moskwy do Rostowa nad Donem podano jej herbatę z truciznę. Straciła przytomność i do Biesłanu nie dojechała.

Kułakowski/IAR