Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
piątek, 19 sierpnia 2011
Łukasz Adamski, foto: pism.plZ Łukaszem Adamskim rozmawia Tomasz Kułakowski
Tomasz Kułakowski: Impas, wyczekiwanie, pragmatyzm. Które z tych słów najwierniej oddaje stan stosunków polsko-rosyjskich?

Łukasz Adamski: Jesteśmy świadkami długoterminowego trendu poprawy relacji z Rosją. Oczywiście ten trend nie jest pozbawiony amplitudy – raz jest lepiej, potem przychodzi kryzys, ale długookresowo stosunki stają się jednak coraz lepsze. W ubiegłym roku było wiele miłych gestów ze strony władz rosyjskich pod adresem Polski oraz przyjazny klimat medialny. W ostatnich miesiącach pojawiły się z kolei napięcia – przypomnijmy sobie choćby tylko raport rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) obciążający wyłącznie stronę polską za katastrofę pod Smoleńskiem, umieszczenie przez „nieznanych sprawców” tablicy pod Strzałkowem z napisem o sowieckich jeńcach, którzy zginęli w „polskich obozach śmierci”, a także nierówne traktowanie w ostatnich dniach polskich warzyw, w porównaniu z warzywami z innych unijnych państw. Dialog się jednak toczy – tymczasem pięć czy dziesięć lat temu te incydenty doprowadziłyby zapewne do kryzysu w relacjach.

Jednak ten entuzjazm po nagłym ociepleniu z ubiegłego roku przygasł, jeżeli nie wygasł całkowicie.

Albowiem my, Polacy, mamy tendencję, by postrzegać emocjonalnie, przechodzić od skrajnie negatywnych do skrajnie pozytywnych ocen. Po tragedii pod Smoleńskiem w wyniku ciepłej postawy Rosjan przesadny optymizm. Spodziewano się, że autentyczne współczucie narodu rosyjskiego i wiele propolskich gestów władz radykalnie zmienią nasze stosunki.

Tymczasem oba państwa mają wiele sprzecznych interesów, rosyjskie postrzeganie stosunków międzynarodowych jest zupełnie inne od naszego. Ośmielę się rzec, że politycy w Moskwie definiują rosyjską rację stanu w archaiczny sposób. Na tym tle powstają systemowe napięcia. W Polsce nie ma już dużych pokładów rusofobii, lęk przed Rosją może pozostaje, ale niechęć się zmniejsza. Natomiast nasz duży wschodni sąsiad stwierdził, że z jakichś powodów opłaca się mu poprawić relacje z Polską, prawdopodobnie dlatego, że staliśmy się zbyt ważnym państwem i zbyt istotnym graczem w Unii Europejskiej, by nas lekceważyć. Zaczęto dostrzegać, że spory z Polską szkodzą wizerunkowi Moskwy na Zachodzie.

Szansą na poprawę stosunków są też tendencje, może spóźnione, ale warte podkreślenia, destalinizacji rosyjskiej narracji historycznej, w co zaangażował się prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew.

Nie wydaje się Panu, że ten duży projekt modernizacji Rosji, którego ważnym elementem jest rozstanie się ze Stalinem, pozostał w sferze życzeń? Rewolucje w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie spowodowały, że elity wzięły się za betonowanie systemu politycznego, by nie doszło do żadnych antyreżimowych wystąpień.

To oczywiście diagnoza częściowo słuszna. Znacznie większą władzę ma premier Władimir Putin, a on zawsze był bardziej wstrzemięźliwy wobec idei destalinizacji, demokratyzacji, nie podejmował walki z korupcją. Jestem jednak przekonany, że rosyjska kultura i system polityczny będą ewoluowały w kierunku środkowo- i zachodnioeuropejskim. Modernizacja, demokratyzacja i zmiana sposobu myślenia Rosjan leży w naszym najgłębszym interesie. Do prowadzenia dialogu musimy wykorzystywać szanse, które stwarzają krótkie odwilże w Rosji. W historii nie było ich tak wiele, ostatnia za czasów pierestrojki Michaiła Gorbaczowa i rządów prezydenta Borysa Jelcyna.

Jak to wykorzystywać? Nie powiemy byłemu pułkownikowi KGB Władimirowi Putinowi, jak się wyzbyć totalitarnego myślenia.

Warto podkreślić, że ze strony rosyjskiej decyzję o poprawieniu relacji z Polską podjął właśnie Putin. Rosjanie z jakichś powodów zgodzili się na utworzenie w Moskwie i Warszawie Centrów Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Są zainteresowani działaniem u siebie tej instytucji, na którą przeznaczą milion euro rocznie. Pieniądze trafią na budowanie szeroko rozumianego dialogu – współpracy historyków, dziennikarzy, młodzieży czy artystów. W historii są dwie siły napędowe, gospodarka oraz idee. Skoro nie możemy konkurować z największymi graczami europejskimi na poziomie gospodarek, to wykorzystujmy transfer idei.

­Brałem udział w Polsko-Rosyjskim Kongresie Mediów we Wrocławiu, pierwszej inicjatywie polskiego Centrum. Odczułem potrzebę dialogu, kontaktów dziennikarzy, politologów, ludzi kultury. Jednak do powodzenia takich inicjatyw potrzebna jest wola polityczna, szczególnie tam, po drugiej stronie. Poza tym, władze rosyjskie chciałyby ten dialog kontrolować, eliminując z niego m.in. antysystemowych rosyjskich demokratów.

Rosja jest tak skonstruowana, że władze najchętniej wszystko by kontrolowały. Nie wiem, jak silna jest wola dialogu, ale ją dostrzegam. Wykorzystujmy to, że powstaje instytucjonalna baza do współpracy. Wcześniej mogliśmy o tym pomarzyć.

Były też zapowiedzi rozsupłania raz na zawsze węzła katyńskiego, by mord NKWD z 1940 r. nie był już tematem politycznych rozmów. Rosjanie obiecali przekazanie wszystkich dokumentów ze śledztwa katyńskiego, a także rehabilitację prawną ofiar. Młyn biurokracji miele jednak powoli. Wiele środowisk się niecierpliwi.

Jesteśmy zbyt niecierpliwi. W kraju, w którym tradycje demokratyczne ograniczają się do okresu średniowiecznej Republiki Nowogrodzkiej, Rządu Tymczasowego z 1917 r. oraz „kulawej” demokracji za Borysa Jelcyna, musi być dużo środowisk, które myślą i działają w sposób totalitarny. Większa część elit politycznych wywodzi się ze służb specjalnych, które nigdzie na świecie nie powinny uczestniczyć w życiu politycznym, tym bardziej z dawnych dyktatur. Tym ludziom nie zależy na wyjaśnieniu zbrodni katyńskiej i setek „rosyjskich Katyniów”. Ale jest lepiej niż kilka lat temu. Znając tradycję międzypokoleniowej „solidarności czekistów”, obserwujemy, jak były pułkownik KGB Władimir Putin odcina się od „ojców”, biorąc udział w uroczystościach katyńskich 7 kwietnia 2010 r.

Żeby Rosję zmieniać, potrzebna jest mozolna praca organiczna. Zapewne doświadczymy jeszcze wiele przykrości, drobnych „ukąszeń”, ale jesteśmy pewnym siebie narodem, więc miejmy cierpliwość do Rosjan i oddziałujmy stopniowo.

Energetyka jest często wymieniana jako przykład trudnego dialogu z rosyjskimi władzami. Ale jest też, czy też była, sfera pragmatycznej współpracy. Szefowie dyplomacji Radosław Sikorski i Siergiej Ławrow od dwóch lat lansowali projekt objęcia obwodu kaliningradzkiego bezwizowym ruchem przygranicznym. Na wydłużenie pasa z 50 do ok. 100 km od granicy musi się zgodzić Komisja Europejska. Ale bardziej od brukselskiego zwlekania martwią słowa Władimira Putina. Rosyjski premier kilka tygodni temu skrytykował celowość wprowadzania ułatwień wizowych dla obwodu kaliningradzkiego. Powstaje pytanie, czy Rosji zależy na ruchu bezwizowym nad Bałtykiem, czy może Putin boi się integracji tego regionu z Europą?

Być może jest to wynik rozczarowania postawą Unii Europejskiej, blef negocjacyjny, a może mrugnięcie okiem do eurosceptycznych rosyjskich „jastrzębi”. Polska powinna jednak w dalszym ciągu promować ten projekt i mieć nadzieję, że niechęć rosyjskiego premiera minie.

A może celem elity jest zapobieżenie wybuchowi społecznego niezadowolenia, gdy mieszkańcy Kaliningradu i okolic poczują europejskiego ducha np. w Gdańsku na zakupach? W stolicy obwodu były już dziesięciotysięczne protesty w styczniu 2010 r., które doprowadziły do dymisji gubernatora Gieorgija Boosa.

Oczywiście, że się boją, ale czy dwa lata temu było inaczej? Władze rosyjskie obawiają się wszelkich spontanicznych akcji społecznych i „niekontrolowanej demokratyzacji”.

Czy możliwy powrót na Kreml Władimira Putina w przyszłorocznych wyborach zmieni symbolikę stosunków polsko-rosyjskich? Wywodzącemu się z profesorskiej, prawniczej rodziny Miedwiediewowi łatwiej przychodzą pewne zachowania i wypowiedzi.

Powrót Putina nie powinien zagrozić dialogowi polsko-rosyjskiemu, jeśli nie pogorszą się stosunki Rosji ze światem zachodnim. Natomiast gdyby na drugą kadencję został Miedwiediew, powinno być łatwiej. Możemy mieć sympatie, ale musimy rozmawiać z politykami, którzy są u władzy.

Rosja to państwo wielu problemów. Gospodarka oparta jest na surowcach, klasa średnia raczkuje, między Moskwą a prowincją jest przepaść, podobnie jak między niewielkim odsetkiem ludzi bajecznie bogatych a pozostałymi obywatelami. Kraj jest pogrążony w korupcji, ma problemy demograficzne, zagraża mu terroryzm, a chińska potęga napiera od wschodu. Prędzej czy później, Rosja będzie musiała podjąć szereg reform, które upodobnią jej system polityczno-społeczno-gospodarczy do znanych nam w Unii Europejskiej. Jest to jednak zadanie dla dwóch albo trzech rosyjskich pokoleń.

Łukasz Adamski jest politologiem i historykiem, koordynuje program ds. stosunków bilateralnych w Europie w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

Tomasz Kułakowski jest dziennikarzem Polskiego Radia, Informacyjnej Agencji Radiowej.
Rozmowa ukazała się w Tygodniku Powszechnym.