Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
środa, 30 czerwca 2010

Moskiewski Sąd MiejskiByły gesty polityczne na Kremlu i obietnica, że sprawa katyńska zostanie odtajniona i wyjaśniona do końca. Za tym nie poszły konkretne czyny. Wciąż nie wiadomo na przykład, dlaczego utajniono śledztwo katyńskie i wyrok, jaki zapadł w tej sprawie. Pracownicy "Memoriału" po raz kolejny wracają z sądu z pustymi rękami.

W poniedziałek wieczorem dotarła z Moskwy informacja: bez wyniku zakończyło się kolejne, czwarte już posiedzenie przygotowawcze Moskiewskiego Sądu Miejskiego w sprawie decyzji o utajnieniu śledztwa katyńskiego. Przedstawiciele rosyjskiej Międzyresortowej Komisji do spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej nie zjawili się w sądzie, ani nie przysłali żadnych dokumentów. Komisja ta miała dostarczyć do sądu miejskiego dokumenty, wyjaśniające dlaczego uzasadnienie wyroku śledztwa katyńskiego zostało utajnione. Sprawę numer 159 prowadziła w latach 1991-2004 Główna Prokuratura Wojskowa, po czym śledztwo umorzyła, zaś postanowienia utajniono na polecenie międzyresortowej komisji. Pozarządowa organizacja badająca zbrodnie stalinowskie "Memoriał" nie zgadza się z tą decyzją, dlatego żąda wyjaśnień w Moskiewskim Sądzie Miejskim.

13 lipca odbędzie się kolejne posiedzenie Moskiewskiego Sądu Miejskiego, ale eksperci nie mają wątpliwości: nic się nie wydarzy, bowiem wśród większości elit rosyjskich nie ma politycznej woli na "rozsupłanie węzła katyńskiego", czyli m.in. odtajnienie archiwów, wznowienie śledztwa i wyjaśnienie jego przebiegu, a także rehabilitację ofiar zbrodni.

Zrezygnowany wydaje się Aleksander Gurjanow, szef sekcji polskiej "Memoriału", który przedwczoraj kolejny raz nadaremno przeszedł się do Moskiewskiego Sądu Miejskiego. - Być może nieobecność członków komisji to sposób na odwlekanie w nieskończoność procesu odtajniania śledztwa katyńskiego. Ale czy to jest sprawa braku woli politycznej w Rosji? Z tym zawsze były kłopoty, ale na ten temat nie chcę się wypowiadać, ponieważ mnie interesują procedury prawne. A te są oczywiste: postępu w rozpatrywaniu naszego wniosku nie ma i nie wiadomo czy będzie - mówi Gurjanow.

To nie koniec katyńskiej układanki. 31 maja główny prokurator wojskowy Rosji Siergiej Fridiński powiedział, że nie widzi podstaw do wznowienia śledztwa dotyczącego rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu w 1940 roku, bowiem sprawa uległa przedawnieniu. Fridiński stwierdził, że winni tragedii są znani (tak zwana wysoka trójka NKWD: Wsiewołod Mierkułow, Leonid Basztakow i Bogdan Kobułow), więc  nowe śledztwo nie jest potrzebne. Udowadniał także, że zbrodnia katyńska nie była przestępstwem popełnionym w imieniu państwa i dlatego rozstrzelani polscy jeńcy wojenni nie mogą być uznani za ofiary represji politycznych.

Te słowa Fridińskiego mogły być nieformalną odpowiedzią na list otwarty „Memoriału” do Dmitrija Miedwiediewa z 26 maja. Stowarzyszenie zwróciło się wówczas po raz drugi do prezydenta, by ten zlecił prokuratorowi generalnemu Jurijowi Czajce zbadanie rzetelności śledztwa katyńskiego.

- Otrzymaliśmy krótkie zapewnienie z administracji prezydenta, że nasz list został przekazany do prokuratury generalnej. Z doświadczenia jednak wiem, że na odpowiedź trzeba czekać nawet 2 miesiące – nie poddaje się Gurjanow.

- Rosja gra na czas. Chodzi o to, by wymusić na Polsce rezygnację z oczekiwań rehabilitacji formalno-prawnej ofiar Katynia w zamian za rehabilitację moralną, która nie pociąga za sobą żadnych kwestii roszczeniowych. Jak Polska na to przystanie, będą postępy w sprawach, o które walczy Memoriał - mówi członek polsko-rosyjskiej Grupy ds. Trudnych, proszący o zachowanie anonimowości. Jak podkreśla, dialog z Rosją to bardzo delikatna sprawa, a ze strony MSZ płyną sygnały, że polskiemu rządowi taka forma rehabilitacji jest na rękę.

Nie jest tajemnicą, że rząd Donalda Tuska, przy wsparciu szefa Grupy ds. Trudnych prof. Adama Rotfelda, chce raz na zawsze rozsupłać węzeł katyński - tak, by Katyń nie stał już na przeszkodzie w stosunkach polsko-rosyjskich. O tym 8 maja w Moskwie rozmawiali prezydent Dmitrij Miedwiediew i p.o. prezydenta Bronisław Komorowski. Miedwiediew przekazał wówczas 67 tomów dokumentów ze śledztwa katyńskiego prowadzonego przez GPW. To był miły gest, wykonany niespełna miesiąc po smoleńskiej tragedii, gdy emocjonalne więzi między elitami obu państw były bardzo silne. I pozytywnego odbioru tego gestu nie zmieniał nawet fakt, że dokumenty były znane polskim historykom, choć nigdy nie można ich było wywieźć z Moskwy.

- Praca nad odtajnianiem kolejnych materiałów będzie kontynuowana na moje osobiste polecenie – zapowiedział wówczas Miedwiediew. Jednak Kreml nie poszedł za ciosem, przekonują eksperci. W poniedziałek w sądzie miejskim nic się w temacie katyńskim nie ruszyło. Oznacza to, że nie było prikazu z Kremla do niższych podmiotów, czyli że wola polityczna mająca na celu wyjaśnienie prawdy katyńskiej to fikcja, a zapewnienia Miedwiediewa to wyłącznie próba zmiany wizerunkowej.

- Słowa Miedwiediewa można traktować jako jego chęć odtajnienia śledztwa katyńskiego, ale być może ta napotyka ona na opory w takich instytucjach, jak Główna Prokuratura Wojskowa czy prokuratura generalna. Tu chodzi też o prestiż tych instytucji. Skoro raz przyjęli pewne stanowisko, to nawet jeśli ono jest błędne, nie chcą go zmienić – wyjaśnia Aleksander Gurjanow.

Pracownicy „Memoriału”, mimo że przedwczoraj po raz kolejny zostali odprawieni z kwitkiem, nie tracą nadziei. Wierzą, że ich postulaty będą stopniowo realizowane, tylko w taki sposób, by zasługi w rozwiązaniu sprawy katyńskiej mogły przypisać sobie władze, a nie organizacja pozarządowa.

TOMASZ KUŁAKOWSKI, tekst ukazał się w „Dzienniku Polskim”

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Bez wyniku zakończyło się kolejne, czwarte już posiedzenie przygotowawcze Moskiewskiego Sądu Miejskiego w sprawie śledztwa katyńskiego. Przedstawiciele rosyjskiej Międzyresortowej Komisji do spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej nie zjawili się w sądzie, ani nie przysłali żadnych dokumentów - wynika z pisma "Memoriału".

Komisja ta, której przewodniczy szef administracji prezydenta Siergiej Naryszkin, miała dostarczyć do sądu miejskiego dokumenty wyjaśniające, dlaczego śledztwo katyńskie zostało utajnione. Sprawę numer 159 prowadziła w latach 1991-2004 Główna Prokuratura Wojskowa, po czym śledztwo umorzyła, zaś postanowienia utajniono na polecenie międzyresortowej komisji.

Posiedzenia przygotowawcze zwoływane są na wniosek organizacji badającej zbrodnie stalinowskie "Memoriał", która uznaje za niezgodną z prawem decyzję komisji ochrony tajemnicy państwowej w sprawie utajnienia postanowień śledztwa.

Jak czytam w piśmie "Memoriału", brak obecności przedsawicieli komisji to pośrednie podważenie autorytetu Moskiewskiego Sądu Miejskiego przez prezydenta Rosji. Jak przypomina "Memoriał", prezydent Dmitrij Miedwiediew wielokrotnie podkreślał, że szacunek dla sądów to jedno z najważniejszych elementów budowy państwa opartego na rządach prawa.

Wniosek "Memoriału" jest ponownie rozpatrywany za sprawą Sądu Najwyższego Rosji, który 21 kwietnia skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Moskiewski Sąd Miejski.

A dlaczego to jest ważne? Ponieważ po tragedii smoleńskiej węzeł katyński miał być już raz na zawsze rozwiązany - tak, by Katyń nie stał już więcej ością w rosyjsko-polskim gardle. - Praca nad odtajnieniem kolejnych materiałów będzie kontynuowana na moje osobiste polecenie – te słowa wypowiedział Dmitrij Miedwiediew 8 maja w Moskwie, biesiadując na Kremlu z p.o. prezydenta Bronisławem Komorowskim. Przekazał wówczas marszałkowi Komorowskiemu 67 tomów dokumentów ze śledztwa katyńskiego prowadzonego przez GPW. To był piękny gest, wykonany niespełna miesiąc po smoleńskiej tragedii, gdy emocjonalne więzi między elitami władz z obu państw były bardzo silne. I nie zmieniał tego fakt, że dokumenty były znane polskim historykom, choć nigdy nie można ich było wywieźć z Moskwy.

Kreml nie poszedł jednak za ciosem. Dzisiaj nic się w temacie katyńskim nie ruszyo. Oznacza to, że nie poszedł „prikaz” z Kremla, czyli że nie ma woli politycznej mającej na celu wyjaśnienie prawdy katyńskiej to fikcja, a zapewnienia Miedwiediewa to był pic na wodę.

Dziś (28.06) w Moskiewskim Sądzie Miejskim miała odbyć się rozprawa merytoryczna ws. wniosku stowarzyszenia "Memoriał" o uznanie za niezgodną z prawem decyzji Międzyresortowej Komisji do Spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej o utajnieniu postanowienia Głównej Prokuratury Wojskowej, która umorzyła śledztwo katyńskie w 2004 roku. Skomplikowane? Zaraz wyjaśnię... W każdym razie nie wiadomo, czy rozprawa odbyła się. Milczą o tym media i mój kontakt w "Memoriale".

Dzisiejszą datę wyznaczył sąd miejski na posiedzeniu 2 czerwca. Wówczas Międzyresortowa Komisja do Spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej nie dostarczyła do sądu potrzebnych dokumentów, więc nie miał on możliwości wyznaczenia rozprawy ws. Wniosku „Memoriału”. Przedstawiciel Komisji Międzyresortowej przyniósł za to pismo informujące, że sprawa przekazania dokumentów do sądu będzie rozpatrywana przez Komisję 23 czerwca. Tu również nie udało się ustalić, jaki jest efekt rozpatrzenia tej sprawy. Dowiemy się tego pewnie dzisiaj.

Wiadomo jednak, że biurokracja rosyjska zajmująca się śledztwem katyńskim i jego następstwami to twardy orzech do zgryzienia. Jest kilka podmiotów, które między sobą odbijają katyńską piłeczkę.

Aktor numer 1. to Główna Prokuratura Wojskowa. To ona prowadziła śledztwo katyńskie w latach 1991-2004, które umorzyła 21 września 2004 r., utajniając dokumenty na podstawie zalecenia Międzyresortowej Komisji do Spraw Ochrony Tajemnic Państwowych, którą kierował wówczas szef administracji prezydenta Dmitrij Miedwiediew.

Aktor numer 2. to Międzyresortowa Komisja do Spraw Ochrony Tajemnic Państwowych, która naciskała na GPW w sprawie utajnienia wyników śledztwa katyńskiego prowadzonego przez Główną Prokuraturę Wojskową.

Aktor numer 3. to Moskiewski Sąd Miejski, który na wniosek „Memoriału” trzykrotnie już rozpatrywał, czy decyzja komisji ochrony tajemnic była zgodna z prawem.

Aktor numer 4. To Sąd Najwyższy Rosji, który - zapewne na polityczne polecenie Kremla - 21 kwietnia decyzję o utajnieniu śledztwa skierował do ponownego rozpatrzenia przez Moskiewski Sąd Miejski.

To nie koniec katyńskiej układanki. 31 maja główny prokurator wojskowy Rosji Siergiej Fridiński wypalił, że nie widzi podstaw do wznowienia śledztwa dotyczącego rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu w 1940 roku, bowiem sprawa uległa przedawnieniu. Z prawnego punktu widzenia miał rację, bowiem mord katyński jest zakwalifikowany jako przestępstwo pospolite będące "przekroczeniem uprawnień" przez wysokich funkcjonariuszy NKWD.

Siergiej Fridiński stwierdził, że winni tragedii są znani (tak zwana wysoka trójka NKWD: Mierkułow, Basztakow i Kobułow) i  nowe śledztwo nie jest potrzebne. Udowadniał także, że zbrodnia katyńska nie była przestępstwem popełnionym w imieniu państwa i dlatego rozstrzelani polscy jeńcy wojenni nie mogą być uznani za ofiary represji politycznych. Przecież, według tej argumentacji, zostali zastrzeleni przez konkretne osoby, a w śledztwie wymienione są też nazwiska osób, podejmujących wówczas decyzje.

Te wypowiedzi Fridińskiego mogły być nieformalną odpowiedzią na list otwarty „Memoriału” do Dmitrija Miedwiediewa z 26 maja. Stowarzyszenie zwróciło się wówczas (już drugi raz) do prezydenta, by ten zlecił prokuratorowi generalnemu Jurijowi Czajce zbadanie, czy śledztwo katyńskie nr 159 Główna Prokuratura Wojskowa przeprowadziła prawidłowo.

Po tragedii smoleńskiej węzeł katyński miał być już raz na zawsze rozwiązany, by Katyń nie stał już więcej ością w rosyjsko-polskim gardle. - Praca nad odtajnieniem kolejnych materiałów będzie kontynuowana na moje osobiste polecenie – te słowa wypowiedział Dmitrij Miedwiediew 8 maja w Moskwie, biesiadując na Kremlu z p.o. prezydenta Bronisławem Komorowskim. Przekazał wówczas marszałkowi Komorowskiemu 67 tomów dokumentów ze śledztwa katyńskiego prowadzonego przez GPW. To był piękny gest, wykonany niespełna miesiąc po smoleńskiej tragedii, gdy emocjonalne więzi między elitami władz z obu państw były bardzo silne. I nie zmieniał tego fakt, że dokumenty były znane polskim historykom, choć nigdy nie można ich było wywieźć z Moskwy.

Kreml nie poszedł jednak za ciosem. Pozostaje poczekać na ten dzisiejszy katyński węzełek, czy dzisiaj coś się w temacie katyńskim ruszy. Jeżeli tak, to poszedł „prikaz” z Kremla. Jeżeli nie, wola polityczna Rosji mające na celu wyjaśnienie prawdy katyńskiej to fikcja.

Tomasz Kułakowski

środa, 02 czerwca 2010

Znowu nici w sprawie śledztwa katyńskiego.

Bez wyniku zakończyło się kolejne, trzecie już posiedzenie przygotowawcze Moskiewskiego Sądu Miejskiego w sprawie śledztwa katyńskiego. Rosyjska Międzyresortowa Komisja do Spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej nie dostarczyła do sądu potrzebnych dokumentów.

Zatem sąd nie miał możliwości wyznaczenia rozprawy merytorycznej w sprawie wniosku stowarzyszenia "Memoriał" o uznanie za niezgodną z prawem decyzji Komisji Międzyresortowej do Spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej o utajnieniu postanowienia Głównej Prokuratury Wojskowej, która umorzyła śledztwo katyńskie.

Przedstawiciel Komisji Międzyresortowej przyniósł pismo informujące, że sprawa przekazania dokumentów do sądu będzie rozpatrywana przez Komisję 23 czerwca. W związku z tym Sąd wyznaczył kolejne posiedzenie na 28 czerwca.

Szef sekcji polskiej "Memoriału" powiedział Polskiemu Radiu, że powstaje pytanie, czy rzeczywiście potrzebne jest posiedzenie Komisji Międzyresortowej. Aleksander Gurjanow wyjaśnił, że w zasadzie każdy urząd ma obowiązek bezwzględnego przekazania do sądu dokumentów, o które sąd występuje.

Gurjanow zwrócił uwagę, że Komisja Międzyresortowa nie może odmówic sądowi przekazania dokumentów i w związku z tym nie wiadomo, po co ma się odbyć posiedzenie tejże komisji.

Chodzi o śledztwo katyńskie, które w latach 1992-2004 prowadziła Główna Prokuratura Wojskowa.

O krótkiej pamięci Miedwiediewa w sprawie Katynia czytaj TUTAJ.

Źródło: IAR

wtorek, 01 czerwca 2010

Akcja OMONuRosyjski rzecznik praw człowieka przygotowuje raport o rozpędzeniu wczorajszych demonstracji opozycji. Władimir Łukin, w wywiadzie dla rozgłośni "Echo Moskwy", określił mianem "bezprawia" działania rosyjskiej milicji.

Chodzi o wczorajsze akcje rosyjskiej opozycji, która zorganizowaa demonstracje w obronie prawa do zgromadzeń. Po brutalnej akcji milicji na placu Triumfalnym w Moskwie zatrzymano ponad 170 osób, a w Sankt Petersburgu około 60. Większość z zatrzymanych po nocy w areszcie została wypuszczona na wolność. Część z nich zamierza skierować do sądu pozwy przeciwko działaniom milicji.

Skargę zamierza złożyć znany portal internetowy Gazieta.Ru, którego korespondent Aleksander Artiomow został pobity na Triumfalnym w Moskwie i ma złamaną rękę. Gazieta.ru pisze, że tak ostrej akcji OMONowcy nie przeprowadzali już dawno. Specjalne oddziały milicji brutalnie pobiły kilkanaście osób. Wszyscy zatrzymani dostali paragraf "stawianie oporu pracownikom milicji", zgodnie z którym milicja może ich zaaresztować na 15 dni. Wcześniej karano uczestników manifestacji paragrafem "udział w nielegalnej demonstracji", za co grozi mandat 1000 rubli (100 zł).

W Moskwie zebrało się wczoraj na wiecu około tysiąca aktywistów opozycji, a w Sankt Petersburgu kilkuset.

Akcję służb siłowych potępił Biały Dom. Opozycja ma nadzieję, że w Rostowie nad Donem, gdzie trwa szczyt Unia Europejska-Rosja, decydenci unijni również potępią atak OMONu.