Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
piątek, 28 maja 2010

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew obiecał całkowite wyjaśnienie zbrodni katyńskiej. Przypomina mu o tym rosyjska organizacja Memoriał, która wysłała do niego list otwarty. Póki co, bez odpowiedzi.

Memoriał, organizacja zajmująca się badaniem zbrodni stalinowskich oraz obroną praw człowieka, nie ustaje w wysiłkach, by raz na zawsze zakończyć sprawę Katynia. Memoriał stoi na stanowisku, że Katyń to wewnętrzny problem Rosji, który kładzie się cieniem na dzisiejszym państwie, a niejako przy okazji uniemożliwia normalizację stosunków polsko-rosyjskich.

Przedwczoraj w niezależnym tytule "Nowaja Gazieta" ukazał się list otwarty Memoriału do władz rosyjskich. Stowarzyszenie zwraca się już po raz drugi do prezydenta Rosji, by ten m.in. zlecił prokuratorowi generalnemu Jurijowi Czajce zbadanie, w jaki sposób przeprowadzono śledztwo katyńskie nr 159. Prowadziła je w latach 1991-2004 rosyjska Główna Prokuratura Wojskowa i umorzyła 21 września 2004 roku. Dokumenty utajniono. Rezultat śledztwa Memoriał uznał za kuriozalny i od kilku lat bezskutecznie walczy o spełnienie swoich postulatów.

Po pierwsze, domaga się odtajnienia wszystkich dokumentów śledztwa. Znanych jest tylko 67 ze 183 tomów akt. Są to dokumenty, które prezydent Rosji 8 maja w Moskwie przekazał p.o. prezydenta Polski Bronisławowi Komorowskiemu. Dmitrij Miedwiediew zapewnił wówczas, że odtajnianie materiałów katyńskich będzie kontynuowane na jego osobiste polecenie. Dlatego też Memoriał postanowił ponaglić głowę rosyjskiego państwa.

Memoriał postuluje również wznowienie śledztwa katyńskiego. Powrót Katynia na wokandę ma mieć na celu ustalenie z imienia i nazwiska wszystkich ofiar zbrodni, co w każdej sprawie sądowej powinno być oczywiste. Nowe śledztwo powinno także ustalić, czy istnieje tak zwana lista białoruska, czyli nazwiska około 2 tys. polskich oficerów zamordowanych na terytorium zachodniej Białorusi. To jedna z niewielu białych plam katyńskich, o wyjaśnienie której stara się Memoriał. Nie wiadomo, czy taki spis istnieje, być może historycy musieliby przejrzeć dziesiątki tysięcy dokumentów w archiwach rozsianych po całej Rosji, ale Memoriał apeluje, by prokuratura udowodniła, że listy nie ma. - A skoro jej nie ma, niech przedstawi wszystkie kroki, jakie podjęła w celu ustalenia tej listy - mówił mi niedawno Aleksander Gurjanow z Memoriału.

Organizacja badająca zbrodnie katyńskie chce także wznowienia śledztwa, bowiem nie może pogodzić się z oceną prawną zbrodni. W śledztwie prokuratura wojskowa zakwalifikowała mord na polskich oficerach jako zbrodnię pospolitą - przekroczenie uprawnień z ciężkimi konsekwencjami, którego dopuściło się kilku wysokich funkcjonariuszy NKWD. Zgodnie z prawem, zbrodnia katyńska jako przestępstwo pospolite uległa przedawnieniu 10 lat po tragedii, czyli w 1950 roku. Memoriał apeluje o przekwalifikowanie mordu na "zbrodnię wojenną" i "zbrodnię przeciw ludzkości", co uniemożliwiłoby jej przedawnienie.

Sprawa nie jest prosta. Główna Prokuratura Wojskowa w kwietniowym piśmie do Memoriału, do którego dotarł "Dziennik Polski", uzasadniała, że nie może wznowić śledztwa, ponieważ doszło do przedawnienia. W podobnym tonie odrzuca prośby Memoriału o imienną rehabilitację wszystkich ofiar. Prokuratura tłumaczyła, że nie może tego uczynić, bowiem z taką prośbą mogą wystąpić albo same ofiary, albo ich najbliższe rodziny.

Administracja prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa nie zareagowała jeszcze na list Memoriału. I nie wiadomo, czy w ogóle zwróci na pismo uwagę. Ale były minister spraw zagranicznych Adam Rotfeld ma taką nadzieję. - Samo już wysłanie listu otwartego do Miedwiediewa świadczy o tym, że jest to polityk, do którego ludzie zwracają się z nadzieją na spełnienie ich próśb - mówi prof. Rotfeld, członek polsko-rosyjskiej grupy do spraw trudnych.

Bardziej sceptyczny jest zastępca redaktora naczelnego "Nowej Gaziety" Andriej Lipski. Ocenia on gesty Miedwiediewa w sprawie katyńskiej jako kontynuację pokazywania "ładniejszej twarzy Rosji". - To jest odkręcanie polityki Władimira Putina, która doprowadziła do tego, że ludzie patrzą na nas jak na zwierzęta, nie przestrzegające niczyich praw. Miedwiediew normalizuje wizerunek Rosji, dlatego potępia generalissimusa. I chyba sam w to wierzy, zaś w jego ścisłym otoczeniu przeważają ludzie, którzy nie lubią stalinizmu i chcą się z nim rozliczyć. Ale nie uczynisz tego, dopóki nie rozliczysz się z sąsiadami - wyjaśnia Lipski. Podkreśla jednak, że elita władzy jest podzielona i nie wszystkim zależy na odtajnieniu śledztwa katyńskiego.

Moskiewscy dziennikarze podejrzewają, że wśród obecnych elit władzy jest sporo potomków tych, którzy mieli na rękach krew polskich oficerów, dlatego prawda nie może ujrzeć światła dziennego. - Stalinizm to tylko detal. Najważniejszym wyzwaniem dla dzisiejszej Rosji jest przebudowanie gospodarki i systemu politycznego. A ja nie jestem pewien, czy my idziemy w tym kierunku - konkluduje Lipski.

Tomasz Kułakowski

tekst ukazał się 28 maja 2010 w "Dzienniku Polskim"

wtorek, 18 maja 2010

Przetrzymywany w rosyjskim areszcie były prezes rosyjskiego koncernu naftowego Jukos Michaił Chodorkowski rozpoczął głódówkę. Protestuje w ten sposób przeciwko decyzji rosyjskiego Sądu Najwyższego. Ten bowiem nakazał przedłużenie do 17 sierpnia aresztu dla Chodorkowskiego i jego partnera biznesowego Płatona Lebiediewa.

Obrońca Chodorkowskiego oświadczył, że Sąd Najwyższy, wydając wyrok, nie wziął pod uwagę poprawek do kodeksu karnego. Z godnie z nimi, oskarżeni o takie przestępstwa, jak Chodorkowski i Lebiediew, nie powinni być przetrzymywani w areszcie.

Adwokat byłego szefa Jukosu zapowiedział, że jego klient będzie kontynuował protest głodowy, dopóki nie uzyska pewności, iż o sprawie został poinformowany prezydent Dmitrij Miedwiediew. Mecenas dodał, że Chodorkowski jest przekonany, że wyrok sądu był zignorowaniem woli prezydenta Miedwiediewa.

Od stycznia 2009 roku były szef Jukosu jest więziony w moskiewskim areszcie. Wcześniej, od 2005 roku, odbywał karę pozbawienia wolności w łagrze w Krasnokamieńsku. Michaił Chodorkowski był skazany za oszustwa i malwersacje podatkowe. Teraz postawiono mu zarzuty kradzieży 350 milionów ton ropy i 9,6 miliardów dolarów z blisko 16 miliardów dolarów zysku koncernu Jukos w latach 1999 - 2003. Według Michaiła Chodorkowskiego oraz rosyjskich obrońców praw człowieka, zarzuty mają podłoże polityczne i zostały postawione pod wpływem władz na Kremlu.

sobota, 08 maja 2010

- Nie ma przebaczenia dla zbrodni Stalina, których dopuścił się na własnym narodzie - tymi słowami prezydent Dmitrij Miedwiediew po raz kolejny udowodnił, że odżegnuje się od totalitaryzmu radzieckiego.

Ale obchodzonego dziś i jutro święta 65. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem Miedwiediew nie popsuje. Takiego świętowania Dnia Zwycięstwa, jakie zapowiada się jutro, jeszcze w Rosji nie było. Takiego pokazu siły, nowych wytworów przemysłu wojskowego, tylu tysięcy żołnierzy z krajów byłego ZSRR i nie tylko, tylu muzyków wojskowych. Przygotowania do parady, która przejdzie przez plac Czerwony w Moskwie, trwały od dwóch lat. Moskwa wydała ponad 115 mln rubli (ponad 11 mln zł) na poprawę miejskiej infrastruktury.

Jutro przez plac Czerwony przemaszeruje ponad 10 tysięcy żołnierzy rosyjskich, ze wszystkich formacji, nawet z wojsk kosmicznych FR. Za nimi w defiladzie pójdą żołnierze z byłych krajów ZSRR, z wyjątkiem nielubianych na Kremlu Gruzinów oraz Mołdawian i Uzbeków, którzy nie przyjęli zaproszenia. Będzie za to reprezentacja armii polskiej, która od kilku dni ćwiczy przed paradą w Moskwie. Będą też koalicjanci antyhitlerowcy - Amerykanie, Francuzi oraz Brytyjczycy. Zagra 1200 muzyków orkiestrowych. Śmigłowce Mi-8 nad placem Czerwonym przefruną z ogromną flagą Rosji. Samoloty Mig i Su utworzą na niebie liczbę 65 - rocznicy wielkiego ojczyźnianego zwycięstwa.

Rosjanie zaprezentują najnowsze wytwory swojego przemysłu wojskowego. Będzie model rakietowego pocisku balistycznego dalekiego zasięgu Topol-M, przystosowany do przenoszenia głowic jądrowych. Będą pojazdy zwiadowcze typu "Dozor". A także najnowsza, dopracowana wersja współczesnego przeciwlotniczego zestawu artyleryjsko-rakietowego "Pancir-S1".

Parada jest po to, by całemu światu pokazać, że to radziecka wówczas Rosja pokonała III Rzeszę i wyzwoliła Europę spod hitlerowskiego buta, że to Rosjanie są narodem wyjątkowym. W ten sposób myśli przeważająca część elit na Kremlu i rosyjskie społeczeństwo - od Kaliningradu do Władywostoku, w jedenastu strefach czasowych.

Jednak nie wszyscy. Od Stalina i radzieckiego totalitaryzmu konsekwentnie odcina się Dmitrij Miedwiediew. We wczorajszym wywiadzie dla rosyjskiej gazety "Izwiestia" uczynił to po raz kolejny. Opowiedział się za zdjęciem wszystkich klauzuli tajności z dokumentów z okresu II wojny światowej, a także całego okresu stalinizmu. - Upłynęło już wystarczająco dużo czasu - 65 lat. Naród powinien znać całą prawdę o wojnie - powiedział.

Jako jeden z niewielu przywódców rosyjskich nazwał reżim radziecki totalitarnym, który wyniszczał przede wszystkim Rosjan. Miedwiediew podkreślił również, że dla zbrodni wojennych nie ma terminu przedawnienia. - Jeśli dzisiaj przymkniemy oczy na te zbrodnie, to w przyszłości mogą się powtórzyć - powiedział. Wymienił między innnymi zbrodnię katyńską, która będzie tematem rozmowy prezydenta Rosji z p.o. prezydenta Polski Bronisławem Komorowskim podczas dzisiejszego spotkania w Moskwie.

Podczas zaczynającego się dzisiaj święta wyraźnie będzie widać zmianę akcentów - to nie generalissimus był zwycięzcą, lecz młodzi radzieccy żołnierze, którzy setkami tysięcy ginęli na froncie. Proces rewizji stalinizmu trwa od kilku miesięcy.

Jeszcze na początku roku Stalin miał być głównym elementem "kampanii promocyjnej" święta 9 maja. Władze Moskwy chciały umieścić specjalne tablice informujące o roli Józefa Stalina w zwycięstwie podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, jak Rosjanie nazywają II wojnę światową. Na placu Czerwonym miał zawisnąć gigantyczny portret wodza. Plakatami z wizerunkiem dyktatora miano oblepić całą Moskwę. Władze zrezygnowały jednak z tego pomysłu. Eksperci na Zachodzie oceniają, że uczyniono to pod wpływem zachodnich przywódców, którzy nie chcieli znaleźć się przy wizerunku Stalina. Jednak w Moskwie podkreśla się, że to element przewartościowania rosyjskiej polityki historycznej.

Zmiana akcentów polega na tym, że z polityki historycznej Miedwiediew usuwa elementy kontrowersyjne, a takim był Stalin, dyktator mający na sumieniu setki tysięcy ludzkich istnień. Prezydent po tragedii smoleńskiej dwukrotnie imiennie wskazał Stalina jako sprawcę mordu katyńskiego. Uczynił to m.in. w Krakowie, po pogrzebie pary prezydenckiej. Podkreślał, że winę za śmierć polskich oficerów w Katyniu ponosi Józef Stalin i jego poplecznicy, co w ostatnich latach nie padało z ust rosyjskich władz, czyli Władimira Putina.

Rosjanie jednoznacznie traktują Dzień Zwycięstwa - jako jeden z największych sukcesów w historii, nie tylko XX wieku. Według najnowszych badań opinii publicznej Centrum Lewady, 75 proc. Rosjan będzie świętowało zwycięstwo dziś, jutro, a także w poniedziałek, który jest dniem wolnym od pracy. Jubileuszową paradę obejrzy prawie 80 proc. Rosjan, o 7 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Według Centrum Lewady prawie połowa respondentów pozytywnie odnosi się do udziału obcych wojsk w defiladzie zwycięstwa nad faszyzmem.

Kult pokonania Hitlera jest czymś wyjątkowym i pojawia się w świadomości Rosjanina już od najmłodszych lat. Urodzeni na przełomie lat 80. i 90. młodzi ludzie, z którymi rozmawiałem podczas moich podróży nad Wołgę, mówią, że już jako trzylatkowie paradowali z balonikami 9 maja w swoich miastach i miasteczkach. Później w szkole na lekcje przychodzili weterani, zwykle dziadkowie uczniów, którzy opowiadali, jak to własną krwią przepędzili z terenów "matki-Rusi" hitlerowskich okupantów. Dla dzisiejszych staruszków, ludności radzieckiej żyjącej w wielkiej nędzy w czasie II wojny światowej, walka toczyła się o być albo nie być ojczyzny, o życie każdego z miliona radzieckich obywateli. Te emocje przekazują z pokolenia na pokolenie.

Mimo konsekwentnej antystalinowskiej retoryki Miedwiediewa, wciąż znaczna część Rosjan pozytywnie ocenia Stalina nie tylko jako zwycięzcę nad faszystowskimi Niemcami, ale samą postać wodza. Wynika to z fałszowania historii, której sprzeciwia się właśnie prezydent. Konsekwencje istnienia białych plam historycznych są poważne. Większość Rosjan nie wie na przykład, że radzieckie zwycięstwo w Europie Środkowej w 1945 roku było dwuznaczne, bowiem za masą młodzieńców w radzieckich mundurach szła ideologiczna armia, by zbudować np. w Polsce komunizm. Gdy na ten temat rozmawiam z młodymi Rosjanami, oni nie mogą uwierzyć, że zwycięstwo Armii Czerwonej mogło mieć w sobie cokolwiek negatywnego. Niektórzy wysuwają nawet oskarżenia, że jesteśmy niewdzięczni, że zapomnieliśmy, kto wyzwolił Polskę. Na tym nie koniec. Rosjanie nie wiedzą także, że Stalin przyjmując pakt Ribbentrop-Mołotow był współwinny wybuchu wojny. Są przekonani, że zakończenie II wojny światowej to wyłącznie ich zasługa. Natomiast do momentu katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem Rosjanie nie wiedzieli, że było coś takiego jak zbrodnia katyńska. Zaś ci, co słyszeli o mordzie na polskich oficerach, byli przekonani, że to hitlerowcy zamordowali polskich oficerów w 1940 roku, a nie NKWD.

Według socjologów wiara w Stalina i ZSRR wynika z poczucia przynależności do potężnego mocarstwa, które pokonało Hitlera i rządziło światem przez połowę XX wieku. Sam Dzień Zwycięstwa był główną ideologiczną podstawą mocarstwowości i punktem zwrotnym w dalszym istnieniu imperium radzieckiego. Dlatego tak trudno zmienić mentalność Rosjan, nad czym - wydaje się - pracuje Dmitrij Miedwiediew.

Nie wiadomo, dokąd zaprowadzi Rosję nowy prezydent z antytotalitarnymi i antystalinowskimi pomysłami na nową tożsamość. Niektórzy liczą, że wielu Rosjan podejmie próbę rewizji swojej wiedzy o historii, oglądając wielką paradę na placu Czerwonym z okazji 65. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem.

Tomasz Kułakowski, tekst ukazał się w dzisiejszym wydaniu "Dziennika Polskiego" w Krakowie.

czwartek, 06 maja 2010

Byłem na polsko-rosyjskiej wideokonferencji w PAP w Warszawie. Równocześnie w Moskwie brali w niej udział historycy i eksperci rosyjscy.

Dyrektor rosyjskiego Państwowego Archiwum Historii Społeczno-Politycznej Oleg Naumow twierdzi, że Rosja nie ma więcej dokumentów dotyczących rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu w 1940 roku.

Oleg Naumow, zapytany przez rosyjską dziennikarkę, jakie jeszcze dokumenty katyńskie mogą zostać odtajnione i przekazane Polsce, stwierdził: "nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie". Mówił, że nie ma żadnych nieznanych dokumentów dotyczących rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu, istnieją natomiast setki tysięcy dokumentów dotyczących wszystkich zbrodni reżimu stalinowskiego.

Polscy uczestnicy konferencji podkreślali, że od dawna nie ma żadnych nowych dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej, które wzbogaciłyby wiedzę historyków. Mówił o tym między innymi doradca Naczelnego Dyrektora Archiwów Państwowych Władysław Stępniak. Jak powiedział, od 2004 roku, kiedy zamknięto i utajniono śledztwo katyńskie, nie ma postępów w tej sprawie.

Tematem polsko-rosyjskiej konferencji były dokumenty, które po odtajnieniu mają zostać przekazane stronie polskiej. Zapowiedział to pod koniec kwietnia prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Nie wiadomo jednak, o jakie dokumenty może chodzić. Media spekulują, że może to być na przykład "lista białoruska", czyli nieznane dotąd nazwiska około 4 tysięcy polskich oficerów, zamordowanych na terenie zachodniej Białorusi.

Do przekazania dokumentów może dojść 8 lub 9 maja, podczas dwudniowej wizyty Bronisława Komorowskiego w Moskwie. W stolicy Rosji Komorowski ma spotkać się z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem.

Konferencję zorganizowały wspólnie Polska Agencja Prasowa i rosyjska agencja RIA Nowosti. Była to druga tego typu inicjatywa.