Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
środa, 28 kwietnia 2010

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew zapowiedział ujawnianie kolejnych, nieznanych dotąd dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej. Nad ranem naszego czasu rosyjskie archiwum państwowe opublikowało w internecie fotokopie dokumentów katyńskich, które Borys Jelcyn przekazał Polsce w 1992 roku. Nie wnoszą one niczego nowego do sprawy Katynia, ale mają ogromne znaczenie edukacyjne. Każdy Rosjanin może rzucić na nie okiem i upewnić się, że to NKWD, a nie hitlerowcy, zamordowali tyłem w strzał głowy ponad 20 tysięcy polskich oficerów.

Jednak działania władz rosyjskich to tylko gesty polityczne pod adresem Warszawy i za tym nie pójdą konkretne działania, czyli nie zostaną zrealizowane POSTULATY MEMORIAŁU, o których mówił między innymi Aleksander Gurjanow w rozmowie z autorem tego bloga "Katyń - wewnętrzny problem Rosji". A tych kwestii spornych jest wiele, jak np. ujawnienie z imienia i nazwiska wszystkich wykonawców zbrodni 1940 roku, czy choćby przekazanie tzw. listy białoruskiej. Wydaje się, że Rosjanie najbardziej obawiają się roszczeń rodzin katyńskich o odszkodowania, bowiem przyznanie się do odpowiedzialności za zbrodnie stalinowskie mogłoby doprowadzić do niewypłacalności państwa. A gdyby obywatele innych krajów byłego ZSRR, np. Ukraińcy za "Wielki Głód", a przede wszystkim sami Rosjanie zaczęli składać wnioski o odszkodowanie, ropa na świecie musiałaby podrożeć kilkadziesiąt razy, by Rosja znalazła na to pieniądze.

Zatem: władze nie są gotowe na daleko idące ustępstwa, zaś opublikowane dzisiaj dokumenty nie wnoszą nic nowego do sprawy Katynia. Z drugiej strony należy zauważyć pewne przewartościowanie rosyjskiej polityki historycznej, choć niektórzy nazywają to tylko przeniesieniem akcentów. Prezydent Dmitrij Miedwiediew w ostatnich dniach podkreślał, że winę za śmierć polskich oficerów w Katyniu ponosi Józef Stalin i jego poplecznicy, co w ostatnich latach nie padało z ust rosyjskich władz, przede wszystkim Putina. Wprawdzie mit Związku Radzieckiego jako państwa, które pokonało faszyzm i wyzwoliło Europę spod hitlerowskiego buta, jest bardzo silny i to się nie zmieni. Widać jednak, że obok gloryfikowania sołdatów ZSRR, potępia się coraz śmielej Stalina za m.in. Katyń i setki rosyjskich Katyni.

Publikacja dokumentów jest odpowiedzią na zarzuty rosyjskich komunistów i nacjonalistów. Kwestionowali oni odpowiedzialność Rosjan za zbrodnię katyńską. Ich zdaniem, dokumenty ujawnione na początku lat 90., a dziś opublikowane w internecie, były sfałszowane i wytworzone na zlecenie.

Tomasz Kułakowski

niedziela, 25 kwietnia 2010

Publikuję fragment tekstu o stosunkach polsko-rosyjskich po smoleńskiej katastrofie, który ukazał się w internetowym wydaniu "Nowej Europy Wschodniej". Pisałem go w zeszłym tygodniu, po pobycie Miedwiediewa w Krakowie. Od tego czasu nieznacznie zmieniło się w kwestiach, o których piszę poniżej. Dobrym sygnałem jest decyzja Sądu Najwyższego o powrocie Katynia na wokandę. SN skierował do ponownego rozpatrzenia w sądzie niższej instancji zażalenie Memoriału na utajnienie materiałów śledztwa katyńskiego. Niepokoi natomiast wzrost podejrzeń pod adresem rosyjskich śledczych o dążenie do niewyjaśnienia przyczyn tragedii, nieprzekazania czarnych skrzynek itp. Z pewnością do tematu powrócę.

Nastąpił przełom psychologiczny, emocjonalny i symboliczny. Dla stosunków polsko-rosyjskich katastrofa ma ogromne znaczenie zbliżające oba narody, podobnie jak współdziałanie prokuratorów w smoleńskim lesie, władz różnych szczebli, specjalistów w moskiewskim biurze ekspertyz sądowych, objęcie Tuska przez Putina i solidarność społeczna. Zauważył to również szef polskiego MSZ Radosław Sikorski, który mówił w wywiadach, że strona rosyjska zachowała się z ponadstandardową otwartością, a nawet ze „słowiańską otwartością i serdecznością”. Można zatem mówić o zdjęciu z naszych stosunków emocjonalnej warstwy, która blokowała przyjazne relacje.

Ością w gardle od kilkudziesięciu lat stała prawda o Katyniu, o którą walczyło kilka pokoleń Polaków i z której prezydent Lech Kaczyński uczynił główną oś polityki historycznej. Coś jednak w kwestii ostatecznego wyjaśnienia mordu katyńskiego i przeniesienia go do podręczników historii drgnęło – i to już kilka miesięcy temu. Wyróżnienie premiera Tuska i zaproszenie go (a nie prezydenta Kaczyńskiego) na 7 kwietnia do Katynia nie zmienia faktu, że nastąpiła wyraźna „odwilż” wokół zagadnienia. Na początku lutego Putin z własnej inicjatywy zadzwonił do Tuska i zaprosił go na uroczystości rocznicowe w Katyniu. Uważałem wówczas, że rosyjski premier miał w tym konkretny interes, że zrobił polityczny krok do przodu, by później czerpać z tego gestu nieznane mi jeszcze korzyści, albo po prostu chciał się zrewanżować się za zaproszenie na Westerplatte. Czy takie były zamierzenia polityka wywodzącego się bądź co bądź ze służb specjalnych, nie wiadomo. Nawet jeśli tak było, po smoleńskiej tragedii plany rosyjskich wodzów zapewne uległy zmianie.


Na reakcję Putina w pierwszych minutach po tragedii z pewnością musiało mieć wpływ uczestnictwo w uroczystościach 7 kwietnia. Premier Rosji zrozumiał, że wydany przez Stalina rozkaz likwidacji polskich jeńców wojennych mógł być zemstą za wojnę 1920 roku, w której Stalin był jednym z dowódców. Wyraźnie podkreślił zbrodniczy charakter stalinizmu, mimo że imiennie nie wskazał winowajców. Na tę zmianę w Putinie, wydawało się ukrytym zwolenniku Stalina, mógł mieć wpływ udział w rocznicach Westerplatte 1 września i częściowe wchłonięcie polskiego ducha historii.


W Katyniu Putin złożył hołd polskim i rosyjskim ofiarom stalinowskich represji. Trzy dni później musiał mieć w sobie więcej empatii i zrozumienia dla Lecha Kaczyńskiego i całej delegacji, która leciała oddać cześć Polakom zamordowanym strzałem w tył głowy przez NKWD. Dlatego Putinowi łatwiej przyszło zjawienie się w Smoleńsku kilka godzin po tragicznej śmierci prezydenta, dlatego pomógł Tuskowi wstać z klęczek i objął go jak brata, dlatego następnego dnia przyleciał do Smoleńska raz jeszcze tylko po to, by pokłonić się przed odlatującą do Polski trumną z ciałem Lecha Kaczyńskiego. Poznaliśmy Putina-człowieka, a nie tylko przywódcę z kamienną twarzą, ziejącego zimnowojenną retoryką.


Ważna dla „katyńskiej odwilży” jest też emisja Katynia Andrzeja Wajdy w kanale telewizyjnym Rossija 1. Nie wiadomo, ile osób obejrzało film, ale już samo wyemitowanie go w najlepszym czasie antenowym w docierającej do ponad stu milionów Rosjan masowej stacji musi mieć daleko idące konsekwencje. To była polityczna, przemyślana decyzja Kremla. Wielu Rosjan po raz pierwszy usłyszało o tej historii, a ci, którzy już się z nią zetknęli, dowiedzieli się, że to ludzie NKWD, a nie hitlerowcy, zlikwidowali polskich oficerów. Pokazanie tego filmu w masowej telewizji oznacza, że „tak właśnie” było i już nikt nie zakwestionuje udziału Sowietów w tej zbrodni.


Wydaje się zatem, że Katyń przestaje dzielić Polaków i Rosjan, że Kreml dojrzał do przewartościowania swojej polityki historycznej. Rosja pod coraz bardziej śmiałymi rządami Dmitrija Miedwiediewa zaczyna odżegnywać się od Związku Radzieckiego. Dobrym przykładem jest wywiad udzielony przez prezydenta angielskojęzycznej stacji Russia Today, w którym potępił zbrodnię katyńską. W podobnym tonie wypowiadał się zresztą w Krakowie. Prezydent uznał za oczywiste, że polscy oficerowie zginęli z woli Stalina, a generalissimus i jego ludzie popełnili zbrodnię wobec własnego narodu i historii. Miedwiediew odżegnuje się od putinowskiej polityki historycznej, która głosi (a przynajmniej głosiła), że upadek ZSRR był największą katastrofą polityczną XX wieku.


Mimo to Rosja ma jeszcze sporo do zrobienia w sprawie Katynia. Chodzi między innymi o imienną rehabilitację ofiar mordu, ujawnienie z imienia i nazwiska wszystkich wykonawców zbrodni, ujawnienie tak zwanej listy białoruskiej, czyli nazwisk około dwóch tysięcy oficerów zamordowanych na terytorium Białorusi. Nieustannie apeluje o to stowarzyszenie badające zbrodnie reżimu totalitarnego „Memoriał”. Wśród postulatów „Memoriału” znajduje się również odtajnienie wszystkich archiwów dotyczących zbrodni katyńskiej, a także zmiana kwalifikacji prawnej z „przestępstwa pospolitego” na „zbrodnię wojenną” i „zbrodnię przeciwko ludzkości”, bo zginęli również cywile (zob. rozmowę autora z Aleksandrem Gurjanowem Katyń –
wewnętrzny problem Rosji, „Nowa Europa Wschodnia” nr 1/2010). Zobaczymy, co ruszy się w tej kwestii, ale efekty pracy Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych są obiecujące, zaś zapowiadane powstanie polsko-rosyjskiego instytutu historycznego, który zająłby się wyjaśnianiem wszystkich białych plam we wspólnej historii, może pomóc rosyjskim elitom w przełamaniu się i przygotowaniu na nowe otwarcie wobec własnej historii, a przy okazji i wobec polskiej.

Mam nadzieję, że wszystkie opisane wyżej działania władz były i są szczere i spontaniczne, że zaangażowanie władz rosyjskich nie ma na celu odsunięcia od siebie podejrzeń, jakoby strona rosyjska mogła być (współ)winna śmierci polskiego prezydenta i pozostałych ofiar. Na pewno śledztwo w sprawie przyczyn tragedii może nas poróżnić oraz odgrzać niedawne animozje i jakże odmienne punkty widzenia. W Polsce mogą przybrać na sile głosy, jakoby Rosjanie byli odpowiedzialni za katastrofę samolotu, bowiem pozwolili Polakom lądować, a ze względu na warunki pogodowe powinni byli zamknąć lotnisko. Jeszcze w okresie żałoby pojawiło się sporo głosów, że to „ruscy po raz kolejny wymordowali Polaków”. Pracując dla Polskiego Radia, nieraz spotkałem się z takimi określeniami, padającymi niestety nie tylko z ust „Kowalskich” spotkanych przed Pałacem Prezydenckim, ale również z ust przedstawicieli życia publicznego.


W Rosji niepokojąca była reakcja komunistów, którzy krótko po katastrofie wyrazili obawy, że nowa tragedia katyńska może stać się powodem kolejnego poniżenia Rosji na arenie międzynarodowej. „Węzeł katyński jest nie tylko przekaźnikiem sprzeczności geopolitycznych z przeszłości w teraźniejszość, ale także generatorem nowych sytuacji kryzysowych. Niedawna ekspiacja Putina w Katyniu została odebrana jako skrucha przywódcy pokonanej Rosji i pociągnęła za sobą tylko żądania dalszego bicia się w piersi i nowych kontrybucji Rosji dla Zachodu i Polski” – napisał sekretarz Komunistycznej Partii FR Siergiej Obuchow. Jeżeli takie głosy przybiorą w Rosji na sile, ogólnorosyjska sympatia do Polaków może okazać się chwilowa.


Na szczęście zarówno polskie, jak i rosyjskie głosy na temat ewentualnych przyczyn katastrofy to wciąż w naszych krajach margines. Trzeba poczekać na wyniki rzetelnego polsko-rosyjskiego śledztwa, by móc ocenić, kto popełnił błąd i czy któraś ze stron jest bardziej winna śmierci dziewięćdziesięciu sześciu osób.


W Katyniu Putin mówił, że przeszłość nie może nas dzielić. Ale polityka dzielić nas będzie na pewno. W stosunkach polsko-rosyjskich znów pojawią się rozbieżności interesów, choćby w sprawach bezpieczeństwa energetycznego, postrzegania roli i pozycji Ukrainy, Gruzji, Mołdawii czy Białorusi w Europie itd. Przykłady można niestety mnożyć. Jednak jest szansa, że ta więź emocjonalna okaże się silna i łatwiej będzie nam rozmawiać o trudnych sprawach. A jeśli jeszcze powstanie wspólny list Kościoła katolickiego i Cerkwi prawosławnej o pojednaniu polsko-rosyjskim, być może nie będzie już rzeczy niemożliwych w relacjach z trudnym kremlowskim partnerem.

Tomasz Kułakowski, pełny tekst na www.new.org.pl

czwartek, 22 kwietnia 2010

Sulim Jamadajew i Ramzan KadyrowW moskiewskim sądzie obwodowym rozpoczęły się 20 kwietnia przesłuchania w sprawie zamachu na przedstawiciela wpływowego klanu czeczeńskiego Isę Jamadajewa. Jak czytamy na stronach Ośrodka Studiów Wschodnich, na ławie oskarżonych zasiadł były ochroniarz Jamadajewa - Jusupow, który po zatrzymaniu go w lipcu 2009 r. podczas nieudanej próby zastrzelenia Jamadajewa zeznał, że działał na zlecenie prezydenta Czeczenii Ramzana Kadyrowa.

Oskarżył też Kadyrowa o zlecenie zamachu na jednego z braci Isy, deputowanego Dumy Rusłana Jamadajewa, zastrzelonego w Moskwie jesienią 2008 r. Zapis przesłuchania byłego ochroniuarza opublikowała gazeta "Moskowskij Komsomolec". Redakcja gazety dostała go od Isy Jamadajewa, który zapewnił, że zapis otrzymał po dopełnieniu wszelkich formalności w komitecie śledczym.

W marcu 2009 r. w Dubaju dokonano też zamachu na trzeciego z braci Jamadajewów - Sulima, b. dowódcę specbatalionu GRU "Wostok", najbardziej wpływowego z braci. Według miejscowej policji Sulim zginął. Rodzina utrzymuje, że przeżył.

Jamadajewowie byli głównymi przeciwnikami politycznymi Ramzana Kadyrowa, autorytarnego przywódcy czeczeńskiego, uznawanego za prorosyjskiego, mimo że wypracował sobie sporą niezależność od Moskwy. Jamadajewowie rywalizują z klanem Kadyrowa nie tylko o wpływy w Czeczenii, lecz także o pieniądze z Moskwy na odbudowę republiki ze zniszczeń wojennych. Kontrolują drugie co do wielkości miasto Czeczenii - Gudermes. Ich stopniowa likwidacja świadczy o dalszym umacnianiu się w Czeczenii Ramzana i jego ludzi. Swego czasu w Rosji komentatorzy mówili, że Sulim był jedyną możliwą przeciwwagą  Kadyrowa dla Kremla. 

Ramzana i braci sporo łączy. Sulim, Rusłan i czwarty brat Dżabrail to (tak jak Kadyrow) byli dowódcy polowi czeczeńskich separatystów, którzy w 1999 roku przeszli na stronę Moskwy. Cała czwórka została przez Kreml uhonorowana tytułami bohaterów Rosji.

Źródło: OSW, internet

wtorek, 20 kwietnia 2010

Sąd Najwyższy Rosji rozpatrzy w środę (g. 11 czasu środkowoeuropejskiego) skargę kasacyjną stowarzyszenia Memoriał, dotyczącą mordu NKWD na polskich oficerach w 1940 roku. Memoriał domaga się uznania za niezgodną z prawem decyzję Międzyresortowej Komisji do Spraw Ochrony Tajemnic Państwowych o utajnieniu postanowienia Głównej Prokuratury Wojskowej z 2004 roku, dotyczącego umorzenia śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej.

Memoriał chce, aby Sąd Najwyższy zobowiązał Moskiewski Sąd Miejski do rozpatrzenia jego wniosku. Wcześniej, Moskiewski Sąd Miejski odmówił rozpatrzenia sprawy motywując to tym, że postanowienie o umorzeniu śledztwa nie narusza interesów stowarzyszenia Memoriał. Sprawa była również na wokandzie moskiewskiego sądu rejonowego, który z kolei uznał, że nie ma uprawnień do zajmowania się zagadnieniami związanymi z tajemnicą państwową.

Aleksander Gurjanow - szef sekcji polskiej Stowarzyszenia Memoriał powiedział Polskiemu Radiu, że nie wie, jak zakończy się batalia sądowa. Nie wyklucza, że obserwowane w ostatnim czasie gesty rosyjskich władz wobec Polski mogły - jak się wyraził - "jeszcze nie dotrzeć do machiny sądowej".

A komuniści swoje...

Tymczasem Komunistyczna Partia FR skrytykowała władze za to, że nie zapoznawszy się ze wszystkimi dokumentami dotyczącymi zbrodni na polskich oficerach, kilkakrotnie przepraszały Polskę za Katyń. Komuniści zorganizowali w siedzibie Dumy panel poświęcony Katyniowi.

Lider komunistów Giennadij Zjuganow powiedział, że wobec pogarszającej się sytuacji gospodarczej Rosji media ogarnęła - jak to określił - "katyńska histeria". Jego zdaniem, znowu jest to wynik działania ugrupowań antyradzieckich, nieprzyjaznych Rosji, którym władze na Kremlu nie umieją się przeciwstawić.

Uczestnicy panelu doszli do wniosku, że należy wznowić śledztwo katyńskie i ponownie przeprowadzić analizę istniejących dokumentów, gdyż, ich zdaniem, wiarygodność niektórych z nich budzi duże wątpliwości.

Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej jest traktowana jako spadkobierczyni Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Jest liczącą się siłą polityczną w Rosji. Ma drugą pod względem wielkości frakcję w parlamencie, ale jej wpływ na podejmowanie decyzji przez władze jest mały.

KPRF, która niezmiennie przekonuje, że Polacy wzięci do niewoli w 1939 roku przez Armię Czerwoną zostali zamordowani w 1941 roku przez hitlerowców, zażądała również "ujawnienia wszystkich dokumentów archiwalnych dotyczących rozstrzelania polskich jeńców pod Katyniem na początku lat 40. ubiegłego wieku". Podpisuję się pod tym postulatem. Niech wszystkie archiwa będą otwarte, wtedy poznamy prawdę i tylko prawdę.

Niepokojąca była reakcja komunistów już  krótko po katastrofie, kiedy wyrazili obawy, że nowa tragedia katyńska może się stać powodem kolejnego poniżenia Rosji na arenie międzynarodowej. „Węzeł katyński jest nie tylko przekaźnikiem sprzeczności geopolitycznych z przeszłości w teraźniejszość, ale także generatorem nowych sytuacji kryzysowych. Niedawna ekspiacja Putina w Katyniu została odebrana jako skrucha przywódcy pokonanej Rosji i pociągnęła za sobą tylko żądania dalszego bicia się w piersi i nowych kontrybucji Rosji dla Zachodu i Polski" – napisał sekretarz Komunistycznej Partii FR Siergiej Obuchow. Jeżeli takie głosy przybiorą w Rosji na sile, może ta ogólnorosyjska sympatia do Polaków okazać się chwilowa.

Źródło: IAR, PAP, OSW, własne

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Chciałem tę rozmowę, przedrukować na blogu w sobotę, w trakcie pobytu Lecha Kaczyńskiego w Katyniu... Publikuję ją dziś. Tomasz Kułakowski

Przyznanie się Rosji do winy za zbrodnię na jednostce ludzkiej nie przejdzie przez gardło politykom, pielęgnującym idee państwa-mocarstwa - mówi Aleksander Gurjanow* w rozmowie z Tomaszem Kułakowskim.

Aleksander Gurjanow, fot. Tomasz Kułakowski (c)Czy Władimir Putin jest zwolennikiem Stalina?
Wydaje mi się, że w głębi duszy tak, choć głowy nie dam. Putin, jak również większość społeczeństwa, nosi w sobie poczucie przynależności do potężnego mocarstwa, które miało powody do dumy, ze względu na dawne mocarstwowe sukcesy. Okazuje się jednak, że modernizacja osiągnięta przez Stalina okazała się skuteczna tylko na krótką metę i nie ma z czego być dumnym, a powinno się mieć poczucie wstydu i hańby, ponieważ modernizację okupiono milionami ofiar bez sprzeciwu społeczeństwa. Ludziom niełatwo to przychodzi, gdy Związek Radziecki wychował ich w poczuciu dumy. Ciężko się przełamać zwykłym obywatelom, a co dopiero ludziom wywodzącym się ze służb mundurowych, jak Władimir Putin. To nie tylko problem pokolenia ukształtowanego w ZSRR, bowiem wzorce takiego „patriotyzmu” powielają młodzi ludzie, urodzeni już w poradzieckiej Rosji. Kluczowe jest jednak to, że komunizm jest czczony w Rosji nie ze względu na ideologię, lecz za kult mocarstwowości. Za czasуw ZSRR Rosjanie mieli bardzo niskie standardy bytowe, ale poczucie przynależności do imperium równoważyło frustrację wynikającą z nędznej egzystencji. Dziś jest podobnie. Rosjanie chcą, by się ich bali na świecie tak jak Związku Radzieckiego.

Dlaczego historia jest tak ważna w nowej ideologii rosyjskiej?
Ponieważ nie ma nic innego, czym można by ją zastąpić.

Paradoksalnie w tej nowej ideologii, w której na piedestale stawia się Stalina, wysoko w hierarchii jest Cerkiew, prześladowana przez stalinizm. I prawosławie ma znaczny wpływ na życie polityczne.
Wpływ Cerkwi rzeczywiście wzrasta, ale jest wieloraki i długo by się na ten temat rozwodzić. Zaś jeśli chodzi o stosunek do stalinizmu, oficjalna Cerkiew odgrywa pozytywną rolę, bowiem jako jedyna spośród silnych, wpływowych instytucji społecznych, uznaje stalinizm za zbrodniczy reżim. Z drugiej strony prawosławie zawsze było uważane za filar rosyjskiej mocarstwowości. Mimo swojej różnorodności i podziałów, rola Cerkwi w ocenie komunizmu jest raczej pozytywna.

A na ile skuteczna jest kremlowska propaganda historyczna, którą zaprezentowano między innymi w przededniu 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej? W rosyjskiej prasie ukazał się cykl artykułów wybielających Pakt Ribbentrop-Mołotow, zdejmujących ze Stalina odpowiedzialność za wybuch wojny, przedstawiających Polskę jako sojusznika nazistów.
  Moglibyśmy mówić o skuteczności tej propagandy wówczas, gdyby miała ona za zadanie zmianę nastawienia społeczeństwa. A jej celem nie jest przekonanie przeciwników tych tez, lecz trafienie w oczekiwania i usatysfakcjonowanie większości społeczeństwa. Bo przecież w nich nie ma nic nowego, to kalka propagandy radzieckiej.

Dlaczego społeczeństwo nie chce znać prawdy o swojej przeszłości? I tu nie chodzi o „nasz”, ale przede wszystkim o „rosyjskie” Katynie - strzały w tył głowy w podmoskiewskim Butowie i setkach podobnych „poligonów” we wszystkich regionach Rosji i całego Związku Radzieckiego, sztuczny głód, czystki, terror totalny…
Niechęć to poznania czarnych stron swojej historii to cecha każdego społeczeństwa, nie tylko rosyjskiego. Bo kto odczuwa radość z rozliczania się z tych haniebnych kart? Nas odróżnia od innych państw byłego bloku komunistycznego to, że w Rosji znacznie trudniej oddzielić ofiary od katów, czyli ludzi poszkodowanych przez system od osуb wydających rozkazy i korzystających z przywilejów władzy sowieckiej. Rzetelne rozliczenie się z przeszłością prowadzi do uświadomienia sobie, że w zbrodniach reżimu brali udział np. moi dziadkowie, rodzice, czy nawet ja sam - choćby poprzez bierne godzenie się z istnieniem takiej władzy. Dla odmiany w Polsce wszystkie działania opozycji były odbierane jako akty patriotyzmu i tego nikt nie kwestionował. Podobnie z badaniem komunizmu i rozliczaniem go - w Polsce to jest działalność na rzecz polskiej racji stanu. U nas nie ma mowy o podobnym stosunku do rozliczania przeszłości. Próby przeciwstawiania się władzy komunistycznej nigdy nie były i nie są utożsamiane z patriotyzmem przez ogół społeczeństwa w Rosji. Na poparcie patriotów nie może liczyć Memoriał, który od dwudziestu lat domaga się nadania właściwej oceny prawnej reżimowi.

Jak można rozwiązać sprawę Katynia, by nie stała ona ością w gardle w stosunkach polsko-rosyjskich?
W Memoriale uważamy, że sprawa katyńska jest przede wszystkim naszym wewnętrznym problemem i dopiero potem kwestią stosunków rosyjsko-polskich. Potrzebujemy rozliczenia zbrodni katyńskiej nie tylko dla poprawy relacji z Polską, lecz głównie dla nas samych. Oczywiście to ułatwiłoby stosunki z Polską, ale sprawa katyńska jest jedną ze zbrodni stalinowskich, a my potrzebujemy rozliczenia całego okresu stalinizmu. Jeden z naszych postulatуw głosi, by zbrodni katyńskiej nadać stosowną ocenę prawną. Póki co, jest to przestępstwo pospolite będące nadużyciem władzy, którego dopuściło się kilku wysokich funkcjonariuszy NKWD. Taka kwalifikacja rosyjskiej Głównej Prokuratury Wojskowej niesie za sobą daleko idące konsekwencje. Oznacza bowiem, że z kręgu winowajców GPW wykluczyła decydentów z Biura Politycznego. Zatem ludzie, ktуrzy podjęli decyzję o zgładzeniu polskich oficerów, nie zostali uznani za winowajców, z czym Memoriał nie może się pogodzić i nie pogodzi się. Według informacji pochodzących z Głównej Prokuratury Wojskowej, za winowajców zostały uznane cztery osoby, należące do kierownictwa NKWD. Jeżeli rzeczywiście cztery, to mogą to być tylko szef NKWD Ławrientij Beria oraz członkowie tzw. „trojki”, specjalnie wyznaczonej przez Politbiuro: Wsiewołod Mierkułow, Bogdan Kobułow i Leonid Basztakow. Zdaniem rosyjskiej prokuratury wojskowej, oznacza to, że ponad setka znanych z nazwiska zbrodniarzy niższego szczebla nie była winna - dlatego, że w oczach tego organu wykonywanie zbrodniczego rozkazu przypuszczalnie nie uchodzi za przestępstwo. Takie pojmowanie sprawy to rażąca sprzeczność nie tylko z pojęciem o prawie, ale i o moralności.

 Jakim przestępstwem była zbrodnia katyńska? W Polsce jesienią ubiegłego roku rozgorzała dyskusja, czy było to ludobójstwo, czy nie. Ma to znaczenie?
To ma znaczenie i do tego bardzo praktyczne. Wszystko rozbija się o kwalifikację prawną, którą arbitralnie nadała sprawie katyńskiej GPW. Bowiem do nadużycia władzy stosuje się przedawnienie i takiego uzasadnienia używa prokuratura wojskowa oraz sądy, by odrzucać kolejne wnioski rodzin ofiar mordu katyńskiego o wznowienie umorzonego śledztwa i rehabilitację pomordowanych. Rok temu Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego orzekło, że w sprawie katyńskiej nastąpiło przedawnienie, zatem nie ma możliwości wszczęcia nowego procesu. Spełnienie postulatu Memoriału o uznanie Katynia za zbrodnię wojenną uniemożliwiłoby zastosowanie przedawnienia. To jednak nie rozwiązuje w całości problemu, bowiem ofiarami zagłady zarządzonej decyzją Politbiura 5 marca 1940 r. byli nie tylko jeńcy wojenni, lecz również cywile. To aresztowani, osadzeni w więzieniach zachodnich obwodów USSR i BSSR. Zatem należy sięgnąć do Statutu Międzynarodowego Trybunału Wojennego w Norymberdze z 1945 r., który w przypadku okrutnego postępowania z ludnością cywilną wprowadził kwalifikację „zbrodnia przeciw ludzkości” i wykluczył możliwość przedawnienia jej.
A czy to było ludobójstwo? Są znamiona, ale podważalne. Dlatego nasza prokuratura wojskowa chętnie wdaje się w polemiki na temat „czy zbrodnia katyńska była ludobójstwem”. Główny argument osób, które upierają się, by Katyń uznać za ludobójstwo jest narodowościowy, czyli fakt, że 97 proc. zamordowanych jeńców było obywatelami Polski. Jednak już w przypadku więźniów z tzw. listy ukraińskiej spory odsetek stanowią Żydzi, Ukraińcy, a wśród nich nawet ukraińscy nacjonaliści, którzy będąc formalnie obywatelami polskimi, przeciw polskości występowali. Nie jestem przekonany, czy Stalin kierował się kryterium narodowości. Na pewno zamierzał zlikwidować liczną grupę przedstawicieli samej idei państwowości polskiej, co niezupełnie pasuje do definicji ludobójstwa, gdzie kryterium etniczne jest istotne.
Uznanie zbrodni katyńskiej za zbrodnię wojenną i zbrodnię przeciw ludzkości jest znacznie bardziej odporne na próby podważenia. Prokuratura nie mogłaby doprowadzić do przedawnienia sprawy, ani zakwestionować tych kwalifikacji, co czyni w przypadku oceny Katynia jako ludobójstwa. Dyskusja na temat uznania zbrodni katyńskiej za akt ludobójstwa odwraca uwagę od istoty sprawy, czyli samej potrzeby rozliczenia rosyjskiej historii.

Czego boi się Kreml, nie godząc się zarówno na rehabilitację ofiar, jak również odtajnienie archiwów dotyczących tej i innych zbrodni stalinowskich?
Uznanie pomordowanych w „przestępstwie pospolitym” za ofiary represji politycznych pociąga za sobą konieczność odrzucenia pierwszej kwalifikacji. To jest główny powód obaw Kremla. Władzom zależy na przemilczaniu zbrodniczych kart historii, by nie kompromitować Rosji jako państwa. Rehabilitacja ofiar tej zbrodni stalinizmu oznaczałaby, że dzisiejsze państwo rosyjskie oficjalnie bierze na siebie odpowiedzialność za to, że ZSRR wydał rozkaz zamordowania każdej z dziesiątek tysięcy osób. W Rosji to niemożliwe, gdyż tu zawsze państwo było najwyższą wartością. Przyznanie się do zbrodni państwa na jednostce ludzkiej nie przejdzie przez gardło politykom, pielęgnującym idee państwa-mocarstwa. Dlatego też podstawowe akta rosyjskiego „śledztwa katyńskiego” są zamknięte i chyba nieprędko ujrzą światło dzienne.
Innym powodem obaw Kremla jest, zdaje się, lęk przed roszczeniami o odszkodowania. Jakoby państwo mogłoby zbankrutować, gdyby miało wypłacić wszystkim ofiarom represji stalinowskich odszkodowania. Jednak władze jak dotąd ani razu nie sformułowały wprost swoich obaw. Będą milczeć.

Co musiałoby się wydarzyć, by rosyjskie władze zmieniły jednak zdanie i zgodziły się na wyjaśnienie wszystkich białych plam?
 Przełomowego wydarzenia raczej nie będzie, ten proces będzie ewolucyjny i jego finał to dosyć odległa przyszłość. Mamy mniej szczęścia niż Niemcy, ponieważ im do rozliczenia nazizmu pomogło konkretne wydarzenie - porażka w II wojnie światowej. Skoro Memoriał zajmuje się tymi sprawami od wielu lat, to muszę być optymistą i wierzyć, że kiedyś znikną wszystkie białe plamy historyczne.

Podziela pan pogląd, że historycy w sprawie katyńskiej zrobili już wszystko i teraz reszta zależy wyłącznie od władz?
 I tak, i nie. Bo nie wiadomo, czy pewne kwestie powinni badać historycy czy prokuratura. Nieznany jest m.in. szczegółowy tryb całej operacji i jej geneza. Wymagałaby gruntownego zbadania hipoteza, że do 20 lutego 1940 r. NKWD nie zakładało likwidacji polskich jeńców. Ciekawe byłoby także dowiedzenie się, jak w rzeczywistości sami wykonawcy oceniali tę „akcję” po jej wykonaniu. To wiąże się ze znaną rozmową Berii z Zygmuntem Berlingiem i domniemanymi słowami jednego z uczestników spotkania - Mierkułowa: „popełniliśmy błąd”. Warto zbadać, na ile ten przekaz był wiarygodny, ponieważ później Mierkułow się tego wyparł.
Jest jeszcze kwestia tzw. listy białoruskiej, ale jej odnalezienie to raczej zadanie nie historyków, lecz organów śledczych. Z tym się wiąże nasz postulat urzędowej rehabilitacji wszystkich ofiar z imienia i nazwiska. Znamy personalia 18 tys. osób, pozostaje nieznana lista białoruska, która na pewno istniała, a prokuratura przekonuje, że jej nie ma. Jeżeli to prawda, niech prokuratura, która kilkanaście lat prowadziła w tej sprawie śledztwo, ujawni cały tryb poszukiwania jej, wszystkie dokumenty i kroki powzięte w tym kierunku.
Postulujemy też ujawnienie nazwisk wszystkich wykonawców zbrodni. Nie da się ich pociągnąć do odpowiedzialności, bowiem wszyscy zmarli, ale nazwiska uczestników tej operacji powinny być opublikowane. Wszystkie dokumenty ze śledztwa katyńskiego muszą zostać odtajnione, podane do opinii publicznej w Rosji, Polsce i na świecie.

 Czy Rosjanom nieznającym historii grozi z niej powtórka?
 Powtórzenie w tej samej formie, nie. Ale w ogólniejszym sensie braku poszanowania dla jednostki ludzkiej, tak. I nie tylko grozi, lecz występuje. To konsekwencja tradycji, według której państwo-mocarstwo to wartość najwyższa, a przeznaczeniem jednostki może być tylko służenie mu…

Rozmawiał w Moskwie TOMASZ KUŁAKOWSKI

*ALEKSANDER GURJANOW - dawniej fizyk, obecnie (z konieczności) historyk. Koordynator Komisji Polskiej Stowarzyszenia Memoriał. Z ramienia tej organizacji uczestniczy w procesach sądowych w Rosji w sprawach rehabilitacji ofiar zbrodni katyńskiej i odtajnienia akt śledztwa, które było prowadzone przez rosyjską Główną Prokuraturę Wojskową.

Rozmowa ukazała się w "Nowej Europie Wschodniej", numer styczniowo-lutowy. www.new.org.pl

piątek, 09 kwietnia 2010

Członkowie rosyjskiego stowarzyszenia "Memoriał" odebrali w polskiej ambasadzie w Moskwie odznaczenia za wysiłki w sprawie ujawnienia wszystkich dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej. Odznaczenia przyznał rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski. 

Odznaczenia "Za zasługi  dla ochrony praw człowieka",  zostały przyznane w uznaniu działań na rzecz prawdy historycznej, jak również dążenia do ujawnienia wszystkich dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej.  W imieniu stowarzyszenia Memoriał medal -z rąk ambasadora Polski w Rosji Jerzego Bahra - odebrała Tatiana Kasatkina, z kierownictwa organizacji.

Aleksander Gurjanow, fot. Tomasz KułakowskiOddzielną odznakę otrzymał Aleksander Gurjanow, szef sekcji polskiej Memoriału, który na uroczystości nie krył wzruszenia. - "Traktuję tę nagrode jak potwierdzenie tego, że w Polsce zostały zauważone starania Memoriału mające na celu rehabilitację ofiar katyńskiego mordu". Gurjanow dodał, że równoczesnie odczuwa pewne zakłopotanie, bowiem "Memoriał" od lat bezskutecznie walczy w rosyjskich sądach o uznanie zabitych polskich oficerów za ofiary represji politycznych i ich rehabilitację.  Dodał, że członkowie  Memoriału będą szczęśliwi, jeśli ich starania w kwestii katyńskiej doprowadzą do polepszenia polsko-rosyjskich relacji.

Wkrótce na blogu rozmowa z Aleksandrem Gurjanowem "Katyń - wewnętrzny problem Rosji".

Źródło:IAR

15:25, gosporosja
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 kwietnia 2010

Od kilku tygodni media i opinia publiczna w Polsce żyje tym, "co powie w Katyniu Putin", "czy będzie pojednanie polsko-rosyjskie", itd. Raniutko w Sygnałach Dnia prezes Stowarzyszenia Rodzina Katyńska w Warszawie wyraził nadzieję, że dzisiejsze uroczystości upamiętnienia ofiar zbrodni katyńskiej odbędą się godnie. Grzegorz Hofman liczy, iż z ust premiera Władimira Putina padną słowa, które pozwolą na pojednanie. Ja dziś będę zajmował się nagrywaniem ekspertów dla IAR, co Putin powie, jak powie i jak to zinterpretować.

A Władimir Putin niczego przełomowego nie powie. Bowiem czego się spodziewać od byłego funkcjonariusza KGB, organizacji, która nie tak wiele różniła się od NKWD. Ludzie z takich środowisk nie przepraszają. Zatem przełomu nie będzie. Ale i tak dzisiejsze spotkanie jest bardzo ważne. Tworzy się w Rosji dobry klimat wśród elit wokół tej kości w gardle, jaką jest w stosunkach polsko-rosyjskich Katyń.

Wkrótce na blogu rozmowa z Aleksandrem Gurjanowem z Memoriału pt. "Katyń - wewnętrzny problem Rosji". Tekst ukazał się w styczniowej "Nowej Europie Wschodniej".