Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
sobota, 25 kwietnia 2009

Kolejny proces byłego szefa Jukosu Michaiła Chodorkowskiego nie wywołuje już w Rosji takich emocji, jak ten sprzed 6 lat. Jednak nikt nie ma wątpliwości, że znów ma on podłoże polityczne.

Sprawa Jukosu wstrząsnęła międzynarodową opinią publiczną w pierwszej połowie 2003 roku. Do aresztu trafił Michaił Chodorkowski, wraz z nim jego partner w interesach Płaton Lebiediew, szef grupy Menatep.

Wówczas podłoże procesu było głównie polityczne. Zbliżały się wybory parlamentarne, umacniająca się ekipa polityczna skupiona wokół Władimira Putina wyniszczała realnych, potencjalnych, a także wymyślonych przez kremlowski aparat przeciwników. Do realnych wrogów bez wątpienia należał multimilioner Chodorkowski, wspierający liberalno-demokratyczne partie Jabłoko i SPS, opozycyjnie myślący oligarcha. Podobno zapowiedział on nawet wprost Putinowi, że wygra z nim w wyborach prezydenckich. Jednak tak się nie stało, bo Chodorkowski został skazany w 2005 roku na 8 lat kolonii karnej, jego aktywa stopniały do zera, zaś ekipa Putina mogła świętować pozbycie się niewygodnego oligarchy. Prokuratura udowodniła mu nieprawidłowości przy prywatyzacji przedsiębiorstw i oskarżyła za nadużycia finansowe i uchylanie się od płacenia podatków. Wówczas znaczenie miał także gospodarczy aspekt procesu. Według analityków, Kreml chciał przejąć akcje Jukosu, by mieć całkowitą kontrolę nad sektorem naftowym i wyeliminować z „wielkiej gry” podmioty niezależne od władzy.

Obecny proces można rozpatrywać na dwóch płaszczyznach. Analiza prawnicza jest bardzo skomplikowana. Według rosyjskich adwokatów i komentatorów, akt oskarżenia jest wewnętrznie niespójny, a także sprzeczny z zarzutami z poprzedniego procesu. Prawnicy podkreślają niejasność zarzutów, zaś Chodorkowskiego obwinia się ponownie o to samo, za co odbywa karę. Adwokaci byłego szefa Jukosu podważają zasadność oskarżenia i obawiają się, że tym razem wyrok będzie znacznie surowszy. Nieoficjalnie mówi się, że grozi mu nawet do 20 lat więzienia.

Realne podłoże procesu jest jednak polityczne. Według analityków, Kreml wciąż boi się Chodorkowskiego i widzi w nim zagrożenie. Odsiadka wyroku, liczona od 2003 roku, zakończy się za dwa lata. Wobec tego w Rosji mówi się, że celem wznowienia procesu jest uniemożliwienie Chodorkowskiemu i jego wspólnikowi wyjścia na wolność. Zdaniem ekspertów, dopóki obecna ekipa rządząca będzie u władzy – bez względu na to kto jest prezydentem Rosji, dopóty Chodorkowski nie wyjdzie na wolność.

Michaił Chodorkowski i Płaton Lebiediew nie przyznają się do winy. Zaś złośliwi żartują, że były szef Jukosu powinien się cieszyć, że w ogóle żyje i nie podzielił losu zastrzelonej pod koniec 2006 roku dziennikarki „Nowej Gaziety” Anny Politkowskiej czy zamordowanego przed paroma miesiącami znanego adwokata Stanisława Markiełowa. 

10:13, gosporosja
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 kwietnia 2009

Postać Borysa Jelcyna budzi wiele kontrowersji nie tylko w Rosji, ale również w Polsce. Mija 2. rocznica śmierci pierwszego prezydenta Rosji, wybranego w demokratycznych wyborach powszechnych.

Jelcyn zmarł w wieku 76 lat z powodu niewydolności sercowo-naczyniowych. Poza tym, był po ciężkiej operacji wszczepienia bypassów. Ponad połowę życia spędził jako członek Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Jednak pod koniec lat 80. krytykował szefa partii Michaiła Gorbaczowa i trafił pod skrzydła reformatorów KPZR, dzięki którym został wybrany prezydentem rosyjskiej republiki radzieckiej.

Mocnym akcentem jego początków władzy było stłumienie sierpniowego puczu z 1991 roku. Dzięki temu prezydent skupił w rękach pełnię władzy i usunął w cień Gorbaczowa, przeciwko któremu pucz był skierowany. 8 grudnia 1991 roku w Puszczy Białowieskiej z prezydentami Ukrainy i Białorusi Jelcyn rozwiązał Związek Radziecki. Tak rodziła się demokratyczna Rosja.

Zdaniem ekspertów, rosyjski prezydent kierował się przede wszystkim własnym interesem. Jak Jelcyn potrzebował być członkiem KPZR i robić w partii karierę, czynił to. Jak potrzebował rzucić ostentacyjnie legitymacją partyjną, by się przeciwstawić Gorbaczowowi, również to uczynił. Z jednej strony Jelcyn wprowadził elementy demokracji i rozwiązał Związek Radziecki, zaś z drugiej strony za pół darmo przekazywał oligarchom majątek państwowy i wysłał wojska do Czeczenii w 1994.

Według rosyjskich badań socjologicznych Jelcyn jest kojarzony z upadkiem znaczenia Rosji na arenie międzynarodowej, nieudanymi reformami gospodarczymi, demoralizacją armii oraz spadkiem poziomu życia i wzrostem przestępczości. Do tak surowych ocen dochodzi nieudolność władz przy rozwiązywaniu konfliktu w Czeczenii, który rozpoczął Jelcyn w 1994 roku. Niektórzy mają mu za złe zgodę na wejście Polski do NATO czy postawienie podpisu pod dokumentem rozwiązującym Związek Radziecki.

Tylko kilkanaście procent Rosjan szanuje swojego pierwszego prezydenta między innymi za zniesienie cenzury, powstanie niezależnych mediów, własności prywatnej, wprowadzenie wolności religijnej czy przeciwstawienie się puczowi komunistów w 1991 roku.

Mimo wszystko, bilans dokonań Jelcyna jest pozytywny. Polacy podkreślają jego zasługi w sprawie katyńskiej, w której zajął jednoznaczne stanowisko, choć również w oparciu o własne interesy. Nie jest tajemnicą, że Jelcyn uczynił to na potrzeby wewnętrzne, by zwalczać komunistów w Rosji. Jelcyn nie kwestionował, że to Związek Radziecki jest winien zbrodni na polskich oficerach w Katyniu. W przypadku Putina, można by mieć już pewne wątpliwości.

Jelcyn także zgodził się, by Polska była suwerenna i "wstępowała sobie gdzie chce". Wprawdzie nie był do końca pewien, czy zgodzić się na przystąpienie Polski do NATO. Z czasem zaczął krytykować nasze NATOwskie aspiracje.

Jelcyn był prezydentem Rosji od czerwca 1991 roku do 31 grudnia 1999 roku. W 1991 podpisał wraz z ówczesnymi przywódcami Białorusi i Ukrainy - Stanisławem Szuszkiewiczem i Leonidem Krawczukiem - porozumienie białowieskie o likwidacji Związku Radzieckiego i utworzeniu Wspólnoty Niepodległych Państw. W 1994 roku wysłał wojska do Czeczenii, wikłając Rosję w długotrwały konflikt zbrojny.

Rezygnując w 1999 roku z prezydentury, z powodu złego stanu zdrowia, Borys Jelcyn wyznaczył na swego następcę, ówczesnego premiera Władimira Putina.

09:43, gosporosja
Link Komentarze (5) »
wtorek, 21 kwietnia 2009

Michaił Chodorkowski nie przyznał się do winy w procesie dotyczącym przestępstw finansowych. Podobnie do zarzucanych mu czynów nie przyznał się były partner Chodorkowskiego w interesach i współoskarżony - Płaton Lebiediew, udziałowiec Jukosu z banku Mienatiep.

Radio Echo Moskwy poinformowało, że biznesmeni są oskarżeni między innymi o wypranie 450 miliardów rubli i 7,5 miliarda dolarów w latach 1998-2004.

- "To nie jest oskarżenie, ale schozofreniczna fobia. Nigdy niczego nie ukradłem i nikogo nie oszukałem w swoim zyciu. Przyznanie się do winy, której nie ma, byłoby śmieszne" - miał powiedzieć w sądzie Lebiediew.

Biznesmeni w 2005 roku zostali skazani na dziewięć lat kolonii karnej (później złagodzono wyrok do ośmiu lat) za przestępstwa podatkowe. W lutym 2008 r. Misza podjął strajk głodowy, na znak solidarności z chorym na raka i AIDS byłym wiceprezesem Jukosu Wasilijem Aleksanianem, któremu, jako więźniowi, odmówiono specjalistycznego leczenia.

Do niedawna najbogatszy człowiek Europy Środkowej i Wschodniej, zdaniem własnych adwokatów, nie ma już praktycznie żadnego majątku. Ale Chodorkowski zdołał zabezpieczyć część swej fortuny, gdyż kontrolę nad Mienatiepem przekazał w styczniu 2005 r. przebywającemu w Izraelu Leonidowi Niewiezlinowi (ten były udziałowiec Jukosu jest poszukiwany przez rosyjską prokuraturę). Tylko w latach 1999-2002 Mienatiep, jako większościowy udziałowiec Jukosu, otrzymał prawie 2,2 mld USD dywidendy. Na liście 100 najbogatszych Europy Środkowej i Wschodniej tygodnika "Wprost" w 2005 r., z majątkiem szacowanym na 0,5 mld dolarów, zajął 71. miejsce.

W styczniu 2003 r. podczas spotkania z Władimirem Putinem Chodorkowski miał rzucić prezydentowi wyzwanie, wskazując na korupcję, jakiej dopuszczał się państwowy koncern naftowy Rossnieft. "Odbijam piłeczkę. W jaki sposób Jukos zdobył swoje zapasy ropy naftowej?" - ripostował Putin. Dziesięć miesięcy później Chodorkowski został zatrzymany (wcześniej zdążył się jeszcze narazić ponownie Putinowi, snując plany kariery politycznej).
Obecnie toczy się nowy proces sądowy. Oskarżenie i procesy Chodorkowskiego mają podłoże polityczne. Szef Jukosu znany był z krytycznych uwag pod adresem Kremla i ówczesnego prezydenta Władimira Putina oraz ze wspierania opozycji.

Tymczasem podczas innego procesu sąd w Moskwie nakazał tymczasowe i przedterminowe zwolnienie z odbywania kary byłej prawniczki koncernu Jukos Swietłany Bachminy. Domagały się tego organizacje obrony praw człowieka. Została ona w 2006 roku skazana za nadużycia finansowe na 6,5 roku łagru. W trakcie odbywani kary zaszła w ciążę i niedawno urodziła dziecko.

11:10, gosporosja
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 kwietnia 2009

Rosja oficjalnie wycofuje się z Czeczenii i kończy tak zwaną „operację antyterrorystyczną”. Wojska rosyjskie z różnym natężeniem prowadziły działania wojenne na terytorium Czeczenii od 1994 roku.

Ramzan Kadyrow powiedział, że dzień 16 kwietnia stanie się świętem narodowym Czeczenów, a także Rosjan. Decyzja o wycofaniu około 20 tysięcy żołnierzy rosyjskich z Czeczenii jest zwieńczeniem przymusowej stabilizacji, czyli tak zwanej operacji antyterrosytycznej. Od wielu miesięcy oficjalne media rosyjskie opisują tę autonomiczną republikę jako krainę mlekiem i miodem płynącą.

Sytuacja w republice rzeczywiście jest diametralnie lepsza od tej z przełomu wieku, kiedy zaczęła się tak zwana druga wojna czeczeńska. Kreml po pacyfikacyjnych działaniach wojennych zmienił taktykę i ustanowił prorosyjską władzę, która terrorem wprowadziła spokój. Różnica polega na tym, że Czeczenów nie terroryzują wojska rosyjskie, lecz czeczeńskie służby siłowe.

Symbolem nowej władzy w Groznym jest prezydent Ramzan Kadyrow, zwany krwawym watażką. Doprowadził on do stabilizacji sianiem terroru i brutalnym zwalczaniem oponentów. Kadyrow był w latach 90. separatystą, później zaczął dogadywać się z Rosjanami, aż w końcu stanął na czele republiki wchodzącej w skład Federacji Rosyjskiej.

Kadyrow cieszy się dużym poparciem, bowiem za jego rządów w Czeczenii nie ma już regularnych walk, sytuacja gospodarcza poprawiła się, z gruzów powstają domy i szkoły, a przykładem stabilizacji jest Grozny, który rozbudowuje infrastrukturę.

Przyszłość Czeczenii zależy od sytuacji wewnętrznej w Rosji. Jeśli Kreml nie poradzi sobie z pogłębiającym się kryzysem gospodarczym, niewykluczone że Czeczeni znów upomną się o niepodległość. Analitycy uważają, że Kadyrow będzie proklemowski tak długo, na ile będzie potrzebował wsparcia Moskwy. Gdy sytuacja nad Wołgą pogorszy się, dawny separatysta może przypomnieć niepodległościowe żądania.

Wojna czeczeńska pochłonęła co najmniej 5 tysięcy ofiar po stronie rosyjskiej i kilkadziesiąt tysięcy po stronie czeczeńskiej. Przez ostatnich 10 lat w Czeczenii obowiązywał stan wojenny. Zakończenie - nazwanej tak przez Moskwę - „operacji antyterrorystycznej” ma udowodnić, że Kreml opanował sytuację w republice.

Wątpię jednak w wygraną Moskwy. Nie „terroryzm” został zwalczony, lecz wyciszono przekaz o nim.

16:38, gosporosja
Link Komentarze (3) »
wtorek, 07 kwietnia 2009

Prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow powiedział, że wiele zawdzięcza premierowi Rosji. Czeczeński polityk w wywiadzie dla rządowej "Rossijskoj Gaziety" powiedział, że Władimir Putin jest dla niego "najbardziej świętym człowiekiem”, bez którego nie istniałaby dzisiejsza Czeczenia. Warto przytoczyć jego wypowiedź:

"Tak powiem. Gdyby nie Putin, Czeczenia nie istniałaby. Znam tę historię, bezpośrednio brałem w niej udział. Gdyby nie Putin, nie byłoby nas. On dzięki dobrej woli uratował nasz naród. Człowiek, który był na Kremlu darzył nas całkowitym zaufaniem. Bez Kadyrowa nie mógłby tego dokonać. Аle bez Putina Kadyrowowi nie wyszłoby to dobrze. Będę zobowiązany wobec Putina przez całe życie. Jeśli o tym zapomnę, nie będę prawdziwym mężczyzną. Kiedy było mi źle w życiu, on pomógł. To dla najbardziej święty człowiek, gdzie by on nie był i kim by nie był - ślusarzem, kombajnistą..." [cały wywiad tutaj].

Prezydent Kadyrow zasugerował, że Borys Bieriezowski, przebywający na emigracji rosyjski oligarcha, w przeszłości sponsorował czeczeńskich separatystów i chlubił się tym. Bieriezowski miał zaproponować znanym dowódcom polowym Basajewowi i Radujewowi, by porywali ludzi, których miał później wykupić. Poza tym Kadyrow oskarżył Bieriezowskiego o zlecenie zabójstwa Politkowskiej:"Jak nasi wrogowie mogli efektywnie wykorzystać Politkowską?" - zapytał Kadyrow i odpowiedział: "Zabijając ją". "Kto to zrobił? - Bieriezowski. Tak uważam" - dodał.

Prezydent Czeczenii opowiedział się za wprowadzeniem wielożeństwa. Twierdzi, że w jego republice jest więcej kobiet niż mężczyzn i „wszystkie one powinny mieć ułożone życie”. Prezydent Kadyrow w wywiadzie dla „Rossijskoj Gaziety” przyznał, że rosyjskie prawo nie zezwala na wielożeństwo, ale - jak zauważył - nie zezwala też na prostytucję, a ona istnieje. Zaznaczył, że w samej Czeczenii prostytucji nie ma. Zaś na wielożeństwo zezwala Czeczenom ich religia i obyczaje.

Ramzan Kadyrow jest prezydentem Czeczenii od 2007 roku. Wcześniej był premier tej skonfliktowanej z Moskwą od upadku Związku Radzieckiego republiki . W pierwszej wojnie czeczeńskiej, w połowie lat 90-tych, Kadyrow walczył po stronie czeczeńskich partyzantów. Z czasem jednak stworzył własną, podporządkowaną władzom rosyjskim armię i przejął władzę w republice.

Anna Politkowska trzy dni przed śmiercią w ostatnim wywiadzie powiedziała, że Ramzan Kadyrow to uzbrojony po zęby tchórz, którzy nie rusza się nigdzie bez swojej ochrony. Marzę o tym, żeby zasiadł na ławie oskarżonych.

Anna Politkowska: "Nie trzeba płakać, wystarczy spotkać się nie tylko z Kadyrowem, ale z ludźmi, którzy ucierpieli od jego działań. Zabito im krewnych, byli torturowani, musieli uciekać. Większość z tych ludzi była jak najbardziej godna szacunku. Znałam wielu z nich. Prowadzę śledztwo w sprawie tortur w kadyrowskich więzieniach. Są ludzie porwani przez kadyrowców nie wiadomo z jakiego powodu. Porwani, których zdjęcia mam na biurku - jeden z nich to Rosjanin, drugi Czeczen - zostali przedstawieni, jakby byli partyzantami, z którymi kadyrowcy walczyli pod wioską Aleroj. Kadyrow udzielał wywiadów na tle pojmanych ludzi, a potem wszystkich wywieziono i zabito."

Wiele osób uważa, że za morderstwem Politkowskiej stoi właśnie właśnie Kadyrow. Przed śmiercią pracowała nad reportażem o torturach oraz porwaniach w Czeczenii, co wiązała z działalnością Ramzana Kadyrowa, uznawanego za "człowieka Putina" w Czeczenii. Politkowska ujawniła m.in., że Kadyrow inspirował morderstwa przeciwników politycznych oraz utrzymywał się z porywania ludzi dla okupu. Zdaniem dziennikarki uwielbiał też torturować zakładników na podwórku swojego domu.

10:18, gosporosja
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 kwietnia 2009

Fragment mojego tekstu dla "Dziennika Polskiego": Organizacje broniące praw człowieka alarmują, że w Rosji coraz częściej dochodzi do ataków na przedstawicieli opozycji, dziennikarzy i prawników stających po stronie ofiar represjonowanych przez władze.

W poniedziałek zmarł Siergiej Protazanow, dziennikarz opozycyjnej gazety z podmoskiewskich Chimek, po tym jak został skatowany. We wtorek dotkliwie pobito Lwa Ponomariowa, znanego obrońcę praw człowieka [...]

Inną przyczyną napadu na Ponomariowa może być rozpoczęcie w Moskwie drugiego procesu Michaiła Chodorkowskiego, byłego szefa koncertu naftowego "Jukos", który wspierał rosyjską opozycję. Ponomariow wracał ze spotkania z byłą niemiecką minister sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger, która obserwuje proces Chodorkowskiego. Eksperci uważają, że w pobicie zamieszane są rosyjskie służby siłowe. Podkreśla się, że winowajcy z pewnością nie zostaną złapani.

- Oczywiście nie jestem pierwszą, ani ostatnią ofiarą podobnych napadów. Będę kontynuował swoją działalność na rzecz praw człowieka nie z powodu mojego jakiegoś tam bohaterstwa, ale dlatego, bo to moje całe życie - powiedział Ponomariow.

W ruchu "O prawa człowieka" pracował także adwokat Stanisław Markiełow, zamordowany - podobnie jak znana dziennikarka "Nowej Gaziety" Anna Politkowska - w biały dzień w centrum Moskwy. Politkowska napisała szereg artykułów o Czeczenii, w których krytykowała Kreml. Zginęła 7 października 2006 r. Markiełow był obrońcą Czeczenów, których bliscy zostali zamordowani przez rosyjskich żołnierzy. Oboje współpracowali. W 2005 r. doprowadzili do skazania na 11 lat łagru Siergieja Łapina, porucznika sił specjalnych. Markiełow został zamordowany 19 stycznia kilkaset metrów od Kremla, gdy wracał z konferencji prasowej. Wraz z nim zginęła dziennikarka "Nowej Gaziety" Anastazja Baburowa.

Tomasz Kułakowski

Pełny tekst na stronie w sobotnio-niedzielnym "Dzienniku Polskim" oraz na stronie internetowej Dziennika Polskiego.

20:10, gosporosja
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 kwietnia 2009

W podmoskiewskich Chimkach zmarł Siergiej Protazanow, dziennikarz opozycyjnej gazety o lokalnym zasięgu. Protazanow zmarł w poniedziałek, dzień po brutalnym pobiciu.

Poinformował o tym Anatolij Jurow, szef gazety "Grażdanskoje soglasije". Według redaktora naczelnego dziennika, Protazanow po brutalnym pobiciu trafił do szpitala. Został odesłany do domu, po tym jak lekarze uznali, że czuje się dobrze. Jako przyczynę śmierci dziennikarza podano zatrucie środkami przeciwbólowymi, lecz krążą też wersje, że zmarł on wskutek wylewu krwi do mózgu.

Według rosyjskiej milicji, dziennikarz zmarł wskutek otrucia, lecz nazwy substancji nie udało się ustalić. Jak powiedział rzecznik moskiewskiej policji, Protazanow został znaleziony nieprzytomny na schodach swojego domu. Obok leżały środki przeciwbólowe.

Protazanow przygotowywał materiały dotyczące nieprawidłowości w wyborach miejskich w Chimkach. Odbyły się one w marcu.

W listopadzie 2008 roku w Chimkach brutalnie pobito Michaiła Biekietowa, dziennikarza gazety "Chimkinskaja Prawda". Redaktor w dalszym ciągu przebywa w szpitalu, jest po kilku ciężkich operacjach, amputowano mu nogę i trzy palce prawej ręki.

Oba tytuły krytykowały lokalne władze. Sprzeciwiały się budowie autostrady z Moskwy do Petersburga, która wymagałaby ingerencji w przyrodę i wycięcia starych drzew

13:47, gosporosja
Link Dodaj komentarz »

Lew Ponomariow na własne życzenie opuścił moskiewski szpital i udał się do domu. Jak poinformowała żona obrońcy praw człowieka Wiera Szabielnikowa, mąż "czuje się źle, lecz sytuacja nie jest krytyczna". Szabielnikowa dodała, że Ponomariow będzie przechodził szczegółowe badania medyczne.

Lew Ponamariow, znany obrońca praw człowieka, został brutalnie pobity w Moskwie późnym wieczorem. Stan jego zdrowia lekarze oceniali jako ciężki.

Według doniesień mediów, trzej nieznani sprawcy napadli na Ponomariowa w pobliżu jego domu. Pobili go i skradli mu telefony komórkowe. Aktywiści międzynarodowych i rosyjskich organizacji pozarządowych podejrzewają, że Ponamariow został napadnięty ze względu na jego działalność.

Według ruchu "O prawa człowieka", przed tym wydarzeniem Ponomariow był śledzony. Złożył nawet zawiadomienie na milicję, jednak zostało ono pozostawione bez odpowiedzi.

68-letni Lew Ponamariow jest liderem Ruchu na Rzecz Praw Człowieka oraz jednym z przywódców opozycyjnego rosyjskiego ruchu „Solidarność”. Był jednym z założycieli organizacji „Memoriał”, która dokumentuje zbrodnie komunistyczne i walczy w rosyjskich sądach o rehabilitację polskich oficerów pomordowanych w Katyniu. W wyborach deputowanych ludowych ZSRR w 1989 roku był mężem zaufania legendarnego dysydenta i obrońcy praw człowieka, profesora Andrieja Sacharowa. W latach 1993-95 był deputowanym do Dumy Państwowej, izby niższej parlamentu Rosji.

Ponomariow wielokrotnie wypowiadał się w sprawie Anny Politkowskiej, o czym również pisałem na blogu. Lider ruchu "За права человека" (O Prawa Człowieka) mówił między innymi, że obrońcy praw człowieka zrobią wszystko, by śledztwo w sprawie zabójstwa Politkowskiej nie zostało umorzone.

Pod koniec lutego Robert Amsterdam pisał pod koniec lutego, że prokuratorzy wszczęli dochodzenie w sprawie szefa ogólnorosyjskiego ruchu obrony praw człowieka. Lew odbył ostatnio podróż do Stanów Zjednoczonych, gdzie przedstawił dziennikarzom raport o torturach i maltretowaniu więźniów przetrzymywanych w państwowych więzieniach. Został oskarżony o zniesławienie Federacji Rosyjskiej i obowiązuje go zakaz opuszczania kraju.

Pod koniec września 2006 roku Lew Ponomariow został skazany na trzy dni aresztu oraz grzywnę w wysokości 2000 tysięcy rubli (ok. 200 zł) za niepodporządkowanie się poleceniom milicji podczas nielegalnej demonstracji w Moskwie.

Ponomariow uczestniczył w pikiecie domagającej się uczciwego śledztwa w sprawie błędów i zaniedbań służb bezpieczeństwa podczas tragedii w szkole w Biesłanie we wrześniu 2004 r. Kilkudziesięciu demonstrantów zebrało się wówczas pod Kamieniem Sołowieckim, upamiętniającym ofiary stalinizmu, niedaleko gmachu FSB na moskiewskiej Łubiance.

Źródło: Newsru.com, IAR, PAP

PS. POLECAM TAKŻE MÓJ NOWY BLOG "KRYZYSOWA UKRAINA" http://kryzysowaukraina.blox.pl

08:08, gosporosja
Link Dodaj komentarz »