Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
wtorek, 08 marca 2011

Cmentarz Katyński, fot. T. Kułakowski58 lat po śmierci Józefa Stalina władze na Kremlu coraz odważniej mówią o konieczności destalinizacji Rosji, usłanej "Katyniami" od Smoleńska po Władywostok. Ten proces potrwa wiele lat, ale jest konieczny, by wypełnić treścią ideologiczną pustkę Rosjan, którzy 20 lat po rozpadzie totalitarnego reżimu wciąż poszukują własnej tożsamości.

Kreml, 1 lutego 2011 roku. Dmitrij Miedwiediew wydaje dekret powołujący Radę Praw Człowieka i Społeczeństwa Obywatelskiego przy prezydencie. Rada przedstawia rosyjskiemu przywódcy projekt destalinizacji, desowietyzacji i dekomunizacji Rosji. Trwa żywiołowe spotkanie. Miedwiediew wsłuchuje się w głosy kilkudziesięciu ekspertów.

- Wszyscy musimy złożyć hołd milionom ofiar. Naród, który nie chce wiedzieć o istnieniu niezliczonych grobów swoich ojców i matek, nie może liczyć na szacunek do samego siebie i szacunek innych narodów. Jeśli rozpoczniemy realizację tego projektu, zacznie się wypełniać moralna próżnia, która zjada nasze społeczeństwo, prowadzi do jego barbaryzowania, w tym do wszechogarniającej korupcji i nihilizmu prawnego - mówi Siergiej Karaganow, szara eminencja na Kremlu, przewodniczący prezydenckiej Rady Polityki Zagranicznej i Obronności. Z jego ust padają ważne słowa: - Rosja to ogromny Katyń, z tysiącami grobów najlepszych obywateli ZSRR.

Dmitrij Miedwiediew potakuje. Przytacza sondaż, który wskazuje, że 26 procent Rosjan wciąż jest przekonanych, że zbrodnię katyńską popełnili hitlerowcy.

- To bardzo smutne, że co czwarty nasz obywatel uważa, wbrew dokumentom, a osobiście tę teczkę wyciągnąłem, że wina Rosjan to kłamstwo, by rzucić cień na naszą ojczyznę. Niestety, tak nie było. Dlaczego o tym mówię? Pracę odtajniania dokumentów trzeba kontynuować, prowadzić jak najaktywniej, nawet jeśli są to czarne karty naszej historii - mówi prezydent.

W podobnym tonie Miedwiediew wypowiadał się wielokrotnie, może nawet dziesiątki już razy. To on rozpoczął proces przewartościowania rosyjskiej polityki historycznej, która jeszcze przed obchodami 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte stała na stanowisku, że Stalin nie jest współwinny wybuchu wojny, a pakt Ribbentrop-Mołotow był wyłącznie dokumentem pokojowym.

Zaczęło się właśnie w Gdańsku w 2009 roku, gdzie premier Władimir Putin potępił pakt Ribbentrop-Mołotow i oddał hołd ofiarom II wojny światowej. Później nastąpiło "przyspieszenie" procesu żegnania się z Leninem i Stalinem i ważny gest premiera Rosji, który 7 kwietnia ubiegłego roku uklęknął w Katyniu przed mogiłami polskich oficerów. Rosjanie zaczęli myśleć: skoro zrobił to wywodzący się z KGB Putin, to dlaczego nie miałby uklęknąć przed milionami rosyjskich ofiar zbrodniczego reżimu?

Paradoksalnie, pomogła też katastrofa smoleńska, która otworzyła oczy rosyjskim masom na tę okrutną zbrodnię z 1940 roku. Nie minęły dwa tygodnie od tragedii samolotu, gdy Rosjanie zobaczyli w państwowej telewizji film "Katyń" Andrzeja Wajdy.

- Nigdy nie przypuszczałem, że dożyję dnia, w którym zrobię ten film, ani tym bardziej chwili, kiedy będzie on szeroko pokazywany w rosyjskiej telewizji. Nic tego nie zapowiadało, a wziął on udział w dyskusji o przyszłości Rosji, czego zupełnie już nie mogłem się spodziewać. Okazuje się, że trzeba długo żyć - mówi reżyser.

I tak, po wielu miesiącach przygotowań, 1 lutego br. ruszył projekt destalinizacji, będący wciąż w powijakach, ale mający za zadanie strącanie Stalina i podobnych mu zbrodniarzy z piedestału. W pierwszym etapie procesu będą stawiane pomniki ku czci ofiar zbrodni komunistycznych. Pojawią się w całej Rosji, ale dwa centralne powstaną w Lesie Kowalewskim pod Sankt Petersburgiem, gdzie bolszewicy w latach 1918-21 rozstrzelali kilka tysięcy ludzi, a także w stolicy nad kanałem łączącym rzekę Moskwę z Wołgą, przy budowie którego zginęły setki więźniów GUŁagu. Rada chce też stopniowo otwierać archiwa radzieckie, tak jak Miedwiediew uczynił to z dokumentami katyńskimi, publikując je w internecie. Do łask mają wrócić dawni więźniowie GUŁagu, którzy żyją w głębokiej frustracji, widząc swoich dawnych oprawców mających konkretne emerytury. Państwo ma docenić i dowartościować ofiary totalitarnego reżimu, podnosząc im na stare lata uposażenia.

Władze chcą też rozprawić się z Leninem. Jedna Rosja, partia władzy Władimira Putina, wzięła sobie za punkt honoru usunięcie zabalsamowanego ciała Władimira Iljicza z placu Czerwonego. W internecie wystartował sondaż: "Popiera Pan/Pani ideę pochowania ciała Lenina?". Gdy zaglądałem na stronę wczoraj, "tak" odpowiedziało 217 tysięcy osób spośród 320 tysięcy głosujących, czyli prawie 68 procent. Jednak wciąż co trzeci internauta chce pozostawienia Lenina w mauzoleum.

- Niestety, nic w Rosji nie jest nieodwracalne - mówi pół żartem o procesie destalinizacji prof. Adam Daniel Rotfeld, współprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych. - Ale mówiąc poważnie, jest to nowe zjawisko, związane z programem modernizacji, a także z dochodzeniem do władzy młodego pokolenia, które nie ma takich oporów wewnętrznych jak ich ojcowie, nie wspominając o dziadkach.

W noworocznych życzeniach do narodu Dmitrij Miedwiediew mówił: - Będziemy razem budować współczesną Rosję - silną, otwartą, przyjacielską. Rosja to młode państwo. W tym roku skończy 20 lat. Dla państwa to żaden wiek, ale dzieci urodzone w nowej Rosji są już dorosłe. Teraz od nich zależy, jakie będzie drugie dziesięciolecie XXI wieku.

Oglądający noworoczne orędzie prezydenta widzowie byli zdziwieni, że żyją w "młodym państwie". Ale nie wszyscy, bowiem coraz więcej Rosjan chce żyć w kraju Puszkina i Sołżenicyna, a nie Lenina i Stalina. Potomkowie ofiar i katów powoli dojrzewają do tego, by zrzucić balast tragicznej historii, przeklętego XX wieku, 70-letniej "wojny domowej".

Tomasz Kułakowski