Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
sobota, 21 listopada 2009

Putin na zjezdzie partiiPrezydent Rosji wezwał prorządową partię "Jedna Rosja"  do modernizacji i większej otwartości. Występując na zjeździe partii w  Petersburgu, Dmitrij Miedwiediew powiedział, że partia "Jedna Rosja" i rosyjscy politycy powinni nauczyć się zwyciężać "w otwartej walce".

Prezydent Miedwiediew podkreślił, że demokracja istnieje nie dla partii, lecz dla obywateli, a partie są po to, by naród mógł realizować swoje prawo do rządzenia. Jednak partia powinna być jedynie instrumentem, a nie celem - powiedział prezydent. Przypomniał, że "Jedna Rosja" jest partią rządzącą i obywatele mają prawo żądać od niej kontroli tego, co  dzieje się w kraju. "Kontrola jest u nas niewystarczająca. Obywatele mają prawo żądać konkretnych rezultatów" - powiedział Dmitrij Miedwiediew.

Obserwatorzy zwracają uwagę, że prezydent swoją wizję rosyjskiej demokracji przedstawił po niedawnych wyborach lokalnych, wygranych przez "Jedną Rosję", na czele której stoi premier Władimir Putin. Opozycja twierdziła, że był to efekt fałszerstw wyborczych. Jej protest został najwyraźniej usłyszany przez prezydenta, który daje obecnie do zrozumienia, że partia "Jedna Rosja" powinna nauczyć się zwyciężać "w otwartej walce".

Wcześniej premier Rosji Władimir Putin poparł apel prezydenta Dmitrija Miedwiediewa o gospodarczą modernizację kraju. W kongresie uczestniczy 600 delegatów i 2 tys. gości.

Źródło: IAR

"Partie są po to, by naród mógł realizować swoje prawo do rządzenia" - przesłanie Miedwiediewa stricte komunistyczne, a jego poglądy demokratyczne to tylko mydlenie oczu opinii publicznej na świecie. Bo przecież wiadome jest, że kraj jest kontrolowany w pełni przez Władimira Putina, lidera swojej ekipy i arbitrem przy wewnętrznych tarciach. Miedwiediew to tylko trybik całej machiny. Jednak wciąż nie wiadomo, na ile Dmitrij będzie w stanie usamodzielnić się, na co prawie wszyscy na Zachodzie liczą. Wykluczyć takiego scenariusza nie można, sprzyjać temu może kryzys gospodarczy, ale jeszcze długo to Putin będzie dyrygować kremlowską orkiestrą. Miedwiediew może jedynie grać w niej pierwsze skrzypce.

czwartek, 19 listopada 2009

Sąd Konstytucyjny Rosji przedłużył moratorium na wykonywanie kary śmierci do czasu ratyfikowania przez nią stosownego protokołu europejskiego bądź jej zniesienia.

Rosja przestała stosować karę śmierci po tym, kiedy w 1996 roku dołączyła do Rady Europy. Formalne moratorium, wprowadzone w 1999 roku, straciłoby swoją podstawę prawną 1 stycznia 2010 roku, kiedy to Czeczenia, jako ostatni region Rosji, wprowadzi instytucję przysięgłych. Władze Rosji zapewniają, że nie ma planów przywrócenia kary śmierci.

Zakaz kary śmierci w czasie pokoju wprowadzał protokół nr 6 Europejskiej Karty Praw Człowiek, przyjęty w 1963 roku. Protokół nr 13 z 2002 roku rozszerzał go również na okres wojny. Rosja go podpisała, ale jeszcze nie ratyfikowana.

Sąd Konstytucyjny Rosji 10 lat temu wprowadził pierwsze moratorium na stosowanie kary śmierci. Miało obowiązywać do czasu aż we wszystkich regionach Rosji zostanie wprowadzona w sądach instytucja Ławy Przysięgłych. Jako ostatnia wprowadzi od nowego roku Ławę Przysięgłych Czeczenia i formalnie kara śmierci znów mogłaby być stosowana.

Jednak decyzja Sądu Konstytucyjnego zapobiegnie temu. Moskwa wzięła na siebie obowiązek zrezygnowania ze stosowania kary śmierci w 1996 roku wraz z przystąpienie do Rady Europy.

Wcześniej wyraźne sygnały za zniesieniem kary śmierci wysłała administracja prezydenta Dmitrija Miedwiediewa.

Źródło: IAR, PAP

Tagi: polityka
13:25, gosporosja
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 listopada 2009

"List do Anny" to tytuł filmu o zamordowanej w 2006 roku rosyjskiej dziennikarce Annie Politkowskiej, który od środy pokazywany jest w kinach we Francji. Promocję filmu z udziałem syna dziennikarki, Ilii Politkowskiego, zorganizowała w środę w Parlamencie Europejskim w Brukseli frakcja Zielonych.

"To film, który pokazuje moją mamę nie tylko jako żołnierza wolności, ale też jako zwykłą mamę. Wywołuje on w nas wiele emocji" - powiedział na konferencji prasowej Ilja Politkowski. Konferencja odbyła się w sali prasowej PE im. Anny Politkowskiej. "Dziękuje Parlamentowi Europejskiemu. Takiej sali prasowej noszącej imię mojej mamy nie ma niestety w Rosji" - powiedział.

Film zrealizowany przez Erica Bergkrauta wchodzi w środę na ekrany około 100 francuskich kin. To dokument, który jest jednocześnie portretem dziennikarki i kroniką Rosji czasów Władimira Putina. Narratorem historii jest francuska gwiazda Catherine Deneuve.

Film, wyprodukowany w ubiegłym roku, jak dotąd nie był wyświetlany w Rosji. "Bardzo wątpię, by ten film został pokazany oficjalnie w Moskwie, ale może będzie pokazywany w małych kinach..." - wyznał w rozmowie z PAP Ilja Politkowski.

"Dotychczas był jeden pokaz w muzeum im. Sacharowa w Moskwie, a na swej stronie internetowej umieścił go dziennik +Nowaja Gazieta+. Bardzo zależy mi, by film pokazała rosyjska telewizja" - powiedział PAP Eric Bergkraut.

W promocji filmu w PE wzięli też udział adwokatka Politkowskiej Karina Moskalenko oraz zastępca redaktora naczelnego "Nowej Gaziety" Siergiej Sokołow. Oboje oskarżali władze w Rosji za brak postępów w śledztwie. Mordercy dziennikarki wciąż nie zostali ukarani.

Moskalenko i Sokołow przypomnieli, że oprócz Politkowskiej w Rosji w ostatnich latach zginęli także inni dziennikarze i obrońcy praw człowieka. "Za tymi morderstwami kryje się wola polityczna" - powiedział Sokołow.

By uhonorować obrońców praw człowieka w Rosji, Parlament Europejski przyznał tegoroczną nagrodę im. Sacharowa rosyjskiej organizacji Memoriał.

"Na nas spoczywa odpowiedzialność, by praca Anny Politkowskiej na rzecz praw człowieka w Rosji była kontynuowana. Niech życie Anny Politkowskiej będzie dla nas wskazówką" - powiedziała współprzewodnicząca frakcji Zielonych, niemiecka eurodeputowana Rebecca Harms.

Źródło: PAP

czwartek, 12 listopada 2009

PEKtóry to już raz Parlament Europejski wezwał władze w Moskwie, by respektowały zasady państwa prawa i ścigały zabójców obrońców praw człowieka. Zaapelował też o otwarcie rosyjskiego rynku energetycznego dla unijnych firm.

Europosłowie przyjęli taką rezolucję przed zaplanowanym na przyszły tydzień szczytem Unia Europejska-Rosja. W ostatnim momencie deputowani wprowadzili zmiany, które zaostrzyły ton dokumentu. Projekt rezolucji bardzo ogólnie mówił o kwestiach dotyczących praw człowieka postulując, by był to jeden z tematów szczytu. Po wprowadzeniu poprawek w rezolucji znalazło się potępienie brutalnych mordów obrońców praw człowieka i apel, by Moskwa położyła kres bezkarności sprawców. Deputowani wezwali rosyjskie władze, by nie wykorzystywały wymiaru sprawiedliwości do celów politycznych, i upomnieli się o wolność prasy.

Jeśli chodzi o sprawy energetyczne, to europosłowie domagają się, by unijni inwestorzy mieli dostęp do rosyjskich surowców i sieci przesyłowych. Wprowadzona została też poprawka dotycząca wspólnych projektów energetycznych. Deputowani zaapelowali, by połączenia między Rosją a Unią Europejską przynosiły obopólne korzyści i minimalizowały koszty ekonomiczne i ekologiczne. Choć nie padają słowa "Gazociąg Północny", to poprawka dotyczy właśnie tej inwestycji, łączącej Rosję z Niemcami, a omijającej Polskę.

Źródło: IAR

Prezydent Dmitrij Miedwiediew w dorocznym orędziu powiedział, że Rosji XXI wieku potrzebna jest kompleksowa modernizacja. Przemawiając przed Zgromadzeniem Federalnym - połączonymi izbami rosyjskiego parlamentu - Dmitrij Miedwiediew podkreślił, że modernizacja obejmie wiele sfer życia.
Prezydent zwrócił uwagę, że Rosja "to, co teraz ma" dostała w spuściźnie po rozpadzie Zwiazku Radzieckiego. Jednak - zdaniem Miedwiediewa - kryzys światowy wykazał potrzebę modernizacji gospodarki. W Rosji spadek gospodarczy jest większy niż w innych krajach - podkreślił Miedwiediew. Gospodarka Rosji jest nadal uzależniona od eksportu surowców naturalnych, a rosyjskie produkty przemysłowe są niskiej jakosci. Dlatego Miedwiediew ogłosił czas modernizacji Rosji, opartej na zasadach demokratycznych. Prezydent Rosji zapowiedział, że Moskwa będzie prowadzić mądrą politykę zagraniczną, opartą na pragmatyzmie.

Źródło: IAR

Można boki rwać z tych ambitnych planów. Od 10 lat Putin mówi podobne rzeczy, a "czas modernizacji opartej na zasadach demokratycznych" jest niczym innym, jak pustym frazesem. Fakt, że rosyjska gospodarka tonie, co najlepiej widać na kilkudziesięciuprocentowych spadkach przychodów Gazpromu, skłania rosyjskie elity do myślenia. Jednak obawiam się, że kryzys nie podtopi reżimu, a nawet nie doprowadzi do żadnego tąpnięcia, na co "liczymy" na Zachodzie. Rosja przetrwa kryzys, koniunktura za parę lat wróci, zaś elita putinowska jeszcze bardziej skonsoliduje się i - w dobie kryzysu, nie będzie prowadzić pragmatycznej polityki zagranicznej. Będzie to polityka ekonomicznego szantażu, czego najlepszym przykładem relacje Moskwy ze wszystkimi (prawie) sąsiadami.


poniedziałek, 09 listopada 2009

Główna Prokuratura Wojskowa Rosji odrzuciła kolejne wnioski rodzin ofiar mordu katyńskiego o odtajnienie akt śledztwa katyńskiego i rehabilitację pomordowanych. Decyzja Prokuratury została podjęta w ostatnich tygodniach, a więc już po wizycie w Polsce premiera Władimira Putina.
Były polski minister spraw zagranicznych Adam Daniel Rotfeld po posiedzeniu w Moskwie Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych powiedział, że od dziennikarzy dowiedział się o odrzuceniu przez Główną Prokuraturę Wojskową nowych wniosków o rehablitację. Podkreślił, że jego stosunek do działań tej prokuratury jest jednoznaczny. "Jest to działanie zatruwające stosunki polsko-rosyjskie. To lekceważenie prawdy historycznej z jednej strony, a z drugiej- obraza dla tych ludzi, których najbliżsi zostali zamordowani w Katyniu" - powiedział Adam Daniel Rotfeld, który jest współprzewodniczącym Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych.
Obecnie rodziny, których wnioski o rehabilitację zostały odrzucone przez Główną Prokuraturę Wojskową Rosji, mogą wnieść skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Wcześniej Główna Prokuratura Wojskowa Rosji odrzuciła wnioski o rehabilitację co najmniej 10 ofiar mordu w Katyniu.

Źródło: IAR

Tagi: Katyń
23:34, gosporosja
Link Dodaj komentarz »

Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa aresztowała w ostatnich dniach dwie osoby podejrzane o zabójstwo adwokata Stanisława Markiełowa i dziennikarki Anastazji Baburowej. Poinformował o tym szef FSB w trakcie spotkania z prezydentem Rosji.
Podejrzani to członkowie nacjonalistycznej organizacji o nazwie "Zjednoczona Brygada 88", 29-letni Nikita i 24-letnia Jewgienija.
Rosyjskie media sugerują, że powodem zabójstwa adwokata Markiełowa była chęć zemsty. Prawnik występował bowiem w sądzie jako obrońca osób poszkodowanych przez nacjonalistów. Markiełow został zastrzelony 19 stycznia w centrum Moskwy. Idąca z nim dziennikarka niezależnej "Nowej Gaziety" doznała obrażeń i później zmarła w szpitalu.

Źródło: IAR

15:55, gosporosja
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 listopada 2009

Z Andriejem Lipskim, zastępcą redaktora naczelnego opozycyjnej „Nowej Gaziety”, rozmawia Tomasz Kułakowski

- TOMASZ KUŁAKOWSKI: Mijają kolejne lata od śmierci Anny Politkowskiej i wciąż nie wiadomo, kto i dlaczego zabił waszą dziennikarkę. „Nowaja Gazieta” obiecała, że przeprowadzi dziennikarskie śledztwo w tej sprawie i nie wyszło…
Andriej Lipski, fot. T. Kułakowski- ANDRIEJ LIPSKI: Nie do końca nie wiadomo, kto i dlaczego zabił. Po prostu nie chcemy podejmować własnych kroków, lecz działamy razem z wymiarem sprawiedliwości. Ta współpraca nie jest idealna, bo my pomagamy im, a w drugą stronę to nie działa. W pierwszym procesie sąd i prokuratura próbowały dowiedzieć się jak najwięcej na temat zabójstwa Politkowskiej, ale śledztwu stale ktoś przeszkadzał. To ludzie ze struktur siłowych, takich jak Federalna Służba Bezpieczeństwa, czy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. To oni wypuszczali przecieki utrudniające śledztwo, bo są zamieszani w przygotowanie zabójstwa.
W „Nowej Gaziecie” jesteśmy zdania, że morderstwo Anny nie było polityczną decyzją. Raczej ten mord jest wynikiem działalności kryminału i oficerów służb siłowych, którzy w ten sposób zarabiają na życie - wykorzystując kontakty na wszystkich szczeblach władzy, swoich agentów itp. Dobrze wiemy, kto 7 października 2006 roku na ulicy Leśnej w Moskwie pociągnął za cyngiel. Mieliśmy wiedzę, gdzie ten człowiek mieszkał, kiedy wyjechał z Rosji. Jednak ani jego, ani zleceniodawców morderstwa nie było na ławie oskarżonych podczas pierwszego procesu i dlatego nic z niego nie wyniknęło. Schwytano pośredników zamieszanych w organizację zbrodni, my zaś potrzebujemy osoby pierwszoplanowe. Oby kolejny proces ujawnił, kim byli bezpośredni wykonawca i zleceniodawca.
- Kim są ci ludzie?
- Nie powiem, ponieważ nie chce być jak funkcjonariusze FSB czy MSW, którzy za dużo w tej sprawie mówili.
- Ale dokąd prowadzą ślady? Do Czeczenii i jej autorytarnego prezydenta Ramzana Kadyrowa?
- Ślady prowadzą do różnych miejsc… W całej sprawie łączą się interesy wielu osób, polityków z południa Rosji, zwykłych bandytów i funkcjonariuszy struktur siłowych. Ci ludzie być może zrobili to dla pieniędzy, być może realizowali odgórne polecenia. Nowe śledztwo musi to wyjaśnić.
- Wymiar sprawiedliwości robi wszystko, by nie dotrzeć do prawdy.
- Z nową grupą śledczą mamy dobre stosunki. Wydaje się, że oni naprawdę chcą znaleźć sprawców. Ta machina jest bardzo rozbudowana. Nie wiadomo, co jest na górze hierarchii. Będziemy współpracować z wymiarem sprawiedliwości tak długo, dopóki wszystko będzie zmierzać w pozytywnym kierunku. Nawet nowy prezydent Dmitrij Miedwiediew wykazał potrzebę złapania morderców.
- To może potrwać kolejne lata.
- To prawda. Niestety, tego rodzaju przestępstwa na całym świecie są bardzo trudne do rozwiązania. Do dziś nie wiadomo na przykład, dlaczego w 1986 roku zastrzelono szwedzkiego polityka Svena Olafa Palme.
- Ale pan wie, kto zlecił zabójstwo Politkowskiej, tylko nie chce powiedzieć, dopóki nie ujawni tego sąd?
- Nie możemy na ten temat za dużo mówić. Chcemy normalnego procesu. Powinniśmy milczeć, by nie dawać argumentów drugiej stronie.
- Jaką koleżanką była Politkowska?
- Sama stworzyła swoją biografię. Nie potrafiła oddzielić życia osobistego od zawodu. A w tym fachu przede wszystkim broniła ludzi. Miała misję, dziesiątki osób przychodziły do niej każdego dnia. To byli ludzie, którzy stracili całkowite nadzieje na odnalezienie zaginionych bliskich, bezradni na zniknięcia dzieci, rodaków, tortury, zabójstwa. Anna przyjmowała ich w redakcji i nie mogła pracować. Dlatego z czasem przysyłała materiały z domu. To była dziwna rola dziennikarska, a do tego Politkowska miała charakter. Nie zawsze układała sobie „słodkie” relacje z redakcją, ale wypracowała solidną pozycję.
- Politkowska to nie jedyna wasza ofiara. W styczniu u boku adwokata Stanisława Markiełowa zginęła 25-letnia dziennikarka Anastazja Baburowa.
- Baburowa była czwartym zamordowanym dziennikarzem „Nowej Gaziety”. To obłęd. Nastia nie zdążyła nawet popracować w redakcji, dopiero zaczynała dziennikarski fach. Amerykański Komitet Obrony Dziennikarzy zaprezentował niedawno raport, według którego od 2000 r. w Rosji zabito siedemnastu dziennikarzy. Pod tym względem jesteśmy po Iraku drugim krajem na świecie. A do ilu pobić i innego rodzaju zastraszeń dochodzi każdego dnia? To nienormalne. Nie chroni nas państwo. Jesteśmy kozłami ofiarnymi, nikt nas nie lubi, a przede wszystkim władze na wszystkich szczeblach. Bije nas milicja i OMON, służby tak interpretują prawo, że za byle co mogą wsadzić nas za kratki.
- Dużo jest przypadków zastraszania dziennikarzy „Nowej Gaziety”?
- Na pewno nie jest tak, że cały czas ktoś nas zastrasza. Ale przy okazji ujawniania przez nas skandali korupcyjnych, zdarzają się pogróżki. Wówczas zgłaszamy się do milicji lub prokuratury i te organy nawet czasem reagują.
- Boi się pan?
- Każdy normalny człowiek się boi. Jeżeli miałbym pracować bez strachu, to nie w tym zawodzie. Bo jego celem jest poszukiwanie prawdy i przekazywanie jej opinii publicznej.
- Politkowska opisywała, jak zmienia się Rosja za czasów Putina. Między innymi w „Udręczonej Rosji”  pisała o końcu parlamentarnej opozycji, odwrocie w budowie demokracji, itp. Jak, pana zdaniem, zmieniła się Rosja w ciągu dekady rządów Władimira Putina?
Andriej Lipski, fot. T. Kułakowski- Okres jego rządów niewiele różni się od tego, co było przedtem. Po rozpadzie ZSRR w Rosji mieliśmy do czynienia jedynie z próbą budowy demokracji, co szło i idzie topornie. Nie tylko z powodu takiej czy innej władzy, ale też ludzi, którzy przeżyli ciężki szok w latach 90. Społeczeństwo chciało spokoju i dlatego zgodziło się na stabilizację, którą zaoferował Putin. Jej ceną jest ograniczenie tych praw, z których jeszcze nie mogliśmy korzystać, i do których jeszcze nie dojrzeliśmy. Zaś kiedy władza mówi, że mamy taką demokrację, bo ludzie nie dojrzeli do innej, to ja pytam, kiedy mieli dojrzeć, gdy wy jeszcze bardziej ograniczacie nasze prawa? Nasze instytucje demokratyczne są dekoracją w teatrze, a dekada rządów Putina to bez wątpienia krok wstecz w budowie demokracji. 
- Co musiałoby się wydarzyć, by w Rosji doszło do zmian? Społeczeństwo godzi się na zaciskanie pasa przez władzę.
- Przede wszystkim potrzebujemy czasu. Na pewno jednak okres rewolucji i zmian odgórnych minął. Ekipa Putina zrobiła państwo pod siebie. A zmiany wyjdą od społeczeństwa. My musimy kreować oddolne inicjatywy i budować demokratyczną infrastrukturę.
- Politkowska pisała, że rosyjska rewolucja, jeśli do niej dojdzie, będzie czerwona. „Bo raz, że znowu poprowadzą ją komuniści, a dwa, że będzie krwawa”.
- Nie wierzę w rewolucję czerwoną, brunatną, ani kolorową. Musiałyby powstać sytuacje socjalne absolutnie nie do zniesienia. Rosjanie są zmęczeni ciągłymi zmianami społecznymi, politycznymi, geopolitycznymi itd. Oni chcą po prostu urządzić swoje życie, zarabiać, zaadaptować się do reżimu, co w Rosji zawsze było najważniejsze. A sam reżim nie jest krwawy, lecz „wegetariański”. To nie totalitaryzm, lecz raczej słaby autorytaryzm, który opiera się na tym, że masa załatwia swoje prywatne interesy i nie rwie się do polityki. Ale to się może zmienić i wtedy władza będzie musiała się liczyć ze społeczeństwem.
- Czyli jest pan optymistą?
- Optymistą w perspektywie historycznej.
- Coś się w Rosji wydarzy, ale nie wiadomo kiedy?
- Tak właśnie uważam.

Rozmawiał w Moskwie: TOMASZ KUŁAKOWSKI. Wywiad ukazał się w krakowskim "Dzienniku Polskim" w sobotę, 31 października 2009.