Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
czwartek, 10 lutego 2011

Ambasador Rosji w Warszawie zapowiedział rehabilitację prawną polskich oficerów rozstrzelanych wiosną 1940 roku w Katyniu. Tę deklarację można odczytywać jako wręczenie cukierka – na osłodę po gorzkim i zatruwającym stosunki polsko-rosyjskie raporcie MAK o katastrofie pod Smoleńskiem.

Cmentarz katyński, fot. T. Kułakowski

Aleksander Aleksiejew w wywiadzie dla rosyjskiej agencji informacyjnej Interfax powiedział, że poszukiwane są możliwości prawne dla przeprowadzenia rehabilitacji. Później spotkał się z polskimi dziennikarzami, by rozwinąć temat. Zapowiedział, że rehabilitacja będzie stricte prawna, zaś każdy z zamordowanych oficerów będzie zrehabilitowany imiennie. - To nie jest kwestia politycznej, lecz prawnej rehabilitacji, ponieważ wszystkie polityczne decyzje w tej sprawie zostały już podjęte – powiedział dyplomata.

Nie wiadomo dokładnie, jak rehabilitacja ma być przeprowadzona. Ambasador tłumaczył, że są dwie możliwości: wniesienie zmian do rosyjskiej ustawy o rehabilitacji ofiar represji politycznych albo wydanie dekretu prezydenta Rosji o rehabilitacji ofiar katyńskich. Nad tymi rozwiązaniami pracują rosyjscy prawnicy. Bardziej prawdopodobna jest druga możliwość.

Wydaje się bowiem, że Rosjanie zrobią wszystko, by pokazać, że prezydentowi Dmitrijowi Miedwiediewowi faktycznie zależy na rozliczeniu stalinowskiej przeszłości, w tym zbrodni katyńskiej. Dekret prezydenta rehabilitujący polskich jeńców zamordowanych strzałem w tył głowy w 1940 roku zamknie usta politykom w Polsce, a Katynia nikt nie będzie już wypominał. – Nie jesteśmy zainteresowani przedłużaniem sprawy, tylko tym, by sprawa Katynia jak najszybciej wyszła z politycznego obrotu, przestała być punktem obrad w dwustronnym dialogu – podkreślił Aleksiejew, zapewniając, że koniunktura polityczna nie zatrzyma, ani nie przyhamuje tego procesu.

Prezydent stara się rozliczyć cały okres stalinizmu. Przecież etniczni Rosjanie to obok Ukraińców najliczniejsza grupa ofiar, a ich „Katynie” są rozsiane po całej Federacji Rosyjskiej.

Wierzę w szczerość intencji Miedwiediewa. Często wracam do wywiadu, jakiego udzielił dziennikowi "Izwiestia" w maju ubiegłego roku, tuż przed 65. rocznicą zakończenia II wojny światowej. - Stalin dopuścił się ogromnej liczby przestępstw przeciwko narodowi. Nieważne, że dużo pracował, że państwo osiągało sukcesy. To, co uczynił swoim obywatelom, nie może zostać wybaczone – powiedział Miedwiediew, nazywając ZSRR państwem totalitarnym. Gdy wywiad czytali przeciętni Rosjanie, rosyjski przywódca przekazał na Kremlu pełniącemu wówczas obowiązki prezydenta Bronisławowi Komorowskiemu pierwszą partię dokumentów ze śledztwa katyńskiego, które w latach 1990-2004 prowadziła Główna Prokuratura Wojskowa w Moskwie. To było przełomowe wydarzenie, niespełna miesiąc po katastrofie, która – przynajmniej na początku - połączyła oba narody i zbliżyła do siebie, również elity polityczne.

Problem polega jednak na tym, że Miedwiediew jest tylko formalnie pierwszą osobą w państwie. Rosją rządzi elita pod przywództwem premiera Władimira Putina, która za punkt honoru stawia sobie obronę "prestiżu" Rosji jako spadkobierczyni ZSRR. Co prawda, to Putin jest pomysłodawcą rozwiązania problemu Katynia, ale w sposób najmniej "bolesny" dla Rosji. Elita boi się precedensu w postaci roszczeń odszkodowawczych po rehabilitacji prawnej. Gdyby rodziny wszystkich ofiar stalinowskich represji wystąpiły z żądaniami zadośćuczynienia finansowego, państwo rosyjskie niechybnie zbankrutowałoby. Poza tym, kultywowana przez Kreml idea państwa-mocarstwa mówi, że to ono jest najwyższą wartością, a nie człowiek, dlatego trzeba je chronić. Uznanie Katynia za ludobójstwo czy chociażby zbrodnię przeciwko ludzkości byłoby przyznaniem się do winy i wzięciem na siebie odpowiedzialności za zbrodnie stalinowskie. A tego nie należy oczekiwać od elity, wywodzącej się w znacznej mierze z KGB, będącego następcą NKWD.

Dlatego też, o czym mówi się w kuluarach dyplomatycznych, zapowiadana rehabilitacja będzie miała zapewne charakter umowny - w oparciu o dekret prezydenta. Nie można przecież zrehabilitować osób, które nie były skazane przez sąd. Pamiętajmy, że w przypadku polskich jeńców wojennych nie było wyroku organów śledczych czy państwowych, tylko rozkaz Stalina wydany oprawcom z NKWD.

Rosja jednak chce rozsupłać "węzeł katyński" – tak, by kwestia ta nie stawała już na agendzie rozmów polsko-rosyjskich. Tym bardziej nie dziwi zapowiedź rehabilitacji, którą można oceniać jako osłodę po skandalicznym raporcie Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego w Moskwie (MAK), który winą za katastrofę obarczył w 100 proc. stronę polską.

Część rodzin katyńskich z ulgą przyjęła deklarację rehabilitacji, inni potomkowie pomordowanych oficerów są bardziej wstrzemięźliwi, podobnie jak MSZ. Rzecznik resortu dyplomacji Marcin Bosacki powiedział tylko, że deklaracja cieszy, ale Polska oczekuje konkretnych działań.

I należy oczekiwać dalszych kroków rosyjskich władz, podejmowanych przez pomysłodawcę całkowitego rozwiązania kwestii Katynia Władimira Putina oraz wykonawcę tej idei Dmitrija Miedwiediewa. Odtajniane są kolejne dokumenty ze śledztwa katyńskiego. W naszych archiwach jest już 137 ze 183 tomów akt. Niewykluczone, że podczas 71. rocznicy katyńskiej i pierwszej rocznicy smoleńskiej, rosyjskie władze przekażą wszystkie materiały, choć odbędzie się to zapewne bez rozgłosu, w zaciszu kremlowskich gabinetów.

Zwolennicy zbliżenia polsko-rosyjskiego mówią, że Rosja jest jak gigantyczny tankowiec, który potrzebuje sporo czasu, by wykonać jakikolwiek ruch.

- Ten proces będzie ewoluował, ale jego finał to dosyć odległa przyszłość. Mamy mniej szczęścia niż Niemcy, ponieważ im do rozliczenia nazizmu pomogło konkretne wydarzenie, czyli porażka w II wojnie światowej – mówił mi podczas jednego z moich pobytów w Moskwie Aleksander Gurjanow, działacz rosyjskiego "Memoriału", organizacji badającej zbrodnie stalinowskie.

Rosjanie w sprawie Katynia mają jeszcze wiele do zrobienia, by wspomnieć ustalenie tzw. białoruskiej listy katyńskiej z 3 tys. nazwisk. Ale postępująca demilitaryzacja stosunków polsko-rosyjskich daje nadzieję, że "węzeł katyński" będzie w końcu rozsupłany.

Tomasz Kułakowski