Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
RSS
czwartek, 28 stycznia 2010

Prasa rosyjskaRosyjski dziennik "Komsomolskaja Prawda" pisze, że cały świat uczcił wczoraj 65 rocznicę wyzwolenia najbardziej zanego obozu koncentracyjnego - Auschwitz. Gazeta twierdzi, że nieprzyzwoici politycy na Zachodze od lat wykorzystują tę datę, aby wymazać Związek Radziecki i Rosję z historii drugiej wojny światowej.

"Komsomolskaja Prawda" pisze, że według ocen, które można usłyszeć z kuluarów i trybun Parlamentu Europejskiego, "nastał czas, aby postawić znak równości między totalitarną Trzecią Rzeszą i Związkiem Radzieckim". Cytuje w tym kontekście słowa przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka, zaznaczając, że jest on Polakiem. Według gazety, Buzek powiedział wczoraj w Operze Krakowskiej, że Armia Czerwona była armią państwa totalitarnego i nie dała Polsce wolności.

Tymczasem "Niezawisimaja Gazieta" pisze, że błędem było, iż na uroczystości do Polski nie pojechał prezydent Dmitrij Miedwiediew. Dziennik zwraca uwagę, że cały świat jest wdzięczny radzieckim żołnierzom za to, że wyzwolili Auschwitz. "Gdy rosyjski prezydent ignoruje tę rocznicę, to powstają wątpliwości, czy dla naszego państwa ma to jakieś znaczenie" - podkreśla "Niezawisimaja Gazieta".

Wczoraj rosyjski minister edukacji Andriej Fursenko przekazał przesłanie premiera Władimira Putina. Napisano w nim, że apatia, obojętność i zapominanie o własnej historii prowadzą do wielkich tragedii. Jak podkreślił, wszyscy żyjący powinni czynić starania, aby nigdy nie dopuścić do powtórzenia się tragedii takiej jak Auschwitz.

Źródło: IAR

środa, 27 stycznia 2010

Nie ustają domysły, dlaczego Dmitrija Miedwiediewa nie ma dziś na obchodach 65. rocznicy wyzwolenia Auschwitz.

Rano w "Trójce" prezydencki minister Mariusz Handzlik nie zgodził się z zarzutami, że brak Dmitrija Miedwiediewa na uroczystościach to porażka we wzajemnych stosunkach. Dodał, że strona polska wiedziała o możliwym odrzuceniu zaproszenia, ale chciała wykonać w kierunku Rosji przyjazny gest. Jak powiedział Handzlik, strona polska wcześniej wiedziała, że Miedwiediew nie przyjedzie. Nie wytłumaczył jednak, skąd ta wiedza pochodzi.

Wczoraj w wywiadzie dla rosyjskiego radia Ałła Gerber, prezydent Rosyjskiej Fundacji "Holocaust", powiedziała, że udział Dmitrija Miedwiediewa w uroczystościach w Auschwitz byłby bardzo ważny. W wywiadzie dla rozgłośni radiowej "Gołos Rosiji" wyraziła żal, że rosyjskiego prezydenta tam nie będzie.
Na obchodach 65. rocznicy wyzwolenia przez Armię Czerwoną hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz stronę rosyjską reprezentuje minister edukacji i nauki Andriej Frusenko. Rosyjski prezydent nie mógł wziąć osobistego udziału w uroczystościach ze względu na dawno zaplanowane obowiązki. Nadesłał list w tej sprawie do Lecha Kaczyńskiego, który wysłał mu zaproszenie.

Prezydent Lech Kaczyński wysłał zaproszenie do Dmitrija Miedwiediewa dopiero w grudniu. Kancelaria Prezydenta tłumaczyła tak późne zaproszenie kwestiami protokołu dyplomatycznego. Uroczystości organizuje bowiem rada pod przewodnictwem profesora Władysława Bartoszewskiego i to ona zaprosiła do udziału w obchodach prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dopiero, gdy to nastąpiło, polski prezydent mógł zaprosić przywódcę Rosji.

Opóźnienie to skrytykowała opozycja. Według Jerzego Szmajdzińskiego z SLD w sprawie zapraszania Miedwiediewa doszło do braku elementarnej koordynacji naszej dyplomacji. Przede wszystkim zaproszenie zostało wysłane za późno. - Na 60. rocznicę wyzwolenia obozu w Auschwitz był prezydent Putin i było wiadomo, że to od niego trzeba zacząć zapraszanie gości, (..) bo to Rosjanie ten obóz wyzwolili. więc jeśli ktoś zaprasza w grudniu, to nie mógł się spodziewać żadnej pozytywnej reakcji - mówił Szmajdziński kilka dni temu w "Trójce". - Nie zgadzam się z marszałkiem Szmajdzińskim. Rozmowy kanałami dyplomatycznymi były toczone wcześniej - odpowiedział mu wówczas Paweł Wypych.

Ja rozmawiałem na ten temat z ekspertami w Polsce.

Adam Eberhardt z Ośrodka Studiów Wschodnich uważa, że nieobecność prezydenta Rosji na obchodach 65-tej rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau nie jest demonstracją, ani nieprzyjaznym gestem. Adam Eberhardt powiedział IAR, że obchody rocznicy wyzwolenia Auschwitz mają charakter europejski i nie wpisują się w relacje poszczególnych państw z Polską.
Wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich zauważa, że nieobecność Miedwiediewa może mieć związek z tak zwaną "dyplomatyczną kurtuazją". Podkreśla jednak, że Rosja ma inne priorytety polityki historycznej na ten rok. Między innymi w maju odbędą się w Moskwie uroczystości 65. rocznicy zakończenia II wojny światowej.

Profesor Wojciech Materski ocenia, że Kancelaria Prezydenta wysłała zaproszenie zbyt późno. Jego zdaniem, zaproszeń wysłanych miesiąc przed uroczystościami z reguły się nie przyjmuje. W opinii Wojciecha Materskiego, Kancelaria Prezydenta mogła uruchomić kanały dyplomatyczne, by nieformalnie dowiedzieć się, czy Miedwiediew przyjedzie i dopiero wówczas wystąpić z oficjalnym zaproszeniem.
 Historyk podkreśla, że Polska i Rosja nie porozumiały się również w sprawie wspólnej ekspozycji historycznej. Chodzi o umieszczenie w ekspozycji rosyjskiej ziem wschodnich ziem drugiej Rzeczpospolitej jako tymczasowo włączonych do Polski. Dla Warszawy taka interpretacja jest nie do przyjęcia.

Źródło: własne, IAR, PAP

niedziela, 24 stycznia 2010

Mieszkańcy TomskaDwustu mieszkańców Tomska na Syberii protestuje przeciwko brutalności miejscowej milicji. W rękach trzymają plakaty "milicyjne bezprawie gorsze od bandyckiego". Dwa tygodnie temu jeden z funkcjonariuszy pobił w izbie wytrzeźwień lokalnego dziennikarza Konstantina Popowa. Mężczyzna zmarł, a jego śmierć wywołała powszechne oburzenie. Zdymisjowany został dowódca milicji obwodu tomskiego oraz szef izby wytrzeźwień.

Rosyjska milicja w ostatnim czasie przeżywa falę krytyki z powodu ujawnionych przypadków nadużyć. Pojawiły się głosy nawołujące do reformy milicji i zmiany jej nazwy na "policję".

Źródło: IAR, Newsru.com

sobota, 23 stycznia 2010

Rosyjski policjant, który publicznie oskarżył swoich zwierzchników o korupcję, został aresztowany pod zarzutem obrazy urzędników państwowych. Aleksy Dymowski pracował w Nowosybirsku jako przedstawiciel ministerstwa spraw wewnętrznych. W listopadzie umieścił w internecie film dokumentujący korupcję jego przełożonych. Dymowski informował, że traktowali oni swoich pracowników "jak bydło". Domagał się też spotkania w tej sprawie z premierem Władimirem Putinem.

W grudniu miejscowe władze ogłosiły, że trwa śledztwo w sprawie domniemanego oszustwa, którego dopuścił się Dymowski i obrazy urzędników państwowych. Za to przestępstwo grozi do 6 lat więzienia.

Po aresztowaniu Dymowskiego jego obrońcy opublikowali w internecie wiadomość, którą napisał. Mężczyzna poinformował, że został oskarżony o defraudację 24 tysięcy rubli (800 dolarów) w ciągu ostatnich czterech lat. Aleksy Dymowski napisał, ze zarzuty pod jego adresem postawiono na polityczne zamówienie.

Źródło: IAR

10:08, gosporosja
Link Komentarze (3) »
wtorek, 19 stycznia 2010

Baburowa  i MarkiełowMija pierwsza rocznica śmierci rosyjskiego obrońcy praw człowieka Stanisława Markiełowa. 34-letni adwokat został zastrzelony w biały dzień w centrum Moskwy 19 stycznia 2009 roku. Do dziś nie wiadomo, kto odpowiada za zlecenie tego zabójstwa.
Rozmawiałem o Markiełowie z Ludmiłą Aleksiejewą. Szefowa Moskiewskiej Grupy Helsińskiej wspomina, że przez kilkanaście lat współpracowała z młodym adwokatem. Aleksiejewa nie ma wątpliwości: Stanisław Markiełow zginął za to, co robił. A tropił nadużycia władzy przez urzędników i siły bezpieczeństwa. Bronił Czeczenów, osób prześladowanych przez milicję, a także dziennikarzy.
Markiełow prowadził między innymi głośną sprawę zgwałconej i zamordowanej w 2000 roku przez pułkownika armii rosyjskiej Jurija Budanowa 18-letniej Czeczenki. Adwokata zastrzelono cztery dni po wypuszczeniu Budanowa z więzienia. Wraz z nim zginęła dziennikarka opozycyjnej "Nowej Gaziety" Anastazja Baburowa.

O zabójstwo Markiełowa podejrzewa się członków nacjonalistycznej organizacji o nazwie "Zjednoczona Brygada 88". Rosyjskie media sugerują, że powodem zabójstwa adwokata Markiełowa była chęć zemsty. Prawnik występował bowiem w sądzie jako obrońca osób poszkodowanych przez nacjonalistów.

Stanisław Markiełow został zamordowany w poniedziałek, 19 stycznia. Wychodził z konferencji prasowej, podczas której zapowiedzał, że zaskarży do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu decyzję o przedterminowym zwolnieniu Budanowa. Prawnik prowadził głośną sprawę zgwałconej i zamordowanej w 2000 roku przez pułkownika armii rosyjskiej Jurija Budanowa 18-letniej Czeczenki. Sprawa Budanowa - najwyższego rangą rosyjskiego wojskowego skazanego za zbrodnie w Czeczenii - stała się kolejnym symbolem łamania praw człowieka przez rosyjską armię w tej kaukaskiej republice podczas dwóch wojen.

Markiełow był również adwokatem Michaiła Biekietowa, dziennikarza z podmoskiewskich Chimek, brutalnie pobitego w listopadzie ubiegłego roku. Biekietow, redaktor "Chimkinskiej Prawdy", ze względów ekologicznych występował przeciwko jednemu z wariantów poszerzenia trasy wylotowej z Moskwy do Petersburga, forsowanemu przez lokalne władze.

Mamy zatem do czynienie z kolejnym politycznym zabójstwem, podobnym do morderstwa Anny Politkowskiej. Ktoś gdzieś nawet napisał, że było wykonane w moskiewskim stylu, czyli w biały dzień, w centrum stolicy, w odległości od Kremla. Krystyna Kurczab-Redlich powiedziała mi, że śmierć Markiełowa nie uciszy adwokatów zajmujących się niewygodnymi dla Kremla sprawami. Jej zdaniem, decydując się na pracę adkowata, liczą się oni z tragicznymi konsekwencjami. Jednak ich liczba systematycznie spada, co nietrudno zauważyć. Podobnie jak z dziennikarzami, choć wciąż jest takich, którzy podejmują śledztwa w bardzo ryzykownych sprawach - struktury siłowe, elity władzy, itd.

Pytanie, co dalej. Nie mam wątpliwości, że sprawa Markiełowa nie zostanie wyjaśniona, podobnie jak Anny Politkowskiej, zastrzelonej w październiku 2006 roku. Już widać, że milicja zaciera ślady. Może znawet złapią bezpośrednich wykonawców, lecz z pewnością nie uda się wskazać zleceniodawców. A może, tak jak w przypadku Anny, zleceniodawcą równiż będzie Bierezowski lub jakiś inny "zagraniczny wróg Rosji. Eksperci nie wykluczają, że sprawy zabójstwa Politkowskiej i Markiełowa są ścisle powiązane i były inspirowane na Kremlu, który za wszelką cenę pragnie wyciszać przekaz medialny dotyczący nadużyć służb mundurowych. Taka śmierć jest na rękę i władzom, i nacjonalistom i społeczeństwu.Władze przyzwalają na działalność nacjonalistów, którzy stali się zupełnie bezkarni i w Moskwie, Sankt Petersburgu czy Woroneżu zbierają krawe żniwo. Rosja brunatnieje. Społeczeństwo woli przekierować swoją uwagę z problemów gospodarczych na głośne akty zbrodni, zaś państwo może się wykazać, karając fikcyjnych sprawców. Rosyjskie grupy nacjonalistyczne nie działają w próżni

Według nieoficjalnych informacji, w 2007 roku w atakach neofaszystów w Rosji zginęły 74 osoby, a w pierwszej połowie 2008 roku doszło do 72 zabójstw.

Doktor Włodzimierz Marciniak z Polskiej Akademii Nauk jest przekonany, że ktoś we władzach politycznych inspirował zabójstwo Markiełowa. Zdaniem politologa sprawa ta grozi też poważnymi konksekewncjami, łącznie z aktualizacją konfliktu o Czeczenię. Nie wiadomo, jakie siły polityczne mogłyby być zainteresowane zaognianiem sytuacji wewnętrznej.

Według Ośrodka Studiów Wschodnich, Politkowska i Markiełow w przeszłości współpracowali, a ich działalność bulwersowała środowiska nacjonalistyczne i wojskowe. Zdaniem analityków, oboje regularnie otrzymywali anonimowe pogróżki, zaś ich śmierć będzie służyć zastraszeniu innych aktywnych oponentów rosyjskich władz i struktur siłowych.

Źródło: własne=IAR

15:04, gosporosja
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 stycznia 2010

Witam po przerwie świąteczno-noworocznej. Wkrótce znowu może być na blogu mniej informacji, bowiem wyjeżdżam na misję obserwacyjną do Kijowa.

Pod koniec grudnia prezydent Rosji przeprowadził pierwszą reformę. O sprawie pisze w biuletynie Ośrodek Studiów Wschodnich. 29 grudnia Dmitrij Miedwiediew podpisał nowelizację kodeksu karnego, liberalizującą system odbywania kar. Prezydent i szef Federalnej Służby Penitencjarnej Aleksandr Rejmer zapowiadają kolejne działania na rzecz humanitaryzacji systemu więziennictwa, a towarzyszy temu spora rotacja kadrowa w Służbie Penitencjarnej. Działania te inicjują rzeczywistą reformę więziennictwa, choć nie dotykają problemu upolitycznienia rosyjskiego sądownictwa i prokuratury.

Przyjęte poprawki przewidują m.in. stosowanie aresztu domowego (zamiast pozbawienia wolności) w przypadku przestępstw lekkich i niepociąganie do odpowiedzialności karnej osób popełniających przestępstwa skarbowe po raz pierwszy (w przypadku uiszczenia zaległości i grzywny). Aleksandr Rejmer, mianowany w sierpniu 2009 roku, zapowiedział dalszą liberalizację: zastępowania kary więzienia pracami przymusowymi, rozdzielenia recydywistów i skazanych po raz pierwszy oraz zastąpienia kolonii karnych i poprawczych obozów pracy (które określił mianem „spuścizny epoki stalinowskiej”) więzieniami i koloniami półwolnościowymi. Warto odnotować, że obecnie w więzieniach odbywa karę ok. 3 tysięcy skazanych, podczas gdy w koloniach różnego typu – 730 tys.

Przyjęte zmiany oraz rotacja kadrowa w Służbie Penitencjarnej (w ostatnich miesiącach wymieniono tam szefa, wiceszefa i przeszło 20 szefów wydziałów) inicjują rzeczywistą reformę więziennictwa. W rosyjskiej elicie nie ma jednak politycznej woli reformowania całego wymiaru sprawiedliwości, który nadal pozostanie upolityczniony.

Źródło: OSW.waw.pl

13:40, gosporosja
Link Dodaj komentarz »