Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
Blog > Komentarze do wpisu

Rosyjska gra na czas ws. Katynia

Moskiewski Sąd MiejskiByły gesty polityczne na Kremlu i obietnica, że sprawa katyńska zostanie odtajniona i wyjaśniona do końca. Za tym nie poszły konkretne czyny. Wciąż nie wiadomo na przykład, dlaczego utajniono śledztwo katyńskie i wyrok, jaki zapadł w tej sprawie. Pracownicy "Memoriału" po raz kolejny wracają z sądu z pustymi rękami.

W poniedziałek wieczorem dotarła z Moskwy informacja: bez wyniku zakończyło się kolejne, czwarte już posiedzenie przygotowawcze Moskiewskiego Sądu Miejskiego w sprawie decyzji o utajnieniu śledztwa katyńskiego. Przedstawiciele rosyjskiej Międzyresortowej Komisji do spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej nie zjawili się w sądzie, ani nie przysłali żadnych dokumentów. Komisja ta miała dostarczyć do sądu miejskiego dokumenty, wyjaśniające dlaczego uzasadnienie wyroku śledztwa katyńskiego zostało utajnione. Sprawę numer 159 prowadziła w latach 1991-2004 Główna Prokuratura Wojskowa, po czym śledztwo umorzyła, zaś postanowienia utajniono na polecenie międzyresortowej komisji. Pozarządowa organizacja badająca zbrodnie stalinowskie "Memoriał" nie zgadza się z tą decyzją, dlatego żąda wyjaśnień w Moskiewskim Sądzie Miejskim.

13 lipca odbędzie się kolejne posiedzenie Moskiewskiego Sądu Miejskiego, ale eksperci nie mają wątpliwości: nic się nie wydarzy, bowiem wśród większości elit rosyjskich nie ma politycznej woli na "rozsupłanie węzła katyńskiego", czyli m.in. odtajnienie archiwów, wznowienie śledztwa i wyjaśnienie jego przebiegu, a także rehabilitację ofiar zbrodni.

Zrezygnowany wydaje się Aleksander Gurjanow, szef sekcji polskiej "Memoriału", który przedwczoraj kolejny raz nadaremno przeszedł się do Moskiewskiego Sądu Miejskiego. - Być może nieobecność członków komisji to sposób na odwlekanie w nieskończoność procesu odtajniania śledztwa katyńskiego. Ale czy to jest sprawa braku woli politycznej w Rosji? Z tym zawsze były kłopoty, ale na ten temat nie chcę się wypowiadać, ponieważ mnie interesują procedury prawne. A te są oczywiste: postępu w rozpatrywaniu naszego wniosku nie ma i nie wiadomo czy będzie - mówi Gurjanow.

To nie koniec katyńskiej układanki. 31 maja główny prokurator wojskowy Rosji Siergiej Fridiński powiedział, że nie widzi podstaw do wznowienia śledztwa dotyczącego rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu w 1940 roku, bowiem sprawa uległa przedawnieniu. Fridiński stwierdził, że winni tragedii są znani (tak zwana wysoka trójka NKWD: Wsiewołod Mierkułow, Leonid Basztakow i Bogdan Kobułow), więc  nowe śledztwo nie jest potrzebne. Udowadniał także, że zbrodnia katyńska nie była przestępstwem popełnionym w imieniu państwa i dlatego rozstrzelani polscy jeńcy wojenni nie mogą być uznani za ofiary represji politycznych.

Te słowa Fridińskiego mogły być nieformalną odpowiedzią na list otwarty „Memoriału” do Dmitrija Miedwiediewa z 26 maja. Stowarzyszenie zwróciło się wówczas po raz drugi do prezydenta, by ten zlecił prokuratorowi generalnemu Jurijowi Czajce zbadanie rzetelności śledztwa katyńskiego.

- Otrzymaliśmy krótkie zapewnienie z administracji prezydenta, że nasz list został przekazany do prokuratury generalnej. Z doświadczenia jednak wiem, że na odpowiedź trzeba czekać nawet 2 miesiące – nie poddaje się Gurjanow.

- Rosja gra na czas. Chodzi o to, by wymusić na Polsce rezygnację z oczekiwań rehabilitacji formalno-prawnej ofiar Katynia w zamian za rehabilitację moralną, która nie pociąga za sobą żadnych kwestii roszczeniowych. Jak Polska na to przystanie, będą postępy w sprawach, o które walczy Memoriał - mówi członek polsko-rosyjskiej Grupy ds. Trudnych, proszący o zachowanie anonimowości. Jak podkreśla, dialog z Rosją to bardzo delikatna sprawa, a ze strony MSZ płyną sygnały, że polskiemu rządowi taka forma rehabilitacji jest na rękę.

Nie jest tajemnicą, że rząd Donalda Tuska, przy wsparciu szefa Grupy ds. Trudnych prof. Adama Rotfelda, chce raz na zawsze rozsupłać węzeł katyński - tak, by Katyń nie stał już na przeszkodzie w stosunkach polsko-rosyjskich. O tym 8 maja w Moskwie rozmawiali prezydent Dmitrij Miedwiediew i p.o. prezydenta Bronisław Komorowski. Miedwiediew przekazał wówczas 67 tomów dokumentów ze śledztwa katyńskiego prowadzonego przez GPW. To był miły gest, wykonany niespełna miesiąc po smoleńskiej tragedii, gdy emocjonalne więzi między elitami obu państw były bardzo silne. I pozytywnego odbioru tego gestu nie zmieniał nawet fakt, że dokumenty były znane polskim historykom, choć nigdy nie można ich było wywieźć z Moskwy.

- Praca nad odtajnianiem kolejnych materiałów będzie kontynuowana na moje osobiste polecenie – zapowiedział wówczas Miedwiediew. Jednak Kreml nie poszedł za ciosem, przekonują eksperci. W poniedziałek w sądzie miejskim nic się w temacie katyńskim nie ruszyło. Oznacza to, że nie było prikazu z Kremla do niższych podmiotów, czyli że wola polityczna mająca na celu wyjaśnienie prawdy katyńskiej to fikcja, a zapewnienia Miedwiediewa to wyłącznie próba zmiany wizerunkowej.

- Słowa Miedwiediewa można traktować jako jego chęć odtajnienia śledztwa katyńskiego, ale być może ta napotyka ona na opory w takich instytucjach, jak Główna Prokuratura Wojskowa czy prokuratura generalna. Tu chodzi też o prestiż tych instytucji. Skoro raz przyjęli pewne stanowisko, to nawet jeśli ono jest błędne, nie chcą go zmienić – wyjaśnia Aleksander Gurjanow.

Pracownicy „Memoriału”, mimo że przedwczoraj po raz kolejny zostali odprawieni z kwitkiem, nie tracą nadziei. Wierzą, że ich postulaty będą stopniowo realizowane, tylko w taki sposób, by zasługi w rozwiązaniu sprawy katyńskiej mogły przypisać sobie władze, a nie organizacja pozarządowa.

TOMASZ KUŁAKOWSKI, tekst ukazał się w „Dzienniku Polskim”

środa, 30 czerwca 2010, gosporosja
https://twitter.com/TKulakowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: