Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
Blog > Komentarze do wpisu

Katyński serial. Dziś kolejny odcinek

Dziś (28.06) w Moskiewskim Sądzie Miejskim miała odbyć się rozprawa merytoryczna ws. wniosku stowarzyszenia "Memoriał" o uznanie za niezgodną z prawem decyzji Międzyresortowej Komisji do Spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej o utajnieniu postanowienia Głównej Prokuratury Wojskowej, która umorzyła śledztwo katyńskie w 2004 roku. Skomplikowane? Zaraz wyjaśnię... W każdym razie nie wiadomo, czy rozprawa odbyła się. Milczą o tym media i mój kontakt w "Memoriale".

Dzisiejszą datę wyznaczył sąd miejski na posiedzeniu 2 czerwca. Wówczas Międzyresortowa Komisja do Spraw Ochrony Tajemnicy Państwowej nie dostarczyła do sądu potrzebnych dokumentów, więc nie miał on możliwości wyznaczenia rozprawy ws. Wniosku „Memoriału”. Przedstawiciel Komisji Międzyresortowej przyniósł za to pismo informujące, że sprawa przekazania dokumentów do sądu będzie rozpatrywana przez Komisję 23 czerwca. Tu również nie udało się ustalić, jaki jest efekt rozpatrzenia tej sprawy. Dowiemy się tego pewnie dzisiaj.

Wiadomo jednak, że biurokracja rosyjska zajmująca się śledztwem katyńskim i jego następstwami to twardy orzech do zgryzienia. Jest kilka podmiotów, które między sobą odbijają katyńską piłeczkę.

Aktor numer 1. to Główna Prokuratura Wojskowa. To ona prowadziła śledztwo katyńskie w latach 1991-2004, które umorzyła 21 września 2004 r., utajniając dokumenty na podstawie zalecenia Międzyresortowej Komisji do Spraw Ochrony Tajemnic Państwowych, którą kierował wówczas szef administracji prezydenta Dmitrij Miedwiediew.

Aktor numer 2. to Międzyresortowa Komisja do Spraw Ochrony Tajemnic Państwowych, która naciskała na GPW w sprawie utajnienia wyników śledztwa katyńskiego prowadzonego przez Główną Prokuraturę Wojskową.

Aktor numer 3. to Moskiewski Sąd Miejski, który na wniosek „Memoriału” trzykrotnie już rozpatrywał, czy decyzja komisji ochrony tajemnic była zgodna z prawem.

Aktor numer 4. To Sąd Najwyższy Rosji, który - zapewne na polityczne polecenie Kremla - 21 kwietnia decyzję o utajnieniu śledztwa skierował do ponownego rozpatrzenia przez Moskiewski Sąd Miejski.

To nie koniec katyńskiej układanki. 31 maja główny prokurator wojskowy Rosji Siergiej Fridiński wypalił, że nie widzi podstaw do wznowienia śledztwa dotyczącego rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu w 1940 roku, bowiem sprawa uległa przedawnieniu. Z prawnego punktu widzenia miał rację, bowiem mord katyński jest zakwalifikowany jako przestępstwo pospolite będące "przekroczeniem uprawnień" przez wysokich funkcjonariuszy NKWD.

Siergiej Fridiński stwierdził, że winni tragedii są znani (tak zwana wysoka trójka NKWD: Mierkułow, Basztakow i Kobułow) i  nowe śledztwo nie jest potrzebne. Udowadniał także, że zbrodnia katyńska nie była przestępstwem popełnionym w imieniu państwa i dlatego rozstrzelani polscy jeńcy wojenni nie mogą być uznani za ofiary represji politycznych. Przecież, według tej argumentacji, zostali zastrzeleni przez konkretne osoby, a w śledztwie wymienione są też nazwiska osób, podejmujących wówczas decyzje.

Te wypowiedzi Fridińskiego mogły być nieformalną odpowiedzią na list otwarty „Memoriału” do Dmitrija Miedwiediewa z 26 maja. Stowarzyszenie zwróciło się wówczas (już drugi raz) do prezydenta, by ten zlecił prokuratorowi generalnemu Jurijowi Czajce zbadanie, czy śledztwo katyńskie nr 159 Główna Prokuratura Wojskowa przeprowadziła prawidłowo.

Po tragedii smoleńskiej węzeł katyński miał być już raz na zawsze rozwiązany, by Katyń nie stał już więcej ością w rosyjsko-polskim gardle. - Praca nad odtajnieniem kolejnych materiałów będzie kontynuowana na moje osobiste polecenie – te słowa wypowiedział Dmitrij Miedwiediew 8 maja w Moskwie, biesiadując na Kremlu z p.o. prezydenta Bronisławem Komorowskim. Przekazał wówczas marszałkowi Komorowskiemu 67 tomów dokumentów ze śledztwa katyńskiego prowadzonego przez GPW. To był piękny gest, wykonany niespełna miesiąc po smoleńskiej tragedii, gdy emocjonalne więzi między elitami władz z obu państw były bardzo silne. I nie zmieniał tego fakt, że dokumenty były znane polskim historykom, choć nigdy nie można ich było wywieźć z Moskwy.

Kreml nie poszedł jednak za ciosem. Pozostaje poczekać na ten dzisiejszy katyński węzełek, czy dzisiaj coś się w temacie katyńskim ruszy. Jeżeli tak, to poszedł „prikaz” z Kremla. Jeżeli nie, wola polityczna Rosji mające na celu wyjaśnienie prawdy katyńskiej to fikcja.

Tomasz Kułakowski

poniedziałek, 28 czerwca 2010, gosporosja
https://twitter.com/TKulakowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: