Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
Blog > Komentarze do wpisu

Katyń to wewnętrzny problem Rosji

Chciałem tę rozmowę, przedrukować na blogu w sobotę, w trakcie pobytu Lecha Kaczyńskiego w Katyniu... Publikuję ją dziś. Tomasz Kułakowski

Przyznanie się Rosji do winy za zbrodnię na jednostce ludzkiej nie przejdzie przez gardło politykom, pielęgnującym idee państwa-mocarstwa - mówi Aleksander Gurjanow* w rozmowie z Tomaszem Kułakowskim.

Aleksander Gurjanow, fot. Tomasz Kułakowski (c)Czy Władimir Putin jest zwolennikiem Stalina?
Wydaje mi się, że w głębi duszy tak, choć głowy nie dam. Putin, jak również większość społeczeństwa, nosi w sobie poczucie przynależności do potężnego mocarstwa, które miało powody do dumy, ze względu na dawne mocarstwowe sukcesy. Okazuje się jednak, że modernizacja osiągnięta przez Stalina okazała się skuteczna tylko na krótką metę i nie ma z czego być dumnym, a powinno się mieć poczucie wstydu i hańby, ponieważ modernizację okupiono milionami ofiar bez sprzeciwu społeczeństwa. Ludziom niełatwo to przychodzi, gdy Związek Radziecki wychował ich w poczuciu dumy. Ciężko się przełamać zwykłym obywatelom, a co dopiero ludziom wywodzącym się ze służb mundurowych, jak Władimir Putin. To nie tylko problem pokolenia ukształtowanego w ZSRR, bowiem wzorce takiego „patriotyzmu” powielają młodzi ludzie, urodzeni już w poradzieckiej Rosji. Kluczowe jest jednak to, że komunizm jest czczony w Rosji nie ze względu na ideologię, lecz za kult mocarstwowości. Za czasуw ZSRR Rosjanie mieli bardzo niskie standardy bytowe, ale poczucie przynależności do imperium równoważyło frustrację wynikającą z nędznej egzystencji. Dziś jest podobnie. Rosjanie chcą, by się ich bali na świecie tak jak Związku Radzieckiego.

Dlaczego historia jest tak ważna w nowej ideologii rosyjskiej?
Ponieważ nie ma nic innego, czym można by ją zastąpić.

Paradoksalnie w tej nowej ideologii, w której na piedestale stawia się Stalina, wysoko w hierarchii jest Cerkiew, prześladowana przez stalinizm. I prawosławie ma znaczny wpływ na życie polityczne.
Wpływ Cerkwi rzeczywiście wzrasta, ale jest wieloraki i długo by się na ten temat rozwodzić. Zaś jeśli chodzi o stosunek do stalinizmu, oficjalna Cerkiew odgrywa pozytywną rolę, bowiem jako jedyna spośród silnych, wpływowych instytucji społecznych, uznaje stalinizm za zbrodniczy reżim. Z drugiej strony prawosławie zawsze było uważane za filar rosyjskiej mocarstwowości. Mimo swojej różnorodności i podziałów, rola Cerkwi w ocenie komunizmu jest raczej pozytywna.

A na ile skuteczna jest kremlowska propaganda historyczna, którą zaprezentowano między innymi w przededniu 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej? W rosyjskiej prasie ukazał się cykl artykułów wybielających Pakt Ribbentrop-Mołotow, zdejmujących ze Stalina odpowiedzialność za wybuch wojny, przedstawiających Polskę jako sojusznika nazistów.
  Moglibyśmy mówić o skuteczności tej propagandy wówczas, gdyby miała ona za zadanie zmianę nastawienia społeczeństwa. A jej celem nie jest przekonanie przeciwników tych tez, lecz trafienie w oczekiwania i usatysfakcjonowanie większości społeczeństwa. Bo przecież w nich nie ma nic nowego, to kalka propagandy radzieckiej.

Dlaczego społeczeństwo nie chce znać prawdy o swojej przeszłości? I tu nie chodzi o „nasz”, ale przede wszystkim o „rosyjskie” Katynie - strzały w tył głowy w podmoskiewskim Butowie i setkach podobnych „poligonów” we wszystkich regionach Rosji i całego Związku Radzieckiego, sztuczny głód, czystki, terror totalny…
Niechęć to poznania czarnych stron swojej historii to cecha każdego społeczeństwa, nie tylko rosyjskiego. Bo kto odczuwa radość z rozliczania się z tych haniebnych kart? Nas odróżnia od innych państw byłego bloku komunistycznego to, że w Rosji znacznie trudniej oddzielić ofiary od katów, czyli ludzi poszkodowanych przez system od osуb wydających rozkazy i korzystających z przywilejów władzy sowieckiej. Rzetelne rozliczenie się z przeszłością prowadzi do uświadomienia sobie, że w zbrodniach reżimu brali udział np. moi dziadkowie, rodzice, czy nawet ja sam - choćby poprzez bierne godzenie się z istnieniem takiej władzy. Dla odmiany w Polsce wszystkie działania opozycji były odbierane jako akty patriotyzmu i tego nikt nie kwestionował. Podobnie z badaniem komunizmu i rozliczaniem go - w Polsce to jest działalność na rzecz polskiej racji stanu. U nas nie ma mowy o podobnym stosunku do rozliczania przeszłości. Próby przeciwstawiania się władzy komunistycznej nigdy nie były i nie są utożsamiane z patriotyzmem przez ogół społeczeństwa w Rosji. Na poparcie patriotów nie może liczyć Memoriał, który od dwudziestu lat domaga się nadania właściwej oceny prawnej reżimowi.

Jak można rozwiązać sprawę Katynia, by nie stała ona ością w gardle w stosunkach polsko-rosyjskich?
W Memoriale uważamy, że sprawa katyńska jest przede wszystkim naszym wewnętrznym problemem i dopiero potem kwestią stosunków rosyjsko-polskich. Potrzebujemy rozliczenia zbrodni katyńskiej nie tylko dla poprawy relacji z Polską, lecz głównie dla nas samych. Oczywiście to ułatwiłoby stosunki z Polską, ale sprawa katyńska jest jedną ze zbrodni stalinowskich, a my potrzebujemy rozliczenia całego okresu stalinizmu. Jeden z naszych postulatуw głosi, by zbrodni katyńskiej nadać stosowną ocenę prawną. Póki co, jest to przestępstwo pospolite będące nadużyciem władzy, którego dopuściło się kilku wysokich funkcjonariuszy NKWD. Taka kwalifikacja rosyjskiej Głównej Prokuratury Wojskowej niesie za sobą daleko idące konsekwencje. Oznacza bowiem, że z kręgu winowajców GPW wykluczyła decydentów z Biura Politycznego. Zatem ludzie, ktуrzy podjęli decyzję o zgładzeniu polskich oficerów, nie zostali uznani za winowajców, z czym Memoriał nie może się pogodzić i nie pogodzi się. Według informacji pochodzących z Głównej Prokuratury Wojskowej, za winowajców zostały uznane cztery osoby, należące do kierownictwa NKWD. Jeżeli rzeczywiście cztery, to mogą to być tylko szef NKWD Ławrientij Beria oraz członkowie tzw. „trojki”, specjalnie wyznaczonej przez Politbiuro: Wsiewołod Mierkułow, Bogdan Kobułow i Leonid Basztakow. Zdaniem rosyjskiej prokuratury wojskowej, oznacza to, że ponad setka znanych z nazwiska zbrodniarzy niższego szczebla nie była winna - dlatego, że w oczach tego organu wykonywanie zbrodniczego rozkazu przypuszczalnie nie uchodzi za przestępstwo. Takie pojmowanie sprawy to rażąca sprzeczność nie tylko z pojęciem o prawie, ale i o moralności.

 Jakim przestępstwem była zbrodnia katyńska? W Polsce jesienią ubiegłego roku rozgorzała dyskusja, czy było to ludobójstwo, czy nie. Ma to znaczenie?
To ma znaczenie i do tego bardzo praktyczne. Wszystko rozbija się o kwalifikację prawną, którą arbitralnie nadała sprawie katyńskiej GPW. Bowiem do nadużycia władzy stosuje się przedawnienie i takiego uzasadnienia używa prokuratura wojskowa oraz sądy, by odrzucać kolejne wnioski rodzin ofiar mordu katyńskiego o wznowienie umorzonego śledztwa i rehabilitację pomordowanych. Rok temu Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego orzekło, że w sprawie katyńskiej nastąpiło przedawnienie, zatem nie ma możliwości wszczęcia nowego procesu. Spełnienie postulatu Memoriału o uznanie Katynia za zbrodnię wojenną uniemożliwiłoby zastosowanie przedawnienia. To jednak nie rozwiązuje w całości problemu, bowiem ofiarami zagłady zarządzonej decyzją Politbiura 5 marca 1940 r. byli nie tylko jeńcy wojenni, lecz również cywile. To aresztowani, osadzeni w więzieniach zachodnich obwodów USSR i BSSR. Zatem należy sięgnąć do Statutu Międzynarodowego Trybunału Wojennego w Norymberdze z 1945 r., który w przypadku okrutnego postępowania z ludnością cywilną wprowadził kwalifikację „zbrodnia przeciw ludzkości” i wykluczył możliwość przedawnienia jej.
A czy to było ludobójstwo? Są znamiona, ale podważalne. Dlatego nasza prokuratura wojskowa chętnie wdaje się w polemiki na temat „czy zbrodnia katyńska była ludobójstwem”. Główny argument osób, które upierają się, by Katyń uznać za ludobójstwo jest narodowościowy, czyli fakt, że 97 proc. zamordowanych jeńców było obywatelami Polski. Jednak już w przypadku więźniów z tzw. listy ukraińskiej spory odsetek stanowią Żydzi, Ukraińcy, a wśród nich nawet ukraińscy nacjonaliści, którzy będąc formalnie obywatelami polskimi, przeciw polskości występowali. Nie jestem przekonany, czy Stalin kierował się kryterium narodowości. Na pewno zamierzał zlikwidować liczną grupę przedstawicieli samej idei państwowości polskiej, co niezupełnie pasuje do definicji ludobójstwa, gdzie kryterium etniczne jest istotne.
Uznanie zbrodni katyńskiej za zbrodnię wojenną i zbrodnię przeciw ludzkości jest znacznie bardziej odporne na próby podważenia. Prokuratura nie mogłaby doprowadzić do przedawnienia sprawy, ani zakwestionować tych kwalifikacji, co czyni w przypadku oceny Katynia jako ludobójstwa. Dyskusja na temat uznania zbrodni katyńskiej za akt ludobójstwa odwraca uwagę od istoty sprawy, czyli samej potrzeby rozliczenia rosyjskiej historii.

Czego boi się Kreml, nie godząc się zarówno na rehabilitację ofiar, jak również odtajnienie archiwów dotyczących tej i innych zbrodni stalinowskich?
Uznanie pomordowanych w „przestępstwie pospolitym” za ofiary represji politycznych pociąga za sobą konieczność odrzucenia pierwszej kwalifikacji. To jest główny powód obaw Kremla. Władzom zależy na przemilczaniu zbrodniczych kart historii, by nie kompromitować Rosji jako państwa. Rehabilitacja ofiar tej zbrodni stalinizmu oznaczałaby, że dzisiejsze państwo rosyjskie oficjalnie bierze na siebie odpowiedzialność za to, że ZSRR wydał rozkaz zamordowania każdej z dziesiątek tysięcy osób. W Rosji to niemożliwe, gdyż tu zawsze państwo było najwyższą wartością. Przyznanie się do zbrodni państwa na jednostce ludzkiej nie przejdzie przez gardło politykom, pielęgnującym idee państwa-mocarstwa. Dlatego też podstawowe akta rosyjskiego „śledztwa katyńskiego” są zamknięte i chyba nieprędko ujrzą światło dzienne.
Innym powodem obaw Kremla jest, zdaje się, lęk przed roszczeniami o odszkodowania. Jakoby państwo mogłoby zbankrutować, gdyby miało wypłacić wszystkim ofiarom represji stalinowskich odszkodowania. Jednak władze jak dotąd ani razu nie sformułowały wprost swoich obaw. Będą milczeć.

Co musiałoby się wydarzyć, by rosyjskie władze zmieniły jednak zdanie i zgodziły się na wyjaśnienie wszystkich białych plam?
 Przełomowego wydarzenia raczej nie będzie, ten proces będzie ewolucyjny i jego finał to dosyć odległa przyszłość. Mamy mniej szczęścia niż Niemcy, ponieważ im do rozliczenia nazizmu pomogło konkretne wydarzenie - porażka w II wojnie światowej. Skoro Memoriał zajmuje się tymi sprawami od wielu lat, to muszę być optymistą i wierzyć, że kiedyś znikną wszystkie białe plamy historyczne.

Podziela pan pogląd, że historycy w sprawie katyńskiej zrobili już wszystko i teraz reszta zależy wyłącznie od władz?
 I tak, i nie. Bo nie wiadomo, czy pewne kwestie powinni badać historycy czy prokuratura. Nieznany jest m.in. szczegółowy tryb całej operacji i jej geneza. Wymagałaby gruntownego zbadania hipoteza, że do 20 lutego 1940 r. NKWD nie zakładało likwidacji polskich jeńców. Ciekawe byłoby także dowiedzenie się, jak w rzeczywistości sami wykonawcy oceniali tę „akcję” po jej wykonaniu. To wiąże się ze znaną rozmową Berii z Zygmuntem Berlingiem i domniemanymi słowami jednego z uczestników spotkania - Mierkułowa: „popełniliśmy błąd”. Warto zbadać, na ile ten przekaz był wiarygodny, ponieważ później Mierkułow się tego wyparł.
Jest jeszcze kwestia tzw. listy białoruskiej, ale jej odnalezienie to raczej zadanie nie historyków, lecz organów śledczych. Z tym się wiąże nasz postulat urzędowej rehabilitacji wszystkich ofiar z imienia i nazwiska. Znamy personalia 18 tys. osób, pozostaje nieznana lista białoruska, która na pewno istniała, a prokuratura przekonuje, że jej nie ma. Jeżeli to prawda, niech prokuratura, która kilkanaście lat prowadziła w tej sprawie śledztwo, ujawni cały tryb poszukiwania jej, wszystkie dokumenty i kroki powzięte w tym kierunku.
Postulujemy też ujawnienie nazwisk wszystkich wykonawców zbrodni. Nie da się ich pociągnąć do odpowiedzialności, bowiem wszyscy zmarli, ale nazwiska uczestników tej operacji powinny być opublikowane. Wszystkie dokumenty ze śledztwa katyńskiego muszą zostać odtajnione, podane do opinii publicznej w Rosji, Polsce i na świecie.

 Czy Rosjanom nieznającym historii grozi z niej powtórka?
 Powtórzenie w tej samej formie, nie. Ale w ogólniejszym sensie braku poszanowania dla jednostki ludzkiej, tak. I nie tylko grozi, lecz występuje. To konsekwencja tradycji, według której państwo-mocarstwo to wartość najwyższa, a przeznaczeniem jednostki może być tylko służenie mu…

Rozmawiał w Moskwie TOMASZ KUŁAKOWSKI

*ALEKSANDER GURJANOW - dawniej fizyk, obecnie (z konieczności) historyk. Koordynator Komisji Polskiej Stowarzyszenia Memoriał. Z ramienia tej organizacji uczestniczy w procesach sądowych w Rosji w sprawach rehabilitacji ofiar zbrodni katyńskiej i odtajnienia akt śledztwa, które było prowadzone przez rosyjską Główną Prokuraturę Wojskową.

Rozmowa ukazała się w "Nowej Europie Wschodniej", numer styczniowo-lutowy. www.new.org.pl

poniedziałek, 12 kwietnia 2010, gosporosja
https://twitter.com/TKulakowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: