Blog o Rosji. O polityce, historycznej również, relacjach władza-obywatel, ludziach opozycyjnie myślących, Moskwie.
Blog > Komentarze do wpisu

W Rosji nikt nie lubi dziennikarzy...

Z Andriejem Lipskim, zastępcą redaktora naczelnego opozycyjnej „Nowej Gaziety”, rozmawia Tomasz Kułakowski

- TOMASZ KUŁAKOWSKI: Mijają kolejne lata od śmierci Anny Politkowskiej i wciąż nie wiadomo, kto i dlaczego zabił waszą dziennikarkę. „Nowaja Gazieta” obiecała, że przeprowadzi dziennikarskie śledztwo w tej sprawie i nie wyszło…
Andriej Lipski, fot. T. Kułakowski- ANDRIEJ LIPSKI: Nie do końca nie wiadomo, kto i dlaczego zabił. Po prostu nie chcemy podejmować własnych kroków, lecz działamy razem z wymiarem sprawiedliwości. Ta współpraca nie jest idealna, bo my pomagamy im, a w drugą stronę to nie działa. W pierwszym procesie sąd i prokuratura próbowały dowiedzieć się jak najwięcej na temat zabójstwa Politkowskiej, ale śledztwu stale ktoś przeszkadzał. To ludzie ze struktur siłowych, takich jak Federalna Służba Bezpieczeństwa, czy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. To oni wypuszczali przecieki utrudniające śledztwo, bo są zamieszani w przygotowanie zabójstwa.
W „Nowej Gaziecie” jesteśmy zdania, że morderstwo Anny nie było polityczną decyzją. Raczej ten mord jest wynikiem działalności kryminału i oficerów służb siłowych, którzy w ten sposób zarabiają na życie - wykorzystując kontakty na wszystkich szczeblach władzy, swoich agentów itp. Dobrze wiemy, kto 7 października 2006 roku na ulicy Leśnej w Moskwie pociągnął za cyngiel. Mieliśmy wiedzę, gdzie ten człowiek mieszkał, kiedy wyjechał z Rosji. Jednak ani jego, ani zleceniodawców morderstwa nie było na ławie oskarżonych podczas pierwszego procesu i dlatego nic z niego nie wyniknęło. Schwytano pośredników zamieszanych w organizację zbrodni, my zaś potrzebujemy osoby pierwszoplanowe. Oby kolejny proces ujawnił, kim byli bezpośredni wykonawca i zleceniodawca.
- Kim są ci ludzie?
- Nie powiem, ponieważ nie chce być jak funkcjonariusze FSB czy MSW, którzy za dużo w tej sprawie mówili.
- Ale dokąd prowadzą ślady? Do Czeczenii i jej autorytarnego prezydenta Ramzana Kadyrowa?
- Ślady prowadzą do różnych miejsc… W całej sprawie łączą się interesy wielu osób, polityków z południa Rosji, zwykłych bandytów i funkcjonariuszy struktur siłowych. Ci ludzie być może zrobili to dla pieniędzy, być może realizowali odgórne polecenia. Nowe śledztwo musi to wyjaśnić.
- Wymiar sprawiedliwości robi wszystko, by nie dotrzeć do prawdy.
- Z nową grupą śledczą mamy dobre stosunki. Wydaje się, że oni naprawdę chcą znaleźć sprawców. Ta machina jest bardzo rozbudowana. Nie wiadomo, co jest na górze hierarchii. Będziemy współpracować z wymiarem sprawiedliwości tak długo, dopóki wszystko będzie zmierzać w pozytywnym kierunku. Nawet nowy prezydent Dmitrij Miedwiediew wykazał potrzebę złapania morderców.
- To może potrwać kolejne lata.
- To prawda. Niestety, tego rodzaju przestępstwa na całym świecie są bardzo trudne do rozwiązania. Do dziś nie wiadomo na przykład, dlaczego w 1986 roku zastrzelono szwedzkiego polityka Svena Olafa Palme.
- Ale pan wie, kto zlecił zabójstwo Politkowskiej, tylko nie chce powiedzieć, dopóki nie ujawni tego sąd?
- Nie możemy na ten temat za dużo mówić. Chcemy normalnego procesu. Powinniśmy milczeć, by nie dawać argumentów drugiej stronie.
- Jaką koleżanką była Politkowska?
- Sama stworzyła swoją biografię. Nie potrafiła oddzielić życia osobistego od zawodu. A w tym fachu przede wszystkim broniła ludzi. Miała misję, dziesiątki osób przychodziły do niej każdego dnia. To byli ludzie, którzy stracili całkowite nadzieje na odnalezienie zaginionych bliskich, bezradni na zniknięcia dzieci, rodaków, tortury, zabójstwa. Anna przyjmowała ich w redakcji i nie mogła pracować. Dlatego z czasem przysyłała materiały z domu. To była dziwna rola dziennikarska, a do tego Politkowska miała charakter. Nie zawsze układała sobie „słodkie” relacje z redakcją, ale wypracowała solidną pozycję.
- Politkowska to nie jedyna wasza ofiara. W styczniu u boku adwokata Stanisława Markiełowa zginęła 25-letnia dziennikarka Anastazja Baburowa.
- Baburowa była czwartym zamordowanym dziennikarzem „Nowej Gaziety”. To obłęd. Nastia nie zdążyła nawet popracować w redakcji, dopiero zaczynała dziennikarski fach. Amerykański Komitet Obrony Dziennikarzy zaprezentował niedawno raport, według którego od 2000 r. w Rosji zabito siedemnastu dziennikarzy. Pod tym względem jesteśmy po Iraku drugim krajem na świecie. A do ilu pobić i innego rodzaju zastraszeń dochodzi każdego dnia? To nienormalne. Nie chroni nas państwo. Jesteśmy kozłami ofiarnymi, nikt nas nie lubi, a przede wszystkim władze na wszystkich szczeblach. Bije nas milicja i OMON, służby tak interpretują prawo, że za byle co mogą wsadzić nas za kratki.
- Dużo jest przypadków zastraszania dziennikarzy „Nowej Gaziety”?
- Na pewno nie jest tak, że cały czas ktoś nas zastrasza. Ale przy okazji ujawniania przez nas skandali korupcyjnych, zdarzają się pogróżki. Wówczas zgłaszamy się do milicji lub prokuratury i te organy nawet czasem reagują.
- Boi się pan?
- Każdy normalny człowiek się boi. Jeżeli miałbym pracować bez strachu, to nie w tym zawodzie. Bo jego celem jest poszukiwanie prawdy i przekazywanie jej opinii publicznej.
- Politkowska opisywała, jak zmienia się Rosja za czasów Putina. Między innymi w „Udręczonej Rosji”  pisała o końcu parlamentarnej opozycji, odwrocie w budowie demokracji, itp. Jak, pana zdaniem, zmieniła się Rosja w ciągu dekady rządów Władimira Putina?
Andriej Lipski, fot. T. Kułakowski- Okres jego rządów niewiele różni się od tego, co było przedtem. Po rozpadzie ZSRR w Rosji mieliśmy do czynienia jedynie z próbą budowy demokracji, co szło i idzie topornie. Nie tylko z powodu takiej czy innej władzy, ale też ludzi, którzy przeżyli ciężki szok w latach 90. Społeczeństwo chciało spokoju i dlatego zgodziło się na stabilizację, którą zaoferował Putin. Jej ceną jest ograniczenie tych praw, z których jeszcze nie mogliśmy korzystać, i do których jeszcze nie dojrzeliśmy. Zaś kiedy władza mówi, że mamy taką demokrację, bo ludzie nie dojrzeli do innej, to ja pytam, kiedy mieli dojrzeć, gdy wy jeszcze bardziej ograniczacie nasze prawa? Nasze instytucje demokratyczne są dekoracją w teatrze, a dekada rządów Putina to bez wątpienia krok wstecz w budowie demokracji. 
- Co musiałoby się wydarzyć, by w Rosji doszło do zmian? Społeczeństwo godzi się na zaciskanie pasa przez władzę.
- Przede wszystkim potrzebujemy czasu. Na pewno jednak okres rewolucji i zmian odgórnych minął. Ekipa Putina zrobiła państwo pod siebie. A zmiany wyjdą od społeczeństwa. My musimy kreować oddolne inicjatywy i budować demokratyczną infrastrukturę.
- Politkowska pisała, że rosyjska rewolucja, jeśli do niej dojdzie, będzie czerwona. „Bo raz, że znowu poprowadzą ją komuniści, a dwa, że będzie krwawa”.
- Nie wierzę w rewolucję czerwoną, brunatną, ani kolorową. Musiałyby powstać sytuacje socjalne absolutnie nie do zniesienia. Rosjanie są zmęczeni ciągłymi zmianami społecznymi, politycznymi, geopolitycznymi itd. Oni chcą po prostu urządzić swoje życie, zarabiać, zaadaptować się do reżimu, co w Rosji zawsze było najważniejsze. A sam reżim nie jest krwawy, lecz „wegetariański”. To nie totalitaryzm, lecz raczej słaby autorytaryzm, który opiera się na tym, że masa załatwia swoje prywatne interesy i nie rwie się do polityki. Ale to się może zmienić i wtedy władza będzie musiała się liczyć ze społeczeństwem.
- Czyli jest pan optymistą?
- Optymistą w perspektywie historycznej.
- Coś się w Rosji wydarzy, ale nie wiadomo kiedy?
- Tak właśnie uważam.

Rozmawiał w Moskwie: TOMASZ KUŁAKOWSKI. Wywiad ukazał się w krakowskim "Dzienniku Polskim" w sobotę, 31 października 2009.

czwartek, 05 listopada 2009, gosporosja
https://twitter.com/TKulakowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: